„Nienawidzę
cie. Jak mogłeś zrobić coś takiego?!”
„Uważałem
cie za kumpla, teraz to koniec”
„Co
ty jej zrobiłeś? Dlaczego?”
„Policja
dopiero zaczyna prowadzić śledztwo. Ciesz się ostatnimi dniami wolności
śmieciu!”
Patrzę
na wyświetlacz komputera. Na wiadomości które przychodzą. Podpieram ręką głowę
i myślę Dlaczego?
Dlaczego
Agata, dziewczyna którą znałem od zerówki leży teraz dwa metry pod ziemią?
Dlaczego po jej pogrzebie dziesiątki ludzi obwiniają mnie?
Gwałtownie
wstaję z krzesła i przechodzę przez pokój w kierunku korytarza. Skręcam do
łazienki, odkręcam kran z zimną wodą, nabieram jej w ręce i zanurzam w nich
twarz. Muszę to przerwać Nie czytać tych świństw i kłamstw.
Patrzę
na swoje odbicie w lustrze. Krótko ścięte brązowe włosy, wygolone boki, poważny
wyraz twarzy i nic nie mówiące spojrzenie.
Zwykły siedemnastoletni chłopak. Taki jestem. Lecz kilka dni temu
całkiem zmienił się mój charakter.
Był
wtorek. Zwykły listopadowy wtorek. Siedziałem z kolegami przy warsztacie w
którym sobie dorabiam. Jest tam murek na którym spędzamy popołudnia i przerwy
kiedy nic się nie dzieje.
Akurat
dyskutowaliśmy nad jednym zleceniem kiedy zadzwoniła do mnie Maja, koleżanka
Agaty. Ta sama która teraz obwinia mnie o jej śmierć.
-Cześć,
co tam? -odpowiadam.
-Wiesz
już? - zapytała. Jej głos był bez wyrazu. Zwykle się uśmiecha i jest radosna.
-
O czym? - Ja nadal miałem na sobie uśmiech obecny przy spotkaniach z kolegami.
-O
Agacie.
-Właśnie,
jest może z tobą? Od rana nie daje znaku życia a telefon się nie odzywa.
-Dom…
- zrobiła chwilę przerwy - Ona nie żyje.
W
sercu zrobiło mi się jakoś ciężko. Niby się zatrzymało, nic nie czułem.
Zamarłem na chwilę.
-Co
ty gadasz? - miałem nadzieje się przesłyszeć albo usłyszeć „Żart!”. Ale to
raczej nie to…
-
Właśnie, moja najlepsza przyjaciółka nie żyje. Zabiła się. A ty obiecałeś że do
niej wczoraj pójdziesz. Cały dzień chodziła jakaś smutna.- z wyrzutem
powiedziała Maja.
Ale
ja nie mogłem nic odpowiedzieć. Ręka mi opadła na kolana. Przykucnąłem pod
murkiem, patrzyłem przed siebie lecz nic nie widziałem. Widziałem Agatę, jej
uśmiechniętą twarz, gęste brązowe włosy i ciemną karnację. Szła w moją stronę
ubrana w niebieską sukienkę. Ale to było złudzenie. Maja nie żartowała, chyba
naprawdę zaczynam wierzyć że połowa
mojego serca umarła. Ostatnie słowa które ode mnie usłyszała to „ Wiesz, jestem
zmęczony. Kładę się, dobranoc”
Tak
zakończyłem rozmowę wczoraj. Miałem pójść do Agaty wieczorem bo coś ją martwiło
i nie chciała być sama. Ale jakoś mnie zmogło, zadzwoniłem o godzinie 21 i od
razu położyłem się spać.
A
teraz stoję w łazience w białym podkoszulku i dresach wpatrując się w swoje
odbicie. Przyszło dużo wiadomości i jakoś wszyscy obwiniają mnie o to co się
stało. Nie mogę tak dłużej. Ale ja jej
nic nie zrobiłem, nie powiedziałem. Także… dlaczego?
Coś
się we mnie zmieniło w momencie kiedy spojrzałem sobie w oczy. Zobaczyłem w nich
odpowiedź. Wiedziałem co zrobię.
Wróciłem
do pokoju. Twardy i pewny siebie wyciągnąłem torbę z szafki i przy zapalonej
lampce na stoliku nocnym wyjąłem z szafy kilku ubrań i spakowałem się. Zabrałem
kilka książek i pudełeczko z pieniędzmi które odkładałem. Było tam 2000
złotych. Długo ciułane pieniążki trzeba będzie w końcu wydać.
Nie
zabieram żadnej elektroniki typu tablet czy telefon. Zostawiam za sobą
przeszłość. Porzucam rodzinę i znajomych. Kilka minut temu narodził się nowy
ja.
Siadam
na chwilę na łóżku i chowam twarz w dłoniach. Przy słabym świetle lampki
uświadamiam sobie że to jednak była moja wina. Miała problem i mnie
potrzebowała. A ja zachowałem się jak ostatnia świnia, zostawiłem ją samą.
Teraz
też jest sama. Pewnie mówi „Kochałam cię ale okazałeś sie idiotą. Nie zależało
ci na mnie” Chodzi sama po raju który sobie wybrała. Uwolniła się od problemów.
A mnie dręczą wyrzuty sumienia i znajomi.
„Zrób
to szybko” podpowiada umysł.
Gwałtownie
wstaję z łóżka, narzucam na siebie skórzaną kurtkę, na szybko wkładam czarne
Adidasy i cicho choć szybkim krokiem opuszczam dom.
W
garażu stoi mój Mitsubishi Lancer. Czarny, czarne koła, mało widoczny w nocy.
Na wszelki wypadek zabieram kilka nagromadzonych wcześniej tablic
rejestracyjnych. Wsiadam do auta.
Patrzę
przed siebie. Przez otwartą bramę garażu widać fragment mojego podwórka. Patrzę
na to miejsce po raz ostatni i szybko jednym skrętem opuszczam garaż i
podwórko. W ten piątkowy wieczór zniknąłem na zawsze.
Po
drodze analizowałem szczegóły. Pieniędzy mam mało biorą pod uwagę że jadę
samochodem. Jedzenie… na to powinno starczyć. Chciałbym znaleźć jakąś dorywczą robotę,
wtedy nie byłoby problemu.
Wyjechałem
z Poznania. Było ciemno i nie ukrywam, trochę chciało mi się spać także ta noc
do najłatwiejszych nie należała.
Myślałem
też jak zareagują rodzice kiedy znajdą pusty pokój. Ale chyba dadzą sobie rade.
Ja nie uciekam przed nimi. Ja uciekam żeby zapomnieć i żeby już nie oglądać
twarzy ludzi którzy mnie znienawidzili za to co zrobiłem Tak, chyba naprawdę ja
ją zabiłem. Powoli to do mnie dociera.
Okolice
Zielenina i Nowego Klincza, tak pamiętam miejsce gdzie byłem po 4 godzinach
jazdy. Były to dwie małe miejscowości. Prawie zlewały się w jedną większą.
Znalazłem tam sklep spożywczy i nieopodal odnalazłem mały hotelik.
Cena
za pokój była niewielka toteż wynająłem mały pokoik na 2 noce. Bak pełny,
zakupy zrobione, nocleg jest. Pieniędzy jeszcze trochę zostało. Miałem
ochotę za kilka dni ruszyć dalej.
Była
1 w nocy kiedy otworzyłem drzwi do pokoju. Jedno łóżko w kącie, jedno okno,
jeden stolik i dwa krzesła. Na podłodze ciemno-granatowa wykładzina dywanowa.
Ściany pomalowane na biało. Koło okna
były drzwi do malutkiej łazienki.
-Ciasny
ale na trochę własny - pomyślałem padając na łóżko. Zdjąłem kurtkę i czerwony
snapback i niechlujnie zostawiłem na podłodze. Na krześle zawiesiłem czarne
dżinsy i w bieliźnie położyłem się spać. Przez okno wpadał blask księżyca.
Miałem
sen. Siedziałem na ławce w parku, była ładna wiosenna pogoda. Za ławką rosło drzewo przy którym siedziała
zaczytana w książce Agata. Uwielbiała czytać. Odwróciłem się i patrzyłem na
nią.
Powoli
wstałem z ławki. Zbliżyłem się do ubranej w białą krótką sukienkę piękności.
Podniosła wzrok znad lektury.
Ale
w jej oczach zobaczyłem coś dziwnego. Nie były uśmiechnięte. Nie pasowały do
uśmiechu jej ust, były smutne. Dziwny wyraz jej twarzy intrygował mnie.
-Pamiętaj
o mnie - powiedziała biorą mnie za rękę. Za chwilę jej postać zaczęła kruszyć
się jak szklanka z cienkiego szkła gdy złapiemy za mocno. Rozpadała się powoli
do końca patrząc w moje oczy. Zdawałem sobie sprawę że śnie. Jednak z szeroko
otwartymi oczami i ustami patrzyłem jak znika. Została tylko plama krwi która
wylewała się z jej ciała. Za chwilę jej nie było. Tylko na czerwono zabarwiona
trawa została.
Radość
ustąpiła smutkowi. Spotkałem się z nią
tylko po to by za chwilę ją stracić.
Otworzyłem
szeroko oczy. Przed chwilą w parku zamknąłem je żeby zapomnieć o tym co
widziałem. Teraz powitał mnie poranek.
Usiadłem
na łóżku i spojrzałem przez okno. Rozciąga się tam widok na pole zarośnięte
jakimiś zbożami. Daleko na horyzoncie pod niebieskim bezchmurnym niebem widać
las.
Poszedłem
do łazienki, umyłem zęby i twarz po czym ubrałem się i wyszedłem z hotelu.
Postanowiłem zwiedzić trochę okolice. Miasteczko jest małe więc zajęło mi to
niewielką ilość czasu. Jest tutaj mały bar, sklep, i biblioteka i mały warsztat
samochodowy.
Po
zwiedzeniu biblioteki zaszedłem do baru który był po drugiej stronie ulicy.
Był
to stosunkowo mały budynek. Znalazłem stół do bilarda i telewizor na którym
czasem ogląda się mecz. Podszedłem do baru i miałem ochotę na piwo.
-
A masz dowód? Na 18 nie wyglądasz - Brakował mi miesiąc. Jednak kasjer odmówił
mi jednej Warki.
W
barze było kilkoro ludzi. Może gdybyśmy byli sami wyglądałoby to trochę
inaczej.
Po
drugiej prośbie żadnych rezultatów. Odszedłem stamtąd i usiadłem na zielonej
kanapie w rogu, na wprost baru. Zająłem się przeglądaniem książki Koontza.
-Trzymaj
- Usłyszałem za jakieś 10 minut. Koło mnie stał jakiś chłopak i podawał mi
piwo.
-
Nie chce, dzięki - spojrzałem na niego szybko i jeszcze szybciej wróciłem do
książki.
- Bierz, wiem że chcesz - Spojrzałem na niego.
Wyglądał na jakieś 25 lat. Miał krótkie czarne włosy i sympatyczny wyraz
twarzy. Ale ja nie zamierzałem zawierać tu żadnych znajomości, nie zabawie
długo w tym mieście.
Wziąłem
puszkę i otworzyłem. Podziękowałem nowo poznanemu.
-
Nie ma sprawy. Jakbyś chciał jeszcze, to mów. - Wyciągnął rękę - Michał jestem.
-Damian
- skłamałem. Nie chcę ciągnąć za sobą nić z przeszłości, nawet imienia.
-Co
tu robisz? Znam wszystkich w mieście ale ciebie widzę pierwszy raz. - Usiadł
koło mnie i otworzył swoje piwo.
-
Nie wpadłem na długo, chyba jutro się wynoszę - Tego nie wiedziałem. Ale
pomyślałem żeby się stąd odejść.
--A
masz tu rodzinę czy znajomych?
-Nie,
tylko zatrzymałem się w hotelu. Jutro jadę dalej.
-
A gdzie jedziesz? - pytał dalej.
-
Niedaleko, nie interesuj się - miałem go dosyć. Wyszedłem z baru. Za sobą
usłyszałem „Ej, co jest?” Nie zwracałem uwagi i poszedłem do hotelu.
Na
swoim zielonym G-Shocku zobaczyłem godzinę 13. Dzień jeszcze młody ale ja nie
pasuje do tego miasta. Lepiej zostanę w pokoju i zajmę się czytaniem książek.
I
tak zrobiłem. Resztę dnia nie działo się nic ciekawego. Młody chłopak uciekał
przed tajemniczymi ludźmi, książka pełna akcji i adrenaliny. Dobrze spędzone
popołudnie.
Wieczorem
pakowałem rzeczy do torby bo jutro miałem stąd odjechać. Zabrałem ubrania,
kosmetyczkę z łazienki i książki. Nie chciałem ich kraść ale niektóre są po
prostu zbyt ciekawe żeby je oddać w połowie nie doczytane. A że jutro
wyjeżdżam, one jadą ze mną.
Otworzyłem
portfel i zacząłem liczyć banknoty które mi zostały. Chodziłem po pokoju licząc
pieniądze. Zatopiony w liczeniu, skupiony tylko na tym nawet się nie
spodziewałem że wpadnę na krzesło i się o nie przewrócę. Upadłem na ziemię,
portfel wypadł mi z rąk.
Powoli
się podniosłem i spojrzałem na portfel który upadł przede mną. Był tam mój
dowód i bilet. Ale zobaczyłem tam też zdjęcie Agaty.
Patrzyłem
na nie pamiętając że jeszcze wczoraj wieczorem spaliłem je zapalniczką podczas
postoju w drodze. Chciałem o niej zapomnieć, jakbym nigdy jej nie zranił, nie
poznał. Jakby nic nie było między nami. A jednak ona chyba tego nie chce.
Podniosłem
portfel i spojrzałem na fotografię. Uśmiechnięta, jej twarz promienieje.
Zdjęcie było robione latem ubiegłego roku. W tle widać las zalany słońcem.
Wydawała
mi się taka żywa. Jakby w tym momencie patrzyła mi w oczy, chciała się ze mną
skontaktować i powiedzieć mi coś ważnego. Coś co mi cały czas umykało.
Pamiętam
tą dziewczynę, nasze wspólne spotkania i pierwsze bliskie momenty. Wiele razy
patrzyła mi w oczy. Jednak teraz to mi przeszkadzało. To tylko zdjęcie,
mogłem w każdej chwili zamknąć portfel i
zapomnieć o sytuacji. Ale coś mi nie dawało…
Spaliłem
ten kawałek papieru. Dziewczyna, moja kochana nie żyje. Przedmioty nie
materializują się z popiołu. Czułem deszcze na ciele. Bałem się. Dość
niecodzienna sytuacja.
Powoli
podszedłem do krzesła. Przez okno za moimi plecami widać było ciemne
zachmurzone niebo. Usiadłem i spojrzałem na stolik. Leżała na nim książka
której nie zdążyłem spakować.
Zacząłem
czytać. Chciałem pozbyć się z głowy
obrazów z ostatnich minut. Skupiłem się
na literach. Układały się w słowa i wciągały mnie w swój świat. Tego mi było
trzeba.
Jednak
po jakiś 20 minutach zacząłem czuć się dziwnie. Czytałem, fabuła rozwijała się.
Ale przeczytałem zdanie „ Ja nie umarłam. Chcę tylko żebyś mnie wysłuchał”
Przeczytałem
ale i jakoś usłyszałem to zdanie. Wypowiedziane przez Agatę. Jakby stała TUŻ ZA
MNĄ. Podniosłem głowę gotowy spojrzeć za siebie. Ale wiedziałem że tam jest
tylko okno.
Chciałem
czytać dalej. Ale jakoś nie mogłem. Czułem że nie jestem w tym pokoju sam. Że
ten głos nie był złudzeniem. Sztorm rozpętał się w mojej głowie. Walczyłem z
samym sobą. Wiedziałem że ona nie żyje a jednak czułem że jest tu ze mną, za
moimi plecami.
Zacisnąłem
zęby i odwróciłem głowę. Byłem sam.
Domyślałem
się że nikogo tam nie ujrzę ale jednak coś mówiło mi że zobaczę moją
dziewczynę. Byłą dziewczynę.
-Dom…
- usłyszałem głos. Dochodził spod drzwi.
Ale
ona nie żyje. Słyszałem o jej pogrzebie. Nie może być teraz tutaj! Jej słodki
głos, ona jest pod drzwiami… Tak podpowiadało serce. Mózg mówił że zmarli nie
powracają. Patrzyłem na ścianę nad łóżkiem, dokładnie między oknem a drzwiami.
-Dominik!
- usłyszałem jej wściekły krzyk. Jakby bardzo chciała zobaczyć moja twarz.
Przekręciłem głowę w kierunku drzwi ale jedyne co zobaczyłem to ciemność.
Ta
ciemność to obraz który widziałem dopóki nie podniosłem się z książki. Jakbym
nad nią zasnął. Spojrzałem na pokój. Był pusty.
-Agata?
- powiedziałem przestraszony. Miałem jakąś cichą nadzieję usłyszeć odpowiedź.
Zegarek
pokazywał godzinę 19. Miałem dosyć. Znalazłem wytłumaczenie dla swoich
halucynacji… w tym pokoju coś było.
I
dlatego wymeldowałem się, szybko zbiegłem na parking gdzie czekał mój wóz i włączając nitro odjechałem stamtąd.
Odjechałem
bardzo mały kawałek. W pobliżu baru jest taki śmietnik na który wyrzuca się
różne, często metalowe graty. Wliczając szpilki czy gwoździe.
Żaden
debil nie pomyśli że mogłoby się to wbić komuś w oponę.
Z
rozwalonym kołem dotarłem do uliczki koło baru. Zostawiłem samochód w ciemności
i wszedłem do knajpy.
Jak
ostatnio tłumów tam nie było. Tylko kilku chłopaków.
I
był też ten… jak mu tam… Michał?
Zobaczył
chłopaka w kapturze. Sam kaptur i spuszczona głowa mówi „Zostaw mnie w
spokoju”. Ale on jak widać tego nie rozumie…
-A
teraz co? Tyskie czy Wojak?
-
Nie chce - odpowiedziałem spod kaptura.
-
To spójrz na mnie i powiedz mi to prosto w oczy.
Nie
zareagowałem. Wrócił za chwilę z piwem dla siebie i dla mnie.
- Mówiłem że nie chce - Nie patrzyłem na niego.
Pociągnął
łyk i zapytał co się stało.
-
Nic, zostaw mnie - Jednak ten nie odpuszczał.
-
Gdyby nic się nie stało nie siedziałbyś taki skulony - Położył mi rękę na
ramieniu - Co jest?
Lekko
podniosłem głowę i spojrzałem na piwo stojące po mojej stronie stolika.
-Dawaj
- uśmiechnął się. Spojrzałem na niego i powiedziałem
-
Czego ty chcesz co? - upiłem trochę z kufla.
-Pomoc
- Lekko się uśmiechał. Widziałem że chciał dla mnie dobrze choć w ogóle mnie
nie zna. Ale…
-Poradzę
sobie sam - powiedziałem cicho gapiąc się w podłogę.
-Czyli
jednak coś się stało - Oparł się łokciami na stole i spojrzał na mnie -
Słucham.
Wstałem
z krzesła i szybko wyszedłem z baru. Było ciemno, jednak na dworze czułem się
lepiej.
Usiadłem
na masce mojego samochodu. Bawiłem się palcami i myślałem co zrobić. Nie wrócę
do hotelu bo chcę mieć te pieniądze na długo. A nie zostanę tutaj bo jak pijaki
wyjdą z baru może być nieciekawie.
Siedziałem
na samochodzie. Niestety zaczął padać deszcz. Miałem kaptur ale ten szybko
przemókł i zrobiło się zimno. Mamy listopad, niedobrze.
Patrzyłem
w beton na ziemi ale usłyszałem że ktoś się zbliża.
Podniosłem
wzrok i zauważyłem Michała. Stał przede mną i dalej miał ten uśmieszek na
twarzy.
-Dalej
twierdzisz że sobie poradzisz? Na flaku daleko nie dojedziesz.
Wstydziłem
się ale wiedziałem że ma racje. Nie dam sobie rady sam.
Podszedł
i chwycił mnie za ramię. Poszliśmy do jego granatowego Lanosa.
-Powiesz
co się stało? - zapytał zapinając pas.
W
milczeniu zapiąłem swój.
-
Pojedziemy do mnie. Prześpisz się i dojdziesz do siebie. Ale przynajmniej
powiedz mi co się stało.
Ja
dalej się nie odzywałem. Ufałem mu ale nie chciałem dzielić się z nowo poznanym
gościem tą historią.
Całą
droge panowała cisza. Jedynie krople deszczu powiadały że świat nie umarł.
Zamyśliłem się. Nie myślałem o tym że jestem daleko od domu. Myślałem Dlaczego?
W
ciszy dojechaliśmy do parterowego domku z czerwonej cegły. Wydawał się
przytulny choć był mały.
Zaparkowaliśmy
samochód na podjeździe. Ale żaden z nas nie otworzył drzwi.
-Damian?
- próbował zwrócić moją uwagę.
Nic
nie odpowiedziałem. Ale jednak po chwili postanowiłem mu zaufać. Jako jedyny z
kilkorga przechodzących koło baru ludzi się mną zainteresował.
-Nie
Damian. Dominik.
--Tak
myślałem… - patrzył na mnie z uwagą. - Po co ci ta torba? - pokazał na moją
wypchana po brzegi torbę podróżną.
Nic
nie odpowiedziałem.
-Uciekłeś
z domu, tak? - z powagą patrzył na mnie.
Siedziałem
zakapturzony z głową w dół.
Zdjął
mi kaptur i z uśmiechem powiedział
-Nareszcie
mogę zobaczyć jak wyglądasz
-Mam
racje, nie jedziesz do rodziny tak jak mówiłeś?
-Tak
- powiedziałem. Dookoła była ciemna noc. Spojrzałem w okno i tak patrzyłem
przez chwilę.
Michał
otworzył drzwi. Ja też wysiadłem. Poszliśmy do jego domu.
Miał
mały ganeczek na którym stała ławka i stolik z lampką na baterie.
-Lubie
tu czytać książki - powiedział przekręcając klucz w drzwiach
-Też
czytasz - ożywiłem się trochę.
-No,
w końcu to jakaś odskocznia od życia z problemami
Weszliśmy
do środka.
Podłogę
w prawie całym domku okrywały panele, jedynie w salonie między kanapą a
telewizorem leżał niebieski dywanik. Salon był połączony z kuchnią. Usiadłem na kanapie, zdjąłem kurtkę i
patrzyłem jak Michał robi herbatę.
Na
niebieskiej ścianie naprzeciwko mnie wisiał duży telewizor. Pod nim była mała
szafeczka na filmy dvd.
Na
Soliku koło kanapy Michał postawił dwie szklanki z herbatą. Usiadł koło mnie i
zapytał „Dlaczego uciekłeś z domu?”
-
Nie chce o tym mówić
-Ulży
ci i jak się wygadasz. Możesz mi ufać młody - poklepał mnie przyjaźnie po szyi.
Zastanowiłem
się chwile po czym doszedłem do wniosku że gorzej już być nie może.
-
Moja dziewczyna zabiła się przeze mnie. Miała problem i chciała się wygadać ale
ja nie miałem czasu. I teraz wszyscy mnie o to obwiniają. Ja też myślę że to
moja wina.
-Nie
obwiniaj się, to była jej decyzja
-Ale
gdybym przy niej był to nic by się nie stało! - wybuchłem. Denerwowałem się już
kiedy zapytał dlaczego uciekłem z domu ale teraz już mam dosyć. Chce to
zakończyć.
Michała
zaskoczyła moja reakcja. W ciszy wstał i podał mi koc.
-Prześpij
się na kanapie, rano pogadamy - poszedł do swojego pokoju.
Zdjąłem
przemoknięte ciuchy i przebrałem się w ubrania które zostawił mi Michał.
Położyłem się spać o godzinie 23.
Obudziłem
się około 4 rano. Musiałem pójść do łazienki. Drzwi znalazłem w korytarzu
prowadzącym do kuchni. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Nie spodziewałem się
kogo tam spotkam.
Stała
tam cała we krwi. Jej oczy… płynęła z nich krew która oblewała całe jej ciało.
Miała na sobie białą sukienkę z czerwonymi plamami. Patrzyła na mnie. Zrobiła
krok. Ja zaskoczony i przestraszony odsunąłem się. Ona zbliżała się dalej.
Zacząłem
szarpać drzwi od łazienki ale były zamknięte. Była coraz bliżej. Odwróciłem się
do niej.
-Co
się stało? - zapytałem zdenerwowany nie mogąc uwierzyć w to co widzę.
-Uratuj
mnie - powiedziała wpadając w moje ramiona. Ześlizgnęła mi się, upadła na
podłogę.
Jej
głowa leżała bokiem. Zamknięte oczy przestały lać krew. Była blada, usta miała
lekko rozchylone.
Trzymałem
jej głowę, dotykałem jej włosów płacząc. Nie mogę już jej uratować, zginęła
przeze mnie.
-Przepraszam
- powiedziałem przytulając do twarzy jej głowę. Zamknąłem oczy.
Rano
wstałem o godzinie 9. Poczułem zapach przypiekanego jajka. Nie podnosząc się
spojrzałem w stronę kuchni. Michał krzątał się po garach niczym kura domowa
przygotowując śniadanie.
-Pomóc
ci? - spytałem.
-
Nie, idź do łazienki i się ogarnij - powiedział pilnując patelni.
Jakoś
nie specjalnie miałem ochotę iść do łazienki. To był sen, domyślam się ale jej
zdjęcie znalazłem w portfelu na jawie… Otworzyłem drzwi i na szczęście nikogo
tam nie było. W miejscu gdzie wczoraj ją znalazłem nie było krwi choć zachlapała
całą podłogę.
Zrobiłem
co miałem zrobić i ubrany wróciłem do salonu. Na stoliku stał talerz z omletem
i herbatka.
-Jak
się spało? - zapytał uśmiechając się.
-Jesteś
szczęśliwym człowiekiem. W przeciwieństwie do mnie - powiedziałem siadając obok
niego.
-
Każdy może być szczęśliwy - wziął kęs omleta - To jak, powiesz mi dlaczego
uciekłeś?
-
Bo chciałem zapomnieć. O niej, o tamtym chłopaku którym byłem. O tamtym życiu.
-I
udało się? - spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.
Znałem
odpowiedź, lecz nie chciałem o tym mówić.
-Będzie
dobrze, nie bój się - przytulił mnie jakbyśmy byli przyjaciółmi.
-Tylko
że ja nie mogę zapomnieć - powiedziałem stanowczo - Ona nie pozwoli mi odejść.
-Słuchaj,
są w życiu sprawy od których nie uciekniesz. Przejedziesz setki kilometrów ale
one i tak ciągle będą za tobą. Musisz wszystko pozamykać żeby stać się
szczęśliwym.
-Ale
ona dosłownie nie daje mi odejść - spojrzałem mu w oczy - Ona ciągle jest przy
mnie. I przypomina mi o sobie. Była w hotelu i w twojej łazience.
Zapadła
cisza.
-Chcesz
powiedzieć że jej duch cie nawiedza? - zapytał.
-Tak.
-Ale
dlaczego? Masz jakiś pomysł? - popił omlet herbatą.
-
Nie, nie mam - zamyśliłem się na chwilę i pomyślałem czego może chcieć.
Nie
doszedłem do niczego. Ostatnia rzecz której ode mnie chciała to żebym do niej
przyjechał. Ale ja zrobiłem całkiem odwrotnie, jak tchórz uciekłem od problemu,
od rodziny i… od niej.
Michał
pracuje w warsztacie samochodowym w tej mieścinie. Rano przyciągnęliśmy do
niego do pracy mój samochód i
zmieniliśmy opony.
O
13 poszliśmy do baru.
-
Dwa piwa - powiedział do barmana Michał.
-Ale
on… - Michał nie dał mu dokończyć.
-Jest
ze mną - uśmiechnął się szpanersko i puścił do niego oczko.
Barman
podał nam piwa bez zastanowienia.
-
Co robimy wieczorem? - zapytał mnie. Siedzieliśmy przy barze.
-
Nie wiem. Mogę jeszcze trochę u ciebie zostać?
-Jasne.
Ej, ale co potem? Ty masz rodzinę chłopaku. Kiedyś będziesz musiał do nich
wrócić - powiedział spokojnie Michał.
-Kiedyś…
- powtórzyłem pijąc piwo
Po
chwili wstałem
-
Ale jeszcze nie teraz - powiedziałem odstawiając kufel.
Wyszliśmy
z baru i wróciliśmy do domu Michała. Resztę wieczoru graliśmy na play station.
Kiedy
szykowałem się do spania Michał do mnie podszedł
-
Wiesz że twoja rodzina pewnie cie szuka? Na pewno wezwali policje.
-
Nie znajdą mnie. Na początku myślałem że będę jeździł od miasta do miasta aż w
końcu znajdę miejsce gdzie poczuje się dobrze.
-
A tutaj ci dobrze? - Uśmiechnął się. Jego pogodny nastrój udzielił się mnie.
-Tak…
Ale czegoś mi tu brakuje. Mam ciebie, jesteśmy kumplami. Ale jeszcze coś nie
daje mi spokoju - Zamyśliłem się.
-Śpij.
Sen często przynosi rozwiązanie - przytulił mnie jak brat. Tak czułem, jakbyśmy
znali się od zawsze.
Była
godzina 2. Ciemność dookoła.
-Dominik
- usłyszałem znajomy głos. Był realistyczny. Jednak ja wiedziałem że to nie
może być prawda.
Otworzyłem
oczy. W drzwiach korytarza prowadzącego do salonu stała Agata. Była taka jakby
nigdy nie umarła. W koszuli nocnej, bosa zbliżała się do mnie. A ja pierwszy
raz od tygodnia nie bałem się jej.
Uśmiechała
się. Ja też posłałem jej uśmiech. Usiadła koło mnie na łóżku i położyła rękę na
udzie. Jej dotyk był taki ciepły. Tak jakby to wszystko działo się naprawdę. Jakbym
nie śnił chociaż wiedziałem że to sen. Na żywo już nigdy jej nie zobaczę.
Przytuliła
się do mnie, poczułem jej oddech na moim ramieniu. Jej włosy, usta… jej twarz…
cała była jeszcze piękniejsza niż zwykle. Zamknęła oczy i wyszeptała „ Nie
zostawiaj mnie”
Patrzyłem
na nią. Byłem zakochany, ale i zdumiony. Chciałem żeby ta chwila trwała
wiecznie.
-Kochanie
_ odezwałem się w końcu - Przepraszam.
Rozpłakałem
się. Wtuliłem się w jej włosy i wycierałem o nie łzy. Jestem tu z dziewczyną
którą kocham. I która przeze mnie musiała zostawić wszystko.
-
Ale ty nic nie zrobiłeś - ujęła w dłonie moją głowę. Podniosłem wzrok i
zobaczyłem że już nie jesteśmy w mieszkaniu Michała.
Zobaczyłem
salon w domu Agaty. Ten w którym oglądaliśmy filmy i za dzieciaka bawiliśmy się.
Ale
był jakiś inny, coś wprowadzało zły nastrój.
Siedziała
obok mnie ale widziałem ją w tym salonie. Trzymała mnie za rękę i jednocześnie
siedziała w fotelu.
Drzwi
do jej mieszkania otworzyły się. Wszedł… wturlał się przez nie jej ojciec.
Grubszy
zapijaczony mężczyzna z łysiną na głowie zaparł się o ścianę w salonie. Stał
tak przez jakieś pół minuty.
Agata
zerwała się z fotela z krzykiem.
-
Dlaczego ty mi to robisz?! - Płacząc podbiegła i rzuciła się na swojego ojca.
-Złostaw
mnje! - bełkotał osłaniając się rękoma. Dziewczyna popychała go w stronę
kuchennego blatu.
Nagle
jej ojciec złapał ją i popchnął na ścianę. Zaczął okładać pięściami po twarzy i
brzuchu. Wyrywała się lecz nie mogła nic zrobić.
Gdybym
mógł byłbym tam z nią.
Mogłem…
tylko byłem zbyt zmęczony.
-Wiedziałam
ze tak się stanie. Że wróci pijany. Bałam się i dlatego cię potrzebowałam. -
powiedziała do mnie.
-
Nie mogę cie przeprosić, słowo nic nie da. Ale dlaczego popełniłaś samobójstwo?
-Ja?
Przyjrzyj się - przeniosła wzrok ze mnie na kuchnie.
Jej
ojciec rzucił nią o podłogę, lecz nie trafił. Trafił za to jej głową w
kanciasty blat szafki.
Patrzyłem
na tego sukinsyna jak gapi się na jej ciało po czym wybiega z mieszkania. Nie
krzyczy po pomoc, nic. Ucieka jak tchórz. Jak ja.
-Przepraszam
- Mocno ją do siebie przytuliłem. - Gdybym mógł to naprawić nie zostawiłbym cię
ani na sekundę.
-Wiesz…
- szepnęła - Jest coś co możesz dla mnie zrobić.
-Tak?
- przez łzy spojrzałem na jej twarz.
Zbliżyła
usta do moich i cichutko powiedziała:
-Wróć
do domu. Wróć do mnie.
Pocałowała
mnie lekko obejmując. Był to moment niezwykły. Najpiękniejszy pocałunek przez
całe moje życie. Oddałbym wszystko żeby wrócić jej życie.
Zamknąłem
oczy żeby wczuć się w tą chwilę. Była to myślałem ostatnia chwila z moją
kochana Agatką.
Gdy
je otworzyłem wszystko znikło. Znów byłem u Michała. Agata, jej dom i morderca
rozwiali się we mgle.
Usiadłem
na kanapie i przemyślałem parę spraw. Moim mottem było : Uciekaj. Lecz ona
przekształciła to w „Wróć do mnie”
Była
szósta rano. Michał wstał i wszedł do kuchni.
-Co
tam Dominik? - powiedział przecierając oczy. Ale chłopaka już tu nie było.
Rozejrzał się po salonie znalazł kartkę.
„
Wiesz, miałeś rację. Żeby poczuć się szczęśliwym trzeba pozamykać wszystkie
sprawy na ostatni guzik. Agata chcę żebym do niej wrócił. Także wracam. Już nie
uciekam, wracam do Poznania. Tam jest moje miejsce. Należę do tego miasta, należę
do tej dziewczyny i zrobię dla niej wszystko. Dzięki za twój poświęcony czas.
Nie zapomnę cie. Dominik”
-Mądry
z ciebie dzieciak, gówniarzu - uśmiechnął się i zabrał za robienie kawy.
Wyjechałem
o 5 rano. Przez noc myślałem o tym jak zareagują rodzice, znajomi. I czy oni
też odkryli już prawdę. Jednak to nie oni są moim celem priorytetowym. Nie
wracam tu dla nich. Wracam tu dla anioła który mnie odwiedzał.
O
9 rano zaparkowałem pod cmentarzem. Nie wiedziałem gdzie jest pochowana moja
miłość ale szukałem podpowiedzi. Znaku. Prowadziła mnie cały czas, niech da mi
tą ostatnia rade.
Szedłem
główna alejką kiedy zobaczyłem na ziemi zdjęcie. To samo które spaliłem wtedy
nad rzeką. Podniosłem. A przysiągłbym że już dwa razy się go pozbywałem.
-Zachowaj
je - usłyszałem jej głos. Stała oparta o pomnik. Miała na sobie tą uroczą białą
sukienkę. Uśmiechała się.
-Dziękuje
- podeszła do mnie i objęła mocno.
-Kocham
cie - przytuliłem się do niej najmocniej jak mogłem. Chciałbym już nigdy jej
nie stracić.
-Dom…
powiedziała po chwili - Wiesz że tak nie może być. Że znowu musimy się rozstać.
-
Nie chce - zobaczyła smutek na mojej twarzy.
-Ja
też nie - oboje płakaliśmy.
Słoneczna
pogoda. Jednak w naszych sercach padał deszcz.
-
Nie zapomnij o mnie - powiedziała przez łzy.
-
Nie zostawiaj mnie - poprawiłem ją.
-Przepraszam
- puściła moją rękę.
Płakaliśmy
tam przez kilka minut. Bez słów, przytuleni do siebie. Tak najlepiej przeżyć
ostatnie chwile. Wiedząc że druga osoba nie odejdzie póki ty nie odejdziesz.
- Idź już. I nie odwracaj się, proszę -
spojrzała na mnie ostatni raz.
-Kocham
cie. Kiedyś to naprawię - powiedziałem i powoli się odwróciłem. Odszedłem kilka
kroków i ponownie, choć tego zabroniła spojrzałem na miejsce gdzie przed chwilą
ostatni raz powiedziałem do niej Kocham. Nie było po niej śladu.
Myślę
że tak będzie lepiej. Nie można ciągle Żyć między światami. Kiedyś to musiało nastąpić.
Zamknąłem
się w swoim samochodzie i płakałem. Dlaczego to się musi tak kończyć? Co ona
komu zrobiła? I co ja zrobiłem? Albo czego nie zrobiłem…
Kiedy
wróciłem do domu, mama była w szoku. Potem powiedziała mi całą historie. Że
ojciec Agaty pił, i że to on ją zabił. Ale ja już wiedziałem o wszystkim.
Widziałem to na własne oczy.
Plotki
które powstały szybko zostały rozwiane. Wszyscy zaczęli mnie przepraszać. Ale
ja już nie chciałem takich znajomych.
Codziennie
jeździłem do niej na cmentarz. Wszyscy cieszyli się z mojego powrotu.
Te
kilka dni nauczyło mnie że nie da się uciec od problemu. Że ucieczka nie jest
rozwiązaniem. Zostawimy na sobą ludzi, sprawy, kłótnie. Ale ból w sercu i
przywiązanie do człowieka zostaje z nami na zawsze, Odległość nie ma znaczenia,
liczy się to jak potrafimy się dogadać z samym sobą i wrócić tam gdzie
należymy, gdzie jest nasze miejsce. I gdzie czeka na nas ktoś dla kogo jesteśmy
całym światem.

