Przeprowadziłam
się do nowego domu. Mój stary, przytulny domek w Miami, spłonął w pożarze. Ten
nowy, jest stary, zniszczony, i wieje z niego zapachem jakiejś prastarej
rodzinnej tajemnicy poprzednich właścicieli…
Ja i moja
8-letnia córeczka Mandy po przyjeździe do domu rozglądałyśmy się po
posiadłości. Podwórko było duże, zarośnięte krzakami, wokół domu rosły drzewa i
zwiędłe kwiaty. To musi być naprawde stary dom.
Mandy poszła
na górne piętra szukać swojego pokoju. Ja eksplorowałam dół. Zaciekawiła mnie piwnica,
więc zeszłam tam. W oparach kurzu, stęchlizny i promieni słońca wpadających
przez malutkie okienka ujrzałam stare meble, rowery, części damskiej garderoby
z lat 50-tych i… drzwi. Nie były to zwykłe drzwi. Były zamknięte na kłódke,
obdrapane pazurami jakiegoś zwierzęcia. Zaczełam szukać klucza do kłódki.
Zaglądałam do szuflad, szafek pod dywany. Za tymi drzwiami musi kryć się coś
naprawde fascynującego. Jednak, klucza nigdzie nie było.
Poddałam się
i pomyślałam, że gdy nie będzie potrzebny, to się znajdzie. Po drugie, Mandy
czeka na obiad. Na szczęście, ten skansen ma prąd i wode.
Po obiedzie
poszłam do pokoju Mandy pomóc jej rozpakować bagaże. Zabrało nam to pół dnia.
Wieczorem, przed snem, ciągle zastanawiałam się, co chcieli ukryć za tymi
drzwiami właściciele posiadłości.
Rano wstałam
i znowu musiałam wypakowywać walizki. Jednak pod wieczór dom był urządzony,
walizki puste i mogłam sobie troche odpocząć. Mandy bawiłam się z Busterem,
naszym psem. Rzucała mu patyk do aportowania.
- Tylko nie
wybij szyby! – krzyknęłam, uśmiechając się. Bawiła się w drugim salonie, w
którym jest duże okno.
-Mamo, kijek
wpadł do piwnicy! – usłyszałam.- Pójdziesz tam? Nie lubie ciemności.
Poszłam tam.
Nie chciałam, żeby Mandy wałęsała się po piwnicy. Sama troche się jej boje.
Zeszłam na
dół i zabrałam kijek, aby jak najszybciej wrócić do fotela, kawy i czytania gazet. Ale wychodząc, kątem oka
zobaczyłam, że coś błyszcze się koło zamkniętych drzwi. Z lękiem podeszłam tam,
i wzięłam do ręki nieśmiertelnik z napisem „ SOS”. Zamurowało mnie. Mój
pierwszy odruch: zaczęłam walić bez opamiętania w drzwi.
- Jest tam
kto?! Halo! – darłam się. Jednak nikt nie odpowiadał. Próbowałam otworzyć drzwi
kopniakiem, ale nic z tego. Nie wiedziałam, co robić. Wróciłam na góre. Byłam
roztrzęsiona, zdenerwowana. Zamknęłam się w swojej sypialni, położyłam na
łóżku, okryłam kołdrą i zaczęłam myśleć, co tu robić do cholery.
Zasnęłam,
ale postanowiłam, że wypytam ludzi o rodzinę, do której należał ten dom. Zrobie
to jutro.
Obudziłam
się o 9. Słońce wpadało przez uchylone okno, mogłam zaczerpnąć Świerzego
powietrza, i rozpocząć poszukiwania odpowiedzi na zagadke drzwi w piwnicy.
Zrobie to
jutro.
Obudziłam
się o 9. Słońce wpadało przez uchylone okno, mogłam zaczerpnąć Świerzego
powietrza, i rozpocząć poszukiwania odpowiedzi na zagadke drzwi w piwnicy.
Nasz dom leżał na odludziu. Musiałam więc
pojechać do pobliskiego miasteczka Sailand ( nazwa od portów z duża ilością
żaglówek ) aby wypytać ludzi.
Dowiedziałam
się, że dom należał do państwa Darrenów. Pan domu, Ronald Darren mieszkał tu z
żoną Sylvią. Podobno nie mieli dzieci, ale Sylvia bardzo tego pragnęła.
Teraz
chciałam dowiedzieć się czegoś o Ronaldzie. Pytałam o niego.. Ale nikt nie
chciał mi nic powiedzieć.
-Przepraszam,
znał pan Ronalda Darrena? – pytałam już kolejną osobe z rzędu i spodziewałam
się odrzucenia, jak było przy poprzednich mieszkańcach.
- Niech się
pani tym nie interesuje – Człowiek w kapeluszu odwrócił twarz w moja strone.
Przerwałam mu rozmyślania.
-Dlaczego? –
zapytałam zdziwiona.
- Wszyscy,
którzy się tym zajmowali są już tam – wzkazał na pobliski cmentarz.
- Dlaczego?
Co się stało? – kontynuowałam nie kryjąc zdziwienia.
- Nad tym
domem czuwa Sylvia. Pilnuje, aby tajemnica się nie wydała. Drzwi w piwnicy, co?
– zapytał.
- Tak. Skąd
pan wie?
- Niech pani ucieka z tego domu i pozwoli, aby
sekrety i klątwa Darrenów nie zabiły i pani.
- Jakie
sekrety. Co?
- Spotkajmy
się w moim domu.
Podał mi
adres i kazał przyjść w nocy. Tak, żeby nikt mnie nie widział. Ludzie boją się
klątwy i dlatego nic nie mówili. Ale, co się działo w tym domu?
Była 23,
kiedy podeszłam pod dom starca. Na drzwiach widniało nazwisko Colby. Dobrze
wiedzieć.
Ale wokół
panowała grobowa cisza. W domu było ciemno, nie paliły się światła, a na
pukanie nikt nie odpowiadał. Zaczęłam się bać. I… drzwi były otwarte. Weszłam
do środka.
Pan Colby
leżał na podłodze. Szybko do niego podbiegła, i gdy nie wyczułam pulsu ani
oddechu, załamałam się, i jednocześnie przestraszyłam.
On był
jedynym, który mógł mi pomóc. Czyżby i jego dopadła klątwa?
Korzystając
z okazji pooglądałam jego dom. Mieszkał w drewnianej budzie, kiepsko
zbudowanej, kiepsko urządzonej, ale gdy otworzyłam jeden z kuferków, ten dom
stał się dla mnie skarbnicą wiedzy.
Były tam
wycinki z gazet. Zawierały artykuły o tragedii w domu na wzgórzu. Ale widać
było tylko nagłówek, reszta papieru była zalana… krwią. Co się tu dzieje?
Dom na
wzgórzu to mój dom. Pobiegłam do niego zabierając ze sobą kuferek.
Rano przy
kawie przeglądałam artykuły, a wśród nich znalazłam taki sam nieśmiertelnik,
jaki był pod drzwiami.
Do kogo
należał? Mogę się domyślać, że do Ronalda. Jeden z nagłówków mówił „ Śmierć
Ronalda Darrena” Ale reszta też była w krwi. Pewnie Sylvia pilnuje każdego
dowodu, który mógłby pomóc rozwikłać
tajemnice jej rodziny.
Jeden z
artykułów był w kopercie. Była stara, i wysłana od Martina Tracksa. Był tam
adres. Mieszkał w Dallas. Postanowiłam zabrać tam Mandy, zostawić ją U cioci,
która tam mieszka, a sama poszukać pana Tracksa, ponieważ czuje, że artykuł
zatytułowany „ Ronald Darren zabity” miał jakieś znaczenie w jego życiu.
Kilka dni
potem byłam już w Dallas. Pojechałam po wskazany adres. Jednak nie otworzył mi
mężczyzna.
-Tak? O co
chodzi? – zapytała kobieta.
- Witam.
Szukam Martina Tracksa. Podobno tu mieszka.
- Ale już
nie mieszka. Zerwaliśmy i wykopałam gnoja na bruk. Nie będę chodzić ze świrem.
– Jakiem świrem? O czym ty blondyno gadasz?
- Świrem?
Zapytałam.
-Pani wie co
ona gadał? ‘ Wampiry mnie dopadną, ona mnie zabije”. Cały czas żył przy
zaciągniętych firankach, bez komórki, i gadał o tym, że wampiry istnieją i na
niego polują. – powiedziała śmiejąc się. – A w ogóle po co go pani szuka?
- Gdzie
teraz mieszka? – zapytałam. – To bardzo ważne.
Podała mi
adres. Pojechałam tam. Martin Tracks żył jak pustelnik, tak jak Colby. Adres,
który dostałam, to stara drewniana buda bez kontaktu ze światem! Obaj chyba
wiedzą za dużo o Darrenach.
Ale Martin
na szczęście żyje. Otworzył, zaprosił do środka, i powiedział co wiedział.
- Niech się pani przestanie tym zajmować! To
sprowadzi na panią gniew Sylvi.
-Ale ja chce
się dowiedzieć, co jest za tymi drzwiami. Znalazłam wiadomość SOS. Ktoś tam
potrzebuje pomocy.
- Sylvia
była wampirem! Wystarczy? – Mężczyzna się zdenerwował.
- Jak to
wampirem?
- Istnieją,
nie tylko na filmach. Dlatego z Ronaldem uciekliśmy z tego domu. On wyjechał do
Nevady.
Nie wie że
Ronald nie żyje. List nie został wysłany. Ale dlaczego?
- Sylvia zabija każdego, kto tknie się tej
sprawy. Niech ją pani porzuci.
- Mam coś
dla pana. – Wyjełam list od Colebego.- Poznaje pan to?
-Tak,
wysłałem to do Michaela Colbego. Opiekował się mną i Ronaldem, kiedy zgineli
nasi rodzice. Potem Ron poznał Sylvie i zakochał się w niej. Był taki opętany,
że kazał mi wyprowadzić się z ich domu. Tego w którym pani mieszka. Sylvia miała już kilku mężów, ale każdy z
nich potem ginął. Była wampirem, a więc potrzebowała krwi. Brała mężów tylko po
to aby mieć z nim dzieci, potem pić z nich i dzieci. Miała stałe źródło krwi,
ale niestety każde kiedyś się kończy i zostajesz z trupem na głowie. Ale te
lądowały w lesie nieopodal domu. Dzieci też. Tyle że, raz na 1000 lat rodzi się
dziecko, które dziedziczy po mamie wampirze nieśmiertelność, a wtedy matka
umiera.
- Czyli
wampir żyje tysiąc lat?
-Tak. A po
tygodniu od narodzin Sylvia umarła. Ale zanim to zrobiła, w pokoju w piwnicy
zamknęła jedną z córek. Ma teraz z 6 lat. I próbuje się wydostać.
Jest tam
tylko jedno małe okienko, a drzwi są zamknięte kłódką.
- A gdzie
jest klucz?
- Sylvia
mogła schować go wszędzie. Tego niestety i ja nie wiem.
Pożegnałam
się i wyszłam. Wróciłam do domu mojej siostry, pogadałam z Mandy, a kilka dni
później do naszego domu.
Cały czas
zastanawiałam się, jak można wydostać z tamtąd tą dziewczynke. Na pewno cierpi,
bo jest tam ciemno i jest samotna.
Sen
przyniósł odpowiedź. Przyśniła mi się dziewczynka, zapewne córka Sylvii.
Trzymała w ręku klucz, klęczałą i
wrzucała klucz do jakiejś dziury. Był zachód słońca, tylko tyle widziałam po
świetle które ją oświetlało.
-Ale gdzie
jest ta dziura? - Zastanawiałam się rano. Musi być gdzieś blisko. Zaczęłam
rozglądać się po podwórku.
Na podwórku
nic nie znalazłam. Ale gdzie indziej może być studnia?
Łaziłam po
domu szukając jakiś wskazówek. Był zachód słońca. Stanęłam w salonie patrząc na
ten piękny widok przez wielkie okno. Odwróciłam się i zobaczyłam wzkazówke.
Na dywanie
był namalowany krzyż, na nim dwa cienie rzucane przez słońce i lampy stojące w
pokoju tworzyły iksa, a na dodatek dostrzegłam tam szczeline w podłodze, gdy
kładłam ten dywan. To tutaj.
Oderwałam
jedną z desek, ale nie mogłam wsadzić tam ręki, więc oderwałam kolejną.
Znalazłam klucz.
Pobiegłam do
piwnicy i ze strachem, powoli otworzyłam drzwi. W pokoju było łóżko, a na nim
leżała odwrócona do ściany podtać.
Gwałtownie
się odwróciła, kiedy mnie zobaczyła. Dziewczynka, mała, blondynka. Była
przestraszona, płakała. Ssała kciuk i kiedy podchodziłam, odsuwała się w głąb
łóżka.
- Nie bój
się. – powiedziałam spokojnie.
– Jak ci na imie?
Nie
odpowiedziała. Siedziała tam przez 6 lat, więc boi się wszystkiego.
Jednak po
jakimś czasie udało nam się dogadać. Nie miała imienia, więc nazwałam ją Lilly.
Zaopiekowałam się nią, ale musiałam ją uczyć życia. Nikt nie nauczył jej słów,
obyczajów, nawet nie widziała słońca. Widziała je tylko przez maluśkie okienko
w pokoju.
Lilly z dnia
na dzień uczy się coraz więcej. Ma 7 lat i dalej się rozwija. Mam nadzieje, że
kiedyś będzie funkcjonowała jak my wszyscy. I powiedziałam, że jestem jej mamą.
Co miałam robić? Ale jestem szczęśliwa,
że Sylvia nie ukarała swej córki za to, że zabrała jej życie. Że nie na wieczność. Byłą wściekła, i ukarała ją
tylko na 6 lat. Teraz , Lilly jest moją córką. I kocham ją jak własną.