poniedziałek, 29 lipca 2013

Co ona kryje w sercu...

Hej. Mam dla was kilka wersów, mam nadzieje że wam sie spodoba :)

Kiedyś myślałem " Dużo czasu jeszcze mam " a dzisiaj staram sie układać na życie nowy plan. Jak przetrwać w tym syfie, kiedy zło w każdym sie czai. Gdy udajesz że coś znaczę, by za chwile te uczucia spalić. Ja tutaj nie szpanuje, ale coś tam o człowieku wiem. Sypnąć jej zielonym, a zmieni twe życie w sen. A następnego dnia po odpaleniu Fejsbooka spoglądasz na wpisy, jak twojego kumpla rucha. Zakłamane dziwki, dziewczyny bez wartości. I nie pieprz mi tu ziomek o prawdziwej miłości. Dla nich liczy sie tylko twój portfel i mieszkanie. Dobrze ci radze, daj jej  kopa na pożegnanie

Zapraszam na mojego Facebooka -  https://www.facebook.com/Swagger.From.Lublin :)

piątek, 19 lipca 2013

Ballada o mojej dziewczynie

Marzyłaś że razem na koniec świata dojdziemy
Że swoje miejsce na ziemi znajdziemy
Ale niestety kochanie to był tylko słodki sen
Kumpel mi powiedział że ktoś inny oprócz mnie w twoim sercu jest
Że widział was wczoraj
Że on cie pocałował
Że coś z tego będzie i że " Ona już cie nie chce "
Ja poszedłem do ciebie by wyjaśnić ten fakt, by zrobić choć krok i wyjasnić twój stos kłamstw.
 Zadzwoniłem do drzwi, otworzyłaś mi zdziwiona.
 Powiedziałaś że nic nie wiesz, że to bujda wymyślona.
 Na początku uwierzyłem, że może popełniam błąd.
Tak myślałem dopóki nie zjawił sie On.
Podjehał pod twój dom, powitałaś go z uśmiechem.
Posłałaś mi środkowy palec, więc po prostu odszedłem.
 Wracałem do domu, ciemność i pusto wokół.
Zostało kilka kroków, ja spuszczam gĺowe i patrze w ziemie.
Myśle z całych sił dlaczego tak sie dzieje.
 Jak zamek i klucz, byliśmy sobie przypisani.
Ale według ciebie to tylko czas zmarnowany.
Siedziałem na chodniku, gdy nagle wszystko znikło.
 Chyba pijak po skrzynce Tatry jechał troche za szybko.
Miał skręcić w droge, ale niestety trafił we mnie.
Chwile później odzywa sie mój telefon " Kochanie on ze mną zerwał.
 Może wrócimy do siebie?"

sobota, 13 lipca 2013

Opowiadanie - Przyjaciel



Była tu zawsze, od dzieciaka razem bawiliśmy się w piaskownicy, łaziliśmy po drzewach i graliśmy w piłkę. Przez całą szkołę nic, aż tu nagle w drugiej klasie liceum okazała się być kimś więcej niż tylko przyjaciółką z dzieciństwa.

 Rano jak zwykle wyszedłem z domu i idąc chodnikiem natknąłem się na małą kamienice na rogu ulicy. Z balkonu na 3 piętrze słychać było muzykę. Dochodziły też odgłosy krzątania się po pokoju.
Poczekałem chwilę pod wejściem do budynku a za chwile w dżinsowej kurteczce i żółtej spódniczce pojawiła się Ona.
 Jasno-brązowe krótkie włosy, promienny uśmiech - najlepszy widok jaki mogłem ujrzeć na dobry początek dnia.
- Hej, co tu robisz? - powiedziała uśmiechając się.
- Hej  Daria. Przechodziłem obok,  usłyszałem muzykę i pomyślałem że poczekam. Jakie masz plany na dzisiaj?
- A wiesz, nawet się nie zastanawiałam. A gdzie idziesz?
- Miałem zamiar iść do Bartka ale… - Rozmowę przerwał dzwoniący telefon.
- Cześć Sebastian. Nie, nie przeszkadzasz. Co tam? - Uznałem to za „ Oj, przepraszam. Nie mam czasu „ i poszedłem w swoją stronę.
Sebastian to chłopak, który może mieć każdą. Lecą na niego wszystkie dziewczyny z liceum. Ale jakimś trafem oddałby je wszystkie za Darie. I kolejny wkurzający fakt - Jej się to podoba. Sposób w jaki zareagowała na jego telefon mógł oznaczać „ Sory Dom, nie dorastasz mu do pięt”
Po 10 minutowym spacerku byłem pod blokiem Bartka, kolegi z klasy. W ten słoneczny dzień mieliśmy wziąć jeszcze kilku chłopaków i pójść pograć w siatkę na plaży, ale kiedy zobaczyłem Darię miałem ochotę spędzić ten dzień tylko z nią. Gdyby nie ten palant…
- I co, znowu cie olała?! - krzyknął Bartek wychodząc z bloku. Ten w przeciwieństwie do mnie ma dobry humor.
Jakimś cudem bez pytania potrafi odgadnąć mój humor i powód dla którego jestem wkurzony.
- Daj spokój. Zamiast się nad sobą użalać i się denerwować powinieneś raz a dobrze pogadać z tym Sebą albo zaprosić Darie i pokazać jej że jesteś od niego lepszy.
- No właśnie próbowałem, ale on do niej zadzwonił i dałem sobie spokój. Chłopaki czekają? - zapytałem poprawiając bandankę na głowie.
-Tak, są już nad jeziorem - powiedział Bartek po czym obaj ruszyliśmy w drogę.
Nad jeziorem było gorąco. Słońce odbijało się w wodzie, na plaży było dużo ludzi a boisko do siatkówki było puste.  Zaczęliśmy grać.
Ja byłem w słabej formie i przez zdarzenie sprzed godziny jakoś nie ekscytowała mnie ta rozgrywka. Za to Bartek i kilku znajomych dawali sobie świetnie radę. Moja drużyna przegrała różnicą dwóch punktów, ale mimo tego gdy kilka minut potem jedliśmy lody w knajpce wszyscy mieli dobre humory. Prawie wszyscy.
Oni żartowali, opowiadali dowcipy i snuli plany na następny tydzień. Ja w pewnym momencie przysiadłem się do Bartka i zapytałem :
- Dobra, co proponujesz, gdzie mam ją zabrać?
- A chociażby na spacer na plaży. Weź jakieś napoje, lody i posiedź z nią. Pogadaj, i jakby była gotowa na to, to powiedz co myślisz o niej i o Sebastianie. - powiedział kończąc 2 już loda waniliowego.
- A jak poznam że jest gotowa?  A jeśli ona będzie z nim albo on zadzwoni i nawet nie pogadamy?
- Chłopaku, coś ci powiedziałem rano. Nie gdybaj, bierz telefon… Ba, nawet teraz dzwoń i zapytaj co robi wieczorem - wyjął mi telefon z kieszeni.
Kumpel nie odpuści, więc zadzwoniłem do Darii. Bartek bacznie przysłuchiwał się rozmowie gotowy pomóc przyjacielowi.
- Hej, nie przeszkadzam? - zapytałem gdy odebrała.
- A nie, Sebastian już poszedł. Byliśmy razem na spacerze - Ciągle o nim mówi. Gdyby nie Bartek wydarłbym się na nią, ale dobrze że on jest przy mnie
- Wiesz - zacząłem rozmowę - Co robisz dzisiaj wieczorem? Masz może ochotę posiedzieć na plaży? O 19-ej będzie ładna pogoda, nie będzie gorąco, będziemy mogli pogadać, powspominać. Masz fajne wspomnienia związane ze mną? - uśmiechnąłem się.
- Pewnie, jesteś dobrym kumplem. Zgoda, przyjdź po mnie i pójdziemy. Pa - Po głosie uznałem że spodobał się jej pomysł.
- Widzisz, jakieś szanse masz - powiedział Bartek i ucieszył się bardziej ode mnie.
- Powiedziała że jestem dobrym kumplem - zastanowiło mnie to.
- Bo jeszcze nie wie że tego wieczoru będzie twoją dziewczyną - Entuzjazm Bartka mnie dobijał.
- To się nie uda - pomyślałem.
Do godziny 18 chodziliśmy z Bartkiem i chłopakami po Lublinie, a następnie kiedy byłem pod domem Darii zadzwoniłem do niej ponownie. Chciałem powiedzieć że już jestem i możemy iść. Była 18:30.
- O, cześć- Dobrze, już schodzę - usłyszałem i po minucie czekania stałem już na dole z Darią.
- Piękny wieczór, co? - powiedziałem gdy odeszliśmy kawałek od domu.
- Tak, jest ciepło. Idziemy nad jezioro? - zapytała. Cieszyła się z tego spotkania najwyraźniej.
Szliśmy blisko siebie, miałem okazję i chęć wziąć ją za rękę, ale jakoś się bałem że źle to odbierze.
Poszliśmy na plaże, rozwinąłem na plaży kocyk, wyjąłem butelkę soku i podałem Darii.
- Pamiętasz, jak w trzeciej klasie podstawówki przyszliśmy tu? Ty chciałaś wejść do wody, ale była zimna. Wtedy też zamiast się kąpać siedzieliśmy tu i piliśmy sok - zacząłem rozmawiać i miałem nadzieje na ciekawy i mile spędzony wieczór.
- O, tak! Dokładnie, było tak samo. Byliśmy takimi słodkimi dzieciakami. A teraz patrz co się ze mnie zrobiło - pokazała na swoją w jej mniemaniu grubą talię. Dla mnie Daria była perfekcyjna.
- Daj spokój, nadal jesteś piękna - spojrzałem na nią.
- Weź, nie jestem załamana, nie musisz mnie pocieszać
- Ja cie nie pocieszam, naprawdę uważam cię za piękną kobietę - jeszcze głębiej spojrzałem jej w oczy.
- Ty tak na serio? - teraz jej wzrok utkwił w moich oczach. Tak dawno nie widziałem jej oczy, zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi, a teraz naprawdę… chyba się zakochałem.
- Tak - powiedziałem spokojnie dalej patrząc w jej zielone oczy. Przy zachodzącym słońcu była piękniejsza niż w moich snach. I co najważniejsze, wyszła z nich. Naprawdę siedziałem z nią na plaży, już nie musiałem o tym śnić. Mogę na żywo powiedzieć jej co do niej czuje. I nikt mi w tym nie przeszkodzi. Ale…
To był zły moment na wypowiadanie tego zdania. Za naszymi plecami usłyszałem warkot silnika.
Na plaży wjechał mały Jeep wypakowany po brzegi ludźmi. Tak jak przypuszczałem, był to Sebastian i jego kumple.
- Cześć, nie przeszkadzamy? - wysoki blondyn zawołał tak do Darii, kiedy cała ekipa wyładowała się z samochodu. Mieli ze sobą grilla, kilka głośników, boom boxa i duży zestaw jedzenia. Ja patrzyłem na tą sytuacje wkurzony.
 Miałem ochotę coś mu powiedzieć, ale był wysportowany i miał wsparcie. Ta naprawdę ja czułem się jak piąte koło u wozu kiedy zobaczyłem uradowaną Darię pędzącą w jego objęcia.
- Nie, nie przeszkadzasz. Cześć - powiedziała do Seby i uznała mnie za powietrze. Tak jak wszyscy. Poszli w swoją stronę, a Daria albo o mnie zapomniała albo specjalnie zostawiła mnie tam samego bez słowa pożegnania.
Nie czekałem aż zawróci, nie poszedłem ani nie wołałem za nią.  To jej sprawa którego z nas woli. Tylko że to ja pragnę myć jej księciem. To nic że mam mało do zaoferowania, że ona ma więcej pieniędzy i jest lepszy ode mnie. Ważne co do niej czuje i jak okazuje jej że jest dla mnie kimś ważnym.
Poszedłem do domu.  Koło 22 zadzwonił Bartek
- Hej. Widziałem Sebe i jego ludzi niedaleko plaży koło 19-ej. Mam nadzieje, że wszystko poszło gładko?
- Tak, bardzo gładko zwinęła się z nimi. Wjechali na tą cholerną plaże i pobiegła za nim. Ani „ Cześć” ani „Spadaj”, tak mnie pożegnała. - prawie krzyczałem.
- Ej no, luz. Przecież będziesz miał jeszcze okazje. Coś wymyślimy. - próbował z całych sił ale ani trochę mnie nie pocieszył.
- Dwa razy tego samego dnia odwróciła się ode mnie. Bez słowa, zostawiła jak śmiecia. Przecież ona woli jego. To nic że patrzyliśmy sobie w oczy, że powiedziałem że jest piękna. Ona woli jego samochód i mięśnie wielkości dyni.
- Z tą dynią to wypaliłeś - Bartek zaczął się śmiać.
-Po chwili dodał:
-Jutro o 10 pod jej domem. Mam pomysł.
- Pewnie znowu zadzwoni Seba i Daria nas oleje - Nie byłem przekonany co do tej idei.
Ale dobra, zaufałem mu. Nazajutrz  punkt 10 zjawiliśmy się koło kamienicy w której mieszka Daria.
- Masz, i zrób z tego użytek - powiedział Bartek i dał mi 2 napoje o smaku kiwi.
- Ale ja nie lubię kiwi - powiedziałem i zdziwiony popatrzyłem na niego.
- Ale ona za nim szaleje. Tak jak za Sebą, ale to zły przykład. To wabik na Darie, tylko musisz wyciągnąć ją z domu. - zadowolony z siebie Bartek wysłał z mojego telefonu sms do Darii ” Czekam na dole. Zejdź jak możesz”
Jak zwykle piękna, wesoła zeszła do nas.
-O, cześć, Co tu robicie? - zapytała. Uśmiechnięta, taką lubię ją najbardziej. Chciałbym być tym który wywołuje ten uśmiech na jej twarzy.
- Idziemy na spacer. Chcesz pić? - podałem jej picie.
- Pewnie - ucieszyła się i miałem nadzieje że pójdzie z nami. - Na serio, znasz mnie najlepiej ze wszystkich.
- Wiem, idziesz z nami? Pójdziemy za miasto, do tego lasku.
- Lubię to miejsce, chodźmy. - zgodziła się.
Po drodze mijaliśmy sklepik. Bartek poszedł kupić coś do picia, a ja tymczasem podjąłem kolejną próbę przekonania do siebie najpiękniejszej dziewczyny na świecie.
 - Mamy przed sobą długi dzień. Lubisz chodzić do tego lasku, nie? Zawsze jak byliśmy mali mieliśmy tam nasze miejsce spotkań. A jak pomogłem ci wejść na drzewo…
- Od zawsze mnie lubiłeś. Zawsze byłeś takim fajnym kolegą. I wiesz, cieszę się że zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Wczoraj na plaży trochę głupio się poczułem i poszedłem do domu.
- Wiesz, Sebastian jest taki słodki i ma fajne pomysły. Powinniście się kiedyś poznać - Na tym zdaniu zrzedła mi Nie mam zamiaru się z nim poznawać.
Pogadaliśmy chwile, ale dlaczego on zjawia się zawsze kiedy coś mi wychodzi?
- Cześć Daria.  Jedziemy właśnie z kolegami na wycieczkę rowerową? Masz ochotę? - Sebastian i jego koledzy zjawili się na rowerach.
- Fajny pomysł. Tylko pojedźmy do mnie po mój rower. Dom, jedziesz z nami? - próbowała mnie zachęcić. Ale nie zamierzam spędzać czasu z Sebastianem.
- Nie wiesz, zaczekam na Bartka i pójdziemy sami do lasu.
- Ok. To na razie - pożegnała mnie uśmiechem . Sebastian wziął ją na ramę w rowerze i odjechali. Gotowało się we mnie, ale w tym momencie zjawił się Bartek.
- A gdzie Daria? - zapytał taszcząc kilka paczek chipsów, ciastek i kilka soków kiwi.
- A jak myślisz? - zapytałem zdziwiony i wkurzony.
-Aha. Dobra, ukój nerwy sokiem.
- Nienawidzę kiwi - myślałem ale z grzeczności wypiłem sok wracając do domu.
Bartek poszedł do siebie, ja do siebie, ale koło godziny 19 odebrałem od niego telefon.
- Idź do Darii. Jest sama i wróciła do domu. - powiedział.
- Skąd wiesz?
- Bo stoję pod jej domem. A, i jest jakaś smutna. Lepiej tu przyjdź. Jak ją pocieszysz, wybierze ciebie, a o nim zapomni.
- Dobra, zaczekaj tam - zerwałem się i pobiegłem pod jej dom.
Za kilka minut byłem pod jej kamienicą. Nie było słychać muzyki. Jak jest w domu i jest wesoła, zawsze słychać muzykę. Coś było nie tak.
- A jak mnie nie wpuści? - zapytałem stojąc w korytarzu
- Daj spokój, Idź już - powiedział przyjaciel i popchnął mnie w klatkę schodową.
-Zaczekaj - powiedziałem wchodząc na górę.
Zapukałem do drzwi. Musiałem chwile zaczekać. Albo nie słyszała, albo nie miała ochoty rozmawiać. Kiedy krzyknąłem:
- Daria, tu Dominik. Otwórz! - usłyszałem kroki i smutna dziewczyna otworzyła drzwi.
- O, witaj. Co tu robisz? Nie mam ochoty nigdzie iść, przepraszam. - powiedziała. Uśmiechnęła się, lecz to nie był ten uśmiech który uwielbiam oglądać. Włożyła maskę, by ukryć jakiś smutny fakt.
- Co się stało? - zapytałem wchodząc do mieszkania.
- Nic, tak… wspominam. Tak, wspominam. Lubisz to, nie? Wspomnienia z czasów naszego dzieciństwa.
- Kłam, Pinokio. - pomyślałem. Było widać że coś nie było w porządku.
Usiadła na sofie, ja dosiadłem się do niej i lekko ją objąłem.
- Dlaczego płaczesz? - spostrzegłem kilka łez spływających po jej policzkach. Lekko wytarłem je dłonią.
- Mówiłam ci, że wspominam. Co jeszcze mam ci powiedzieć? - powiedziała. Zaczynała się denerwować i chciała uniknąć tematu :
- Jak tam, co robiłeś z Bartkiem?
Ja zignorowałem pytanie i mimowolnie coś przykuło mój wzrok. Spojrzałem na jej twarz. Przyglądając się dokładniej, pod włosami na policzku spostrzegłem siniak. Rano go nie miała.
Odgarnąłem jej włosy. Ona starała się na mnie nie patrzeć.
- Kto ci to zrobił? - spytałem najczulej jak umiałem.
- Walnęłam w latarnie, wywróciłam się na rowerze.
- Widziałem milion razy jak jeździsz. Nigdy nie upadłaś. - położyłem jej rękę na szyi.
- On to zrobił, tak? - Starałem się zachować spokój. Z nikim innym oprócz mnie, Bartka i Sebastiana nie widziała się dzisiaj. A Seba nie pozwoliłby żeby ktoś ich napadł albo coś. Odpowiedź nasuwa się jedna:
- Co ten sukinsyn ci zrobił, co? - zapytałem, patrząc ciągle na Darie.
-To nie on - powiedziała najpierw spokojnie, lecz kiedy ponowiłem pytanie „ Co on ci zrobił” krzyknęła znowu :
- To nie on! Jak możesz? Niby jesteś taki przyjaciel, to czego się wtrącasz w moje życie? Kocham go i nie potrzebuje twojej troski! Ty… wyjdź stąd wogóle. - krzyknęła i kazała mi się wynosić. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
- Ale Daria… - przerwała mi.
- Spadaj, nie chce cie znać! - krzyknęła i usiadła na kanapie chowając głowę w dłoniach.
Stałem tam jeszcze przez chwile. Skończyły mi się pomysły jak do niej dotrzeć. Ona kilkakrotnie powtórzyła „Wyjdź!” więc nie miałem wyboru. I tak z tej rozmowy nic nie będzie.
- I co? Słyszałem, ale dlaczego krzyczała? - zapytał Bartek widząc moją wkurzoną minę.
- Seba ją uderzył. Nie wiem dlaczego, ale na pewno gnojowi na to nie pozwolę - Byłem wściekły. Szybkim krokiem zmierzałem w stronę mojego domu.
-Ej, jest jeszcze coś - Bartek zatrzymał mnie.
- Nic nie jest ważniejsze od niej - Żaden inny temat mnie nie interesował.
- Czym jeździ Sebastian i jego ekipa? - zapytał z ognikami  w oczach.
- Seba ma Jeepa, jego dwaj kumple zwykle Volkswagenem. A co? - Nie zrozumiałem pytania.
-Odwróć się, ale dyskretnie -  powiedział cicho.
Kilkanaście metrów za nami stał samochód dwóch kolegów Seby.
- A najlepsze, to samo auto wczoraj stało koło sklepu gdzie kupiłem sok. Jak przyszedłem pod dom Darii, cały czas jechali za mną ale nie zwróciłem uwagi.
- A to świnie- powiedziałem, nałożyłem kaptur i pognałem do domu.
Gdy byłem już pod moim domem spotkałem tam Sebastiana.
- Cześć, wracasz od Darii pewnie, co? - zapytał. Jak stanął koło mnie, trochę zacząłem się bać. On ma 2 metry, ja prawie 1,70. Ale to raczej nie była przyjacielska wizyta.
- Tak. Czego ją uderzyłeś? - zapytałem. Gdyby nie był taki potężny spuściłbym mu łomot.
- Nie wtrącaj się do mojej dziewczyny. Właśnie, słowo klucz to Mojej dziewczyny. Powiem krótko : masz do niej nie chodzić i nie gad nią. Załapałeś?
-Ale ona ma prawo gadać z kim jej się podoba - Nie, nie załapałem. Odwróciłem się i miałem zamiar iść do domu. Debil chwycił mnie za ramię.
- Jeszcze raz cie z nią zobaczę i tego pożałujesz, dzieciaku - szarpnął mnie i odszedł.
Poszedłem do domu i położyłem się spać. Postanowiłem pójść jutro do Darii i jeszcze raz szczerze z nią porozmawiać. Nie obchodzą mnie pseudo-groźby tego cwaniaka, liczy się tylko ona. A ja nie pozwolę mu się wytrząsać nad Darią.
Następnego ranka powiedziałem Bartkowi jaki mam plan.
- Wieczorem zadzwonisz niby do mnie i umówisz się ze mną nad jeziorem. Obojętnie po co, wymyśl coś.
- Aha… A konkretnie co planujesz? - zapytał Bartek.
- Wieczorem naskoczył na mnie Seba i powiedział żebym nie spotykał się z Darią. Dzisiaj wieczorem spokojnie z nią porozmawiać, ale ty musisz odciągnąć jego kumpli. Tymczasem ja spotkam się z Darią u niej w domu, na drugim końcu miasta. Nawet gdyby się zorientowali że to ściema tak szybko tam nie dojada. - Wyjaśniłem mu idealny plan.
Połaziliśmy po mieście, poszliśmy z kolegami na bilard i tak minął dzień. Co jakiś czas patrzyłem czy nie ciągniemy za sobą ogona, ale ci debile ciągle tam byli. Pilnują żebym nie gadał z Darią. Miejmy nadzieje że się uda.
Koło godziny 20 podszedłem dyskretnie pod dom Darii i poobserwowałem chwile okolice. Nie widać ani Seby, ani samochodu jego kolegów.
Kiedy miałem zamiar wejść do kamienicy, Daria właśnie z niej wychodziła.
- Cześć, co tu robisz? Dalej chcesz wmawiać mi że Sebastian nie jest dla mnie dobry facetem?! - zaczęła krzyczeć, a nie chciałem tego.
- Kochanie, uspokój się. Możemy porozmawiać? - zapytałem. Dopiero potem uświadomiłem sobie że powiedziałem „Kochanie”
-Co? Nie mów tak , nie jesteś moim chłopakiem. Co tu robisz? Nie mam czasu, czekam na Sebe.
- Na Sebe? A kiedy ma przyjść? - Byłem trochę zaniepokojony.
- Właśnie idzie - Przestraszyłem się. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem tego chłopaka.
-Cześć, Daria. Gotowa na spacer? - rzucił z uśmiechem.
-Tak, właśnie żegnam się z Dominikiem. - powiedziała i podała mu rękę.
Odchodząc z Darią Sebastian spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć „ Jesteś trupem”
Zadzwonił telefon Bartka
- Cześć, mogę u ciebie spędzić noc? - zapytałem.
- Tak. Ale o co chodzi? - zapytał.
- Wyjaśnię ci w domu. Niedługo będę.
Szedłem szybkim krokiem. Miałem do przejścia jakieś 10 minut. Ale i w takim krótkim czasie Seba potrafi wymierzyć sprawiedliwość. Jeden telefon i może załatwić ci mordobicie ze strony swoich kolegów. Co właśnie zrobił.
Kilku chłopaków zaskoczyło mnie. Wciągnęli mnie do jakiegoś zaułka. Jedyne co pamiętam to ciemność i śmietnik. Zaczęli mnie kopać i okładać pięściami. Broniłem się, ale kilku silnych chłopaków na takiego gościa jak ja… Wynik mamy przesądzony.
Kiedy przestali jeden z nich powiedział:
- Seba ci mówił żebyś się odczepił od tej panienki. A że chciałeś zgrywać twardziela to już twój problem.  
-Nara knypku. - powiedział inny i na odchodne kopnął mnie w głowie w efekcie czego polało się więcej krwi.
Leżałem na ziemi, patrzyłem w niebo i zastanawiałem się nad tym dlaczego ten Seba jest taki. Dlaczego bije swoją dziewczynę. Kurcze, przegrałem więc naprawdę Daria jest jego. Myślałem że się nie poddam i że wygram tę bitwę. Że jak jestem od niego bardziej uprzejmy to Daria wybierze mnie. Ale widać, ona woli grille i iwo niż spotkania na plaży przy zachodzie słońca.
Beton był zimny, ale nie miałem siły wstać. Bolały mnie wszystkie kości. Miałem siłe tylko zetrzeć krew z policzka i sięgnąć po telefon który upadł nieopodal. Na szczęście działał.
Dzwonie do Bartka.
- Gdzie jesteś? Powinieneś już tu być? Kumple Seby gdzieś zniknęli, chyba dali sobie spokój.
- Wiem gdzie są. Przyjedź na Lubartowską. Szybko - wychrypiałem bo bolały mnie usta i straciłem kilka zębów.
- Coś się stało? - zapytał. Słyszałem że się zbiera bo brzęczały kluczyki od samochodu.
- Pośpiesz się, potem pogadamy.
Położyłem telefon na ziemi i oparłem głowę na śmietniku. Jakoś się podniosłem i siedząc w tych śmieciach po uszy czekałem na kolegę.
- Wow, co tu się stało? - zapytał kiedy mnie znalazł.
- Dopadli mnie. Kumple Seby.
- Walisz śmieciami - powiedział.
- Bo siedzę koło śmietnika idioto. Pomóż mi wstać i zmywajmy się stąd.
Wsadził mnie do samochodu i pojechaliśmy do niego. Tam zmieniłem podarte ciuchy, umyłem się bez zbędnego gadania położyłem się spać na kanapie. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Obudziłem się o 9 rano. Podszedłem do lustra i zobaczyłem moja poobijaną twarz. Bartek też już wstał.
- Doszedłeś do siebie? - zapytał  robiąc kanapki.
- Tak. Wyglądam koszmarnie, ale jest ok. - nalałem sobie sok i zacząłem pić.
- I jak, co zamierzasz?
- Mam pomysł. I dzisiaj wszystko się zmieni. - Bartek pierwszy raz od dwóch dni zobaczył uśmiech na mojej twarzy.
- Nie odpuścisz, co? Tylko nie ciągaj mnie znowu po nocy po melinach i śmietnikach.
- Spoko. Chodź tu z tym śniadaniem bo mam plan.
Jedząc kanapki z serem i szynką opowiedziałem mu swój plan.
- Ale niech to się nie skończy jak twoje poprzednie planowania. Na pewno wypali? - Nie był przekonany.
- Musi. Inaczej ten palant nas zabije. - Dokończyłem sok i kanapki po czym wyniosłem się z mieszkania kumpla.
Idąc do domu modliłem się żeby dzisiejsza akcja się powiodła.
Kiedy byłem blisko zobaczyłem Darie pod sklepem. Kłóciła się z Sebastianem. Nagle ten znowu się na nią wydarł i oberwała w policzek. Nie mogłem na to patrzeć. Wyciągam telefon i wybieram numer Bartka
- Zmiana planów. Podjeżdżaj teraz. Pod sklep koło mnie, tylko gazem! - Stałem naprzeciwko tego sklepu i patrzyłem jak Daria samotnie stoi tam i wylewa łzy. Przykucnęła i znowu schowała twarz w dłoniach.
- Ale jak teraz? Dom, jesteś? - Zapatrzyłem się na Darie.
- Teraz przywlecz tu ten złom i spadamy!
- Dobra, daj mi 5 minut.
Czekając na Bartka rozglądałem się czy obstawa Seby odjechała. Zobaczyłem ich samochód niedaleko, ale ta odległość była mało znacząca.
Bartek podjechał swoim starym Fordem w uliczkę gdzie się ukryłem. Otworzyłem drzwi i przepchnąłem go na siedzenie pasażera.
- Wiesz co robić? - zapytałem zapinając pas.
Kolega skinął głową i wysiadł z samochodu żeby zająć się swoją częścią planu.
Za chwile zagląda przez okno:
- Ale wiesz że masz tylko chwile żeby to załatwić? Ja się zajmę kumplami ale…
-Tak, wiem. Leć już! - Śpieszyłem się i prosiłem Boga o cud.
Za chwile dostaje sms od niego „ Wszystko gotowe. Ruszaj”
Podjechałem pod sklep
-Daria, wsiadaj, musimy pogadać - otworzyłem drzwi pasażera i zawołałem ja do środka ale ona odpowiedziała:
-Czego chcesz? Zostaw mnie w spokoju!
- Wiem co ci zrobił i chce ci powiedzieć że jeśli ze mną pojedziesz to już nigdy nie spotka cię nic złego! Chodź tu Daria! 
Nie ruszyła się z miejsca tylko zaczęła podziwiać ulice jakby nigdy nic.
-Kocham cie Daria. - Po 18 latach życia i 15 znajomości z nią nigdy nie byłem wobec niej tak szczery. Chciałem jej to powiedzieć już wiele razy ale ciągle albo ja byłem debilem albo ten debil Seba nam w tym przeszkadzał.
Daria zawahała się jeszcze chwile, ale wsiadła do samochodu
- Jezu, kto cię tak urządził? - powiedziała widząc moje plastry i rany.
- Twój chłoptaś i jego kumple. Trzymaj się.
Wystartowałem z piskiem opon. Kątem oka zobaczyłem że Sebastian już biegł w stronę sklepu. Był niedaleko z kumplami i widział całe zajście. Jeszcze tylko usłyszałem:
- Gońcie go, pacany! - Wkurzony Seba wysłał swoja ekipę w pościg.
Wysłałby, gdyby nie Bartek.
- Załatwiłeś co miałeś załatwić? - zadzwoniłem gdy odjechaliśmy kawałek.
- Tak, wszystkie 4 koła. A sklepu z oponami tam nie widzę, także masz spokój na parę godzin. A potem i tak was nie znajdą.
- Dzięki, mam u ciebie dług. - z radością podziękowałem koledze.
- Tylko wpadnij czasami.
- Może to ty przyjedziesz do nas. Na razie, brachu, prowadzę.
Pożegnałem się z kumplem i odpowiedziałem na zadane przez Darię pytanie „ Dokąd jedziemy?”
- Mój wujek ma chatkę na obrzeżach Warszawy. Nie będzie nas tam szukał. Mamy spokój do końca życia.
- A nasi rodzice?
- Zostawiłem kartkę. Nie stresuj się tylko powiedz że mnie kochasz - puściłem do niej oczko.
- Kocham cie - pocałowała mnie w policzek. - I dzięki za oderwanie mnie od Seby. Był uroczy, ale agresywny.
Przegadaliśmy cała podróż, a wieczorem siedzieliśmy na tarasie w drewnianej chatce mojego wujka. Domek był w leśnej okolicy także mieliśmy tam cisze i spokój. Był zbudowany z drewna.
Miał małą kuchnie, jedną sypialnie i łazienkę oraz duży salon. Daria i ja przemeblujemy to miejsce po swojemu i będzie o nasz wymarzony domek.
- Podoba mi się tu - powiedziała. Siedzieliśmy na huśtawce pijąc ja piwo, a ona sok z kiwi. Przytulała się do mnie.
- Od dawna chciałem ci powiedzieć kim dla mnie jesteś, ale albo on nam przeszkadzał albo…
Przerwała mi, aby obdarować najwspanialszym i najbardziej oczekiwanym pocałunkiem. Była to chwila której pragnąłem od kilku lat. I po trudach walki o tą dziewczynę, to najlepsza nagroda jaką mogłem dostać.
-Już nie przyjaciel? Ani kumpel? Ani kolega? - zapytałem.
-  Daj spokój. Przytul - powiedziała.
Ja zdjąłem sobie z głowy bandankę i zawiązałem jej na ręce.
- Zawsze mi się podobała - powiedziała Daria.
- Czekała na odpowiednią kobietę - Na ta którą właśnie pocałowałem.
Uśmiechnęła się do mnie. Spojrzała w gwiazdy, ja też.
Patrzyliśmy w niebo snując plany na przyszłość. Ja myślałem o rodzinie, którą kiedyś założę z Darią. O tym, jak szczęśliwe będą nasze dzieci i o tym, że to ci którzy byli przy nas zawsze będą przy nas do końca. Choćby nie wiem co się działo, to najlepszy kumpel lub przyjaciółka którą znacie od zawsze będą przy waszym boku w momentach załamki i kiedy płaczecie.
Ja od dziecka mam przyjaciół którzy są ze mną do dziś i uczą mnie jak żyć. Czasem muszą krzyknąć lub dać po mordzie ale wiem że robią to dla mojego dobra. Żebym wyrósł na porządnego i dobrego człowieka. Kocham was <3 Pamiętajcie o ludziach,  którzy są dla was ważni. Kiedyś przyjdzie dzień że im podziękujecie za wszystko. Za złe i dobre dni. Najważniejsze, że w ogóle są z nami i pomagają się nie poddawać. Pozdrowienia dla moich i waszych przyjaciół. Trzymajcie się i bądźcie silni  ;)
,


piątek, 5 lipca 2013

Fan mail

Koło północy dostałem coś takiego na maila. Dzięki dziewczyny :) Love my Dominicers, u are everything for me <3 Ktoś mi wyśle coś jeszcze? Kocham dostawać od was fan-maile :)

środa, 3 lipca 2013

Opowiadanie - Girl or Boy 2 : The Surviver



 Cześć 1 Girl or Boy jest kilka postów pod tym. Zapraszam do przeczytania obu części :)





Od wydarzeń z poprzedniej części minęło kilka miesięcy.  Dominik z Anią właśnie zaczynają wakacje i planują razem wyjechać na miesiąc. Dominik ma już prawo jazdy więc może spokojnie zapewnić dziewczynie niezapomniane wakacje.
Pod dom Ani podjeżdża czarny Pontiac za kierownicą którego widać twarz jej ukochanego Dominika. Chłopak uśmiecha się i czeka aż jego miłość wsiądzie do samochodu. Bagaże są w bagażniku, zapas picia na drogę jest, najpiękniejsza dziewczyna na świecie jest czyli można zacząć wakacyjną radość :)
- Na pewno wszystko zabrałeś? - dopytuje się Ania.
- Tak, jasne - Dominik dał sobie chwile na spojrzenie na ten cudowny obrazek. Brązowe włosy upięte w koczek, niebieska bluzeczka w paski i czarne szorty tworzą wspaniałą kompozycje. Dziewczyna jest niesamowita. Zawsze była, choć kiedyś tego nie dostrzegał.
Byli w drodze jakieś 7 godzin. Podczas tej podróży Ania zapytała Dominika:
- Myślisz czasem o przyszłości? - zapytała pijąc sok przez słomkę.
- Czasami. Wieczorem kiedy w głowie kłębią się różne dziwne myśli - obdarował ją Dominikowym uśmiechem.
- Ale wiesz - powiedziała zakładając okulary przeciwsłoneczne - czy myślisz czasem o tym co będzie za 10 lat? I kogo widzisz przy swoim boku?
- No jak to, ciebie przecież. Obiecałem ci miłość na wieczność i dotrzymam obietnicy - Położył swoją dłoń na rej ręce - Nie myśl tak. Jesteś moja na zawsze.
Po tych słowach Dominik zapomniał o całym świecie. Zaczął wpatrywać się jej głęboko, głęboko w oczy. Byle by tylko mogła z nich odczytać słowa „ Kocham cię na zawsze”. Mógł się tak gapić godzinami… gdyby nie siedział w samochodzie.
Nagle coś zatrzęsło. I trzęsło się jeszcze przez parę metrów. Zahipnotyzowany jej spojrzeniem i chęcią udowodnienia uczuć Dominik zjechał z asfaltu i wjechał w pole. Jechał po nim podskakując na wybojach.
-Dom! Zatrzymaj ten złom! - krzyczała Ania.
- To nie złom. Pontiac z 64 roku! - wdał się w dyskusję.
Tym razem jego uwagę od drogi odwróciła motoryzacja i zanim się obejrzał maska samochodu wylądowała w bagiennej łące. Powoli zanurzała się. Dominik pomógł wyjść z samochodu przestraszonej Ani i sam też jakoś wyszedł na trawę. Byli daleko od ulicy, trawa była wysoka więc Ania miała dobrą okazję by sprawić chłopakowi nie zły łomot za zaistniałą sytuacje.
Zanim jednak to  zrobiła Dominik przytulił ją czule.
- Przepraszam, zagapiłem się - pocałował ją w czoło i pozwolił by ona odwzajemniła pocałunek.
-Jesteś deblem - śmiała się po chwili, kiedy wściekłość już ją opuściła.
- Ten debil zaraz znajdzie dla nas pomoc - powiedział rozglądając się za najbliższym budynkiem.
Po chwili usiadł z powrotem na trawie, ponieważ w pobliżu nie było żadnych zabudowań.
- Wróćmy na ulice i złapmy stopa. Może trafi się podwózka do domu
- Super wakacje - powiedział Dom wkurzony.
- Daj spokój. Wolałbyś siedzieć teraz w Pontiacu z 64 roku?
- Drogi był.
 Ania wstała i wzięła Dominika za rękę
- Dobra, chodźmy - ruszył z nią w kierunku jezdni.
Mieli do przejścia duże pole. Koleiny i usypana ziemia nie były łatwe do przejścia, ale po 10 minutach spaceru stali na poboczu koło asfaltówki.
Jednak po godzinnym czekaniu na transport dali sobie spokój i postanowili pójść wzdłuż ulicy. Widoki były zapierające dech w piersiach. Zielone łąki, niekiedy pełne kolorowych kwiatów poprawiły Ani nastrój. Dokładniej bukiet z tych łąkowych badyli darowany przed Doma poprawił jej nastrój.
Szli tak dość długo.
- Która godzina? - zapytała Ania w pewnej chwili.
-18:36. Idziemy dobrą godzinę.
- Udane wakacje, Dominik. - Ania podała mu rękę i przytuliła się do niego.
- Damy rade. Patrz, zaczyna się las.
Łąkom i kwiecistym widoczkom ustąpiły teraz konary drzew i krzaki.  W słońcu był to nawet przyjemny widok. Anię trochę bolały nogi, ale przy krótkich co pół godzinnych postojach dała rade to wytrzymać. Dopiero gdy zaczęło się ściemniać ten las ożył. Dosłownie i w przenośni.
Każdy wydany przez gałęzie dźwięk, każde stąpnięcie butem o patyk sprawiało że Anie miała ciarki na plecach. Coś w tym lesie było nie tak, dało się wyczuć niesprzyjającą atmosferę.
- Cśś - Dominik robił mógł aby dziewczyna nie dostała ataku paniki. Przytulona do niego choć trochę czuła się bezpiecznie. Obiecał że nie pozwoli by cokolwiek się jej stało. Ale w tym miejscu wszystkie obietnice przepadają.
-Też czuję się dziwnie - próbował ją pocieszyć, tuląc do siebie jeszcze bardziej.
-Kiedy ten las się skończy?
- Nie mam  pojęcia, słoneczko
- Akurat słoneczko to by nam się najbardziej przydało. Która godzina?
-Prawie 21. Nie wiem o której i gdzie położymy się spać. Ale jutro na kolacje będziemy w domu - zaczął miziać ją po włosach, odprężyła się i na chwile zapomniała o otaczającej ich ciemności i strachu który czai się gdzieś w głębi tej puszczy.
- Dom, Jezu! - krzyknęła nagle i rzuciła się o ucieczki.
-Co jest?! - obejrzał się za nią, potem znów odwrócił wzrok i zobaczył wisielca. Człowiek wisiał bezwładnie na gałęzi z głową w pętli, jego ciało powiewało ponieważ zerwał się porywisty wiatr.
- Wiem że trup. I dziwne że tutaj, tak blisko ulicy ale chodź. Ominiemy go i pójdziemy dalej - zawołał Anie.
-Ale Dom, on się rusza! - histeryzowała.
- Bo zerwała się wichura, chodź już!
-Dominik, uważaj!! - wydarła się z całej siły.
- Na co mam… Koniec.
Koniec.  Ciemność przed oczami. …
Drzewa i szczyty drzew. Niebo i kilka chmur, taki widok ukazał mu się kiedy otworzył oczy. Wokół cisza. Zaraz, słychać szelest liści, ktoś nadchodzi.
- Długo spałeś - usłyszał.
- Gdzie ja jestem? Gdzie Ania?
- Chodźcie, obudził się! - znowu ten głos. W pół przytomny Dominik usiadł na ziemi i popatrzył na zbliżającą się trójkę ludzi.
-  Kim jesteście? Gdzie Ania?
- Na ulicy znalazłem tylko ciebie. Jestem Marek - chłopak podał mu rękę.
- To Natalia - przedstawił blondynkę.
Dom posłał jej uśmiech
- A to Bartek - poznał go z kolegą.
- Jak się tu znaleźliście? I co to za coś co mnie ogłuszyło? Dominik zaczął zadawać pytania.
- Jechaliśmy samochodem, i nagle ten samochód wpadł do bajora. Kilka kilometrów stąd jest takie pole…
- Wiem, tam skapało się też moje auto.
- Ten chodzący wisielec to postrach tego lasu. Pojawia się tu nocą, udaje umarlaka a jak złapie kogoś w pułapkę, zabija.
- Pułapkę? Czyste scince-fiction. - Dominik nie wierzył w to co słyszy.
- Wiemy, ale to miejsce jest przeklęte. A ten wariat ma na koncie już dużo ofiar.
- Widzieliście tych których zabił?
- Jest w tym lesie miejsce gdzie trafiają ludzie których powiesił. Uwierz mi, nie chciałbyś tam być. - powiedziała blondynka.
 A jak przeżyliście? - Ten fakt najbardziej ciekawił Dominika.
- Jest tu miejsce, gdzie nie odważy się wejść. Chodź - Bartek z resztą grupy pokazali mu drogę do schowanego pod ziemią schronu.
W tym miejscu było zimno i nieciekawie. Ale lepsze to niż nocny spacer po lesie. Była dopiero 10 rano, na razie nie ma powodu do  obaw.
- Czego tak bardzo boi się tego miejsca? - zapytał Dom chodząc po kryjówce.
- Boi się krwi. A z niewyjaśnionych przyczyn tu jest dużo tego świństwa.
Dopiero teraz Dominik spostrzegł wyblakłą krew na ścianach tego schronu.
- Dobra, ale gdzie mógł zabrać moją dziewczynę?
- Która była godzina jak go zobaczyliście?
- Koło 9, a co?
Dominik spojrzał na ich posmutniałe twarze.
- Co jest? - Domyślał się że coś się święci.
- Dom, ten upiór wałęsa się tu do 4 rano. Więc… Sory, ale jest chyba tylko jedno miejsce gdzie możesz ją znaleźć… - Marek wyszedł, reszta grupy poszła za nim.
Szli przez oświetlony słońcem las który teraz wyglądał jak zwykły lasek gdzie chodzi się na grzyby czy jagody. Gdzie za czasów dzieciaka zabierali go rodzice. Tej dziwnej i straszliwej atmosfery nie ma w ogóle śladu.
Po  pół godzinnym marszu doszli do części lasu którą nazywali Kostnicą. Bo to był cmentarz. Dominik rozejrzał się. Gdzie wzrokiem nie sięgnąć widać umarłych.  Debil zabił dużo ludzi, ale Dominikowi chodziło tylko o jedną dziewczynę.
Nie wiedział co by zrobił temu draniowi gdyby w tym miejscu znalazł Anię.  Pamiętał jak musiał walczyć o tą dziewczynę i dlatego jest dla niego Taa ważna. Obiecał że nie pozwoli zrobić jej krzywdy, że zawsze będzie przy niej. A teraz, zobaczył ją.
Z otwartymi ustami stanął przed jednym z drzew. Spojrzał na wiszące na nim ciała. W jednym z nich dostrzegł swoją miłość. Ta sama bluzka która tak idealnie do niej pasowała. Ten uśmiech który tak uwielbiał zamarł teraz na wieki. Ta z którą planował spędzić resztę życia, choć nie umiał jej tego powiedzieć kiedy pytała. Teraz oboje muszą żyć samotnie.
Chłopak osunął się na kolana, ukrył twarz w rękach a po chwili wrzasnął podobnie jak Ania kiedy chciała zmusić go do ucieczki. Dlaczego jej nie posłuchał…! Gdyby byli razem być może dziewczyna teraz by żyła i razem z nim szukał wyjścia z tego koszmaru.
Do Dominika podeszła Natalia, położyła mu rękę na ramieniu i powiedziała
- Chyba nie chciałaby abyś się poddał.
Dominik chwilę to przemyślał po czym ujął Natalie za dłoń i zapytał Bartka i Marka stanowczo:
- Jak zabić to coś?
Wrócili do schronu. Wieczorem po opanowaniu emocji Dominik zebrał znajomych w głównym pomieszczeniu i posłuchał co mają mu do powiedzenia.
-  Musiałbyś go powiesić - powiedział Bartek.
- Powiesić wisielca?
- Tak, dziwnie brzmi ale to jedyne co nam przychodzi do głowy.
- A próbowaliście?
- Chcemy żyć, Dominik. Za dnia jest tu bezpiecznie, a ta bestia potrafi obezwładniać sama obecnością. Tak jak w twoim przypadku.
- Mamy sznurek? - zapytał Dom.
- Ale Do…- Natalia próbowała odwieść go od robienia głupstw.
- Mamy sznurek?! - przerwał jej i zapytał raz jeszcze.
Po chwili namysłu Marek odpowiedział: Tak.
- To dobrze. Załatwmy tego skurczybyka - powiedział. - Dajcie mi nóż.
- A po cholerę ci nóż? - zapytał Bartek.
- Bydle chce by posypały się głowy. My sprawimy że poleje się krew. Daj mi nóż.
Natalia znalazła scyzoryk, a Marek kawałek mocnej liny. Co jak co, ale schron był dobrze zaopatrzony.
- On boi się nawet małej ilości krwi? - zapytał Dominik Bartka.
- Tak
- Spoko. Damy mu tyle że się posika. Dajcie jakiś kubek albo coś.
- Ty chyba nie chcesz sobie ręki rozciąć - protestowała Natalia widząc jak Dom jeździ ostrzem po przedramieniu.
- Owszem, chce.
Marek przyniósł Dominikowi małą miskę w której często gnietli poziomki na sok. Teraz raczej nikt z niej nie zje
Dominik zrobił na ręce małe nacięcie i do miski skapało niewielka ilość krwi. Ten jednak nie przeszkadzał. Choć ból był potworny, Dom chciał uzbierać choć 1/3 miski krwi.
- Po kłopocie - powiedział potem kiedy urwanym kawałkiem koszulki zawijał ranę.
- Jest 22, chyba gdzieś się czai.
- Dobra - Dominik namoczył nóż w krwi, a miskę z resztą wziął ze sobą.
Cała grupa, wyposażona w rozlaną po równo krew i ostre narzędzia wyszła stawić czoło bestii, która zabiła wielu i raczej nikt nie uszedł z życiem. Może to być ostatni spacer tej czwórki ludzi.
Wokół ciemność, niepokojące odgłosy. Każde drzewo podobne do każdego.
- A co jak potem nie znajdziemy drogi do schronu? - martwiła się Natalia.
-Nie bój się - Dominik pozwolił dziewczynie przytulić się do siebie.
-Dom… - cicho powiedział Bartek - Kurde… Patrz
Z 20 metrów przed nimi coś się ruszało. I znowu zerwał się porywisty wiatr. Tak jak wczoraj kiedy Dominik stracił Anię i cały świat z oczu.
- Nie pozwólmy mu uciec. - powiedział i ruszył.  Marek z przyjaciółmi cicho skradali się za nim.
Byli już blisko. Dominik wiedział że robi to dla Ani, ale myślę że w takiej chwili nawet najtwardsze serce na ziemi biłoby z prędkością lecącego meteorytu by po chwili tą niesamowitą energie uwolnić z wielkim hukiem.
Nagle, jakieś 3 metry od nich bydlak odwrócił się. Dominik przez chwile patrzył w małe czarne oczka których wzrok niósł grozę, strach i śmierć. Nagle poczuł że odpływa…  NIE MÓGŁ ODPŁYNĄĆ!
- Nie patrzcie mu w oczy! - krzyknął próbując pozbierać myśli. Wokół polała się krew, z naczyń które mieli ze sobą wprost na bestie leciała krew. Kiedy odrobina tej cieczy dotknęła potwora zawył i zaskrzeczał z bólu. Krew była jak kwas. Trzeba dobrze wykorzystać moment kiedy bestia jest w szoku.
-Natalia z Bartkiem cały czas pilnowali drania i byli w pogotowiu żeby dać mu posmakować krwi, a tymczasem Dominik z Markiem zabrali się za sznur. Dominik zrobił pętle, a Marek przerzucił linę przez gałąź.
Upiór był ciężki, więc jedna osoba by go nie podniosła. Kiedy Dom nałożył na wściekły łeb pętle Natalia, Bartek i Marek pociągnęli z drugiej strony gałę źli za linę. Potwór uniósł się i zaczął wierzgać. Dominik resztkami krwi zwiększał jego ból, podczas gdy sznur na jego szyi zaciskał się na dobre. W końcu po przegranej walce Wisielec zdechł.
- I, co teraz? - zapytał Dominik.
Nagle osunął się na ziemie. Przed oczami przebiegły mu ostatnie dwa dni.  Uśmiech Ani w samochodzie, i strach Ani na twarzy kiedy wchodzili do lasu.
Sekundę temu był w lesie, a teraz jest przed jej domem.
Ania wsiada do samochodu i pyta „Zabrałeś wszystko?”
„ Tak jakby to się nie wydarzyło” pomyślał.
- Halo, dom? - Ten uśmiech, i ta dziewczyna.  Nigdy nie cieszył się bardziej niż teraz.
Dominik przytulił się do niej i powiedział
- Cieszę się że jesteś ze mną - Ania wtuliła się w jego ramiona i powiedziała, niby zwykłe „ Kocham cie”. Ale w tej chwili to kocham cię bezcenne.
- Wiesz, jeśli kiedyś będę brał ślub, będziesz najpiękniejszą panną młodą - Uśmiechnęli się do siebie.
Dominik zawrócił samochód i zamiast na północ, kierował się na południe kraju.
- Ale mieliśmy jechać nad morze - Ania była zdziwiona.
-  Zmieniłem zdanie. Zabieram cię do górskiego kurortu.
- Skąd taka nagła zmiana planów? - zapytała widać ucieszona tym pomysłem.
- Uwierz mi, jestem teraz najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Ty sprawiasz że chce się żyć. I jeśli umrzesz rozwalę każdego łajdaka który cie skrzywdzi.
- Oh, Dominik - wpatrywała się w niego pełna podziwu.
Byli w górach wieczorem. Było tu dużo lasów i drzew, ale żaden nie przypominał tego w którym ocalał Dominik. Tamten las nauczył go walki o ukochaną, a w tym górskim gaju pokaże jej co znaczy Kochać <3