poniedziałek, 28 maja 2012

Nowe opowiadanie- Przepraszam


Kiedy przechodzę przez przejście podziemne na jednej z ulic, czuję się dziwnie. Ale lubie tam chodzić, bo czuje jakiś związek z tym miejscem. Ale czuję, że to miejsce jest przeklęte. I ta klątwa powoli przechodzi na mnie…
Jest 3 w nocy, 24 lipca. Coś mnie przebudziło. Coś strasznego, czuje to. Czuje, że to coś ciągle jest w moim pokoju. Ale nic nie widze. Żadnego cienia, ruchu, wszystko stoi. I jeszcze ta potworna cisza… Nagle kropla wody spadła mi na nos. Pomyślałam
- Przecież nie pada, ani sufit nie przecieka. Więc… skąd ta woda?- Zastanowiłam się. I gdy ta woda spłynęła mi na wargi zrozumiałam, że to nie woda. To łza.
Nie pamiętam co mi się śniło. Ale to na pewno nie był sen. Ciągle czuje tę krople na nosie. Ale trzeba się ogarnąć i pójść do szkoły
W drodze na lekcje nadal myślałam o dzisiejszej nocy. Zamyślona, nie zauważyłam sygnalizacji świetlnej. A światło było czerwone.
Szłam dalej, zamyślona w samej sobie. Gdzieś po środku przejścia ocknęłam się. Trąbnął na mnie kierowca ciężarówki. Krzyczał coś, wymachiwał rękami. Nie zwróciłam uwagi na to.
Hejka. Co tam? – zagadałam do Pauliny Wawrzyckiej , mojej przyjaciółki. Była smutna, dopiero potem to dostrzegłam.
- Co się stało? – zapytałam.
-Mój tata miał wczoraj wypadek. Leży w szpitalu w ciężkim stanie.
Nic o tym nie wiedziałam. Pewnie była zbyt wstrząśnięta, żeby zadzwonić.
Tata Pauliny jest dobrym znajomym moich rodziców. Znają się od podstawówki. Wieczorem pojechali do niego do szpitala. Ale ja zostałam w domu z Pauliną.  Jej mama nie chciała, żeby tam jechała. Źle znosi szpitale.
Paulina przez całe dzieciństwo była ciągana po szpitalach. Była bardzo słabym dzieckiem. Lekkie uderzenie, a już miała uszczerbek kości czy coś takiego.
-Wiem, zamówimy pizze- zaproponowałam- Co ty na to?
- Może być- Siedziała skulona na łóżku.
Dostawca dość szybko przywiózł nasze jedzenie.  Byłam głodna, ona chyba nie bardzo.
Paulina zaczęła się śmiać, gdy kawałek salami spadł mi na koszulke. Dla mnie było to straszne, bo to moja nowa bluzka. Ale medal ma dwie strony: Przynajmniej troche polepszyłam jej nastrój.
Poszłam do łazienki, zmieniłam bluzke i wrzuciłam do pralki tę brudną. Gdy wróciłam do pokoju, Paulina siedziała z szeroko otwartymi oczami. Blada, wystraszona. Prędko spytałam co się stało. Wyjąkała, że jej tata jest na balkonie.
-Co? Jak to na… balkonie?- Niedowierzałam.
Powoli uchyliłam drzwi na balkon. Spojrzałam. Na balkonie nikogo nie było. Ale chciałam się upewnić. Stanęłam koło poręczy i rozglądałam się po podwórku. I zobaczyłam go. Tata Pauliny TU BYŁ. Był, ponieważ właśnie odchodził. Wchodził w główną bramę. I… zniknął za rogiem.
Co sił w nogach. Wybiegłyśmy na podwórku. W głowie miałam pytanie jak wszedł na 4 piętro, a potem zszedł, ale liczyło się dokąd poszedł.
Gdy wybiegałyśmy z drzwi Paulina znalazła nieśmiertelnik. Był jej taty. Czyli musiał tu być.
Pobiegłyśmy za róg i jak wariatki zaczęłyśmy krzyczeć „ Tato!” co było dla mnie dziwne, bo to nie mój tata.
Oparłyśmy się o ściane. Paulina była roztrzęsiona.
- Gdzie on jest do cholery?!- Krzyczała, a w tym krzyku nie słyszała dzwoniącej komórki.
Odebrała po kilku sygnałach. To była jej mama.
-Córuś… Tata nie żyje
Nie trzeba było nic mówić.
-To było jakieś 5 minut temu.-powiedziała.
Te słowa nami wstrząsnęły. PRZECIEŻ 5 MINUT TEMU WIDZIAŁAM GO POD BLOKIEM!
Przytuliłam Pauline. Potrzebowała teraz wsparcia. Wróciłyśmy do domu i doznałyśmy kolejnego szoku.
W pudełku po pizzy zostawiłyśmy ostatni kawałek. Był bez keczupu, z salami i dużą porcją sera.
Paulina stała nieruchomo. Nagle wybuchła płaczem.
-Tata  takie jadł!- krzyknęła nagle.
Oczywiście! Zawsze kiedy jedliśmy pizze z rodzicami Pauliny jej tata nie używał keczupu i  brał kawałek z największą ilością sera.
Siadłyśmy na łóżku. Paulina wyciągnęła z kieszeni nieśmiertelnik taty. Przytuliła go do piersi.
-Pewnie przyszedł się pożegnać- powiedziała, gdy łzy skapywały na podłoge.
W tym samym czasie rodzice wrócili do domu.
Nie mogłam wytrzymać.
-Czy zniknęły jakieś rzeczy pana Wawrzyckiego?- zapytałam.
-Tylko nieśmiertelnik. Nie możemy go nigdzie znaleźć.- odparła mama.
……………………………………………………………………………………………
Przed snem myślałam o tym co się dzisiaj stało. I chyba zrozumiałam łzy kapiące z sufitu. To coś w pokoju chciało mnie ostrzec. Ale co ja mogłam zrobić. Już zasypiałam, gdy znowu coś mi kapnęło na noc. To nie łzy…To krew. Przeraziłam się. Co się teraz wydarzy?
Znowu było około 3 w nocy. I znowu to coś mnie obudziło. Ktoś stał w moich drzwiach balkonowych.
Krzyknęłam:
-Panie Wawrzycki!
Nie odpowiadał.
Czułam wielki strach, ale otworzyłam drzwi. Jakbym miała wpuścić zjawe do środka. Ale ona nie weszła. Faktycznie, był to tata Pauliny, ale nic nie mówił.
Trzymał coś w ręce. W jakimś pakunku.  Usłyszałam głos rodziców pędzących po schodach do mojego pokoju. Usłyszeli mój krzyk. Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć czy nie wchodzą. Gdy spojrzałam na balkon, już go nie było. Został tylko pakunek.
-Natalka! Co się dzieje?- Mama wbiegła do pokoju zdyszana i wystraszona.
- I co jest w woreczku?- Tata zapytał i pokazał na woreczek od taty Pauli.
Zdecydowałam się powiedzieć im o łzach, wizycie taty Pauliny w naszym domu, nieśmiertelniku, pizzy i krwi.
Usłyszałam ich opinie.
- Chyba ci się przyśniło. Idź spać.-Wyszli z pokoju.
Wskoczyłam pod kołdre i otworzyłam pakunek. Znalazłam tam klucz. Ciekawe… do czego ten klucz? Ale czułam, że w najbliższym czasie się dowiem.


Następnego dnia Pauliny nie było w szkole.
-Pewnie ta sytuacja nie daje jej żyć- pomyślałam.
Po szkole poszłam do niej do domu. W progu spotkałam mame. Chociaż, nie. Nie spotkałam. Wpadłam na nią.
-Oh, Natalka. Dobrze, że jesteś. Paulinka zamknęła się w pokoju. Płacze i nie chce z nikim rozmawiać. Boje się, że…
-Spokojnie. Próbowała pani tam wejść?- Mama Pauliny była bardzo zdenerwowana. Zaprowadziła mnie do pokoju Pauliśki. Drzwi zamknięte na klucz.
- Niech pani przyniesie klucz- poleciłam.
- Myślałam o tym, ale ona ma klucz ze sobą.
Wtedy uświadomiłam sobie co się stało dzisiejszej nocy. Klucz w woreczku to klucz do jej pokoju. Jej tata ostrzegł mnie i chce żebym ją uratowała. Ale klucz jest u mnie w pokoju. Co robić,co robić…
-Niech pani próbuje z nią rozmawiać. Zaraz wracam!- Pędem wybiegłam z tego domu. Biegłam na oślep. Przed oczami miałam Pauline, tą z którą przeżyłam prawie każdy weekend, tą która upija się nawet Kubusiem i zawsze jest uśmiechnięta… Muszę zdążyć!
Wbiegłam do mojego domu, rodzice pytali co się stało, ale przecież to był wyścig z czasem. Nie mogłam stanąć nawet na ułamek sekundy. Boje się, żeby nic sobie nie zrobiła. Była bardzo związana z tatą.
Szybko wzięłam woreczek z szafki nocnej i pobiegłam do domu Pauliny. Jej mama płakała, kiedy tam weszłam.
- Coś się stało?- zapytałam.
-Ona mówi, że chce do taty- Pani Wawrzyńska szlochała. Wziełam sprawy w swoje ręce.
Kiedy otworzyłam drzwi do jej pokoju trzymała żyletke. Patrzyła na mnie zapłakana, ale i zdziwiona.
-Jak tu weszłaś?- zapytała.
-Twój tata był u mnie w nocy. Dał mi klucz. Chyba wiedział, co się stanie.
Usiadłyśmy na łóżku.
- Jak do ciebie przyszedł? -zapytała.
-Był na balkonie. Nic nie mówił, tylko podał mi klucz do twojego pokoju. I… z sufitu kapała mi krew.
Zamyśliła się troche. Po chwili przytuliła się do mnie.
-Chciała bym żeby tata tu był- wyszeptała.
-Kiedyś się spotkacie- powiedziałam.
-Dziękuje, że mnie pan ostrzegł- powiedziałam w myślach panu Wawrzyckiemu. W tym momencie jedna z zepsutych latarni na dworze zaświeciła się.
Pewnie mówi „ Nie ma za co „

Następnego ranka myślałam, że ten durny okres w moim życiu się skończył W nocy w ogóle się nie przebudziłam ani nie czułam nic dziwnego. Nawet miałam miły sem. Przyśnił mi się  Marek, mój chłopak. Że siedzimy razem na plaży przy zachodzie słońca. Było tak romantycznie, ale mama mnie obudziła. Powiedziała, że Paulina przyszła. Chce pogadać.
Ubrałam się i zeszłam na dół. Paulina miała dla mnie propozycje.
Hej. Wiesz, może pójdziemy dzisiaj na zakupy? Chciałabym ci jakoś podziękować za to co zrobiłaś. Kupie ci coś ładnego.- powiedziała. Wow, wczoraj była wrakiem człowieka, a dzisiaj chce iść na zakupy. Dobra, zabawmy się
Gdy stałyśmy na przystanku zobaczyłam samochód, któremu tablica rejestracyjna wisiała, jakby miała zaraz spaść. Pamiętam numer :  LSW 5354M. Miałam podejść do kierowcy i mu powiedzieć, ale co tam. Jego sprawa.
W centrum handlowym spotkałam Marka. Był z kolegami na zakupach, zupełnie jak my. Poszliśmy całą grupką na pizze i hamburgery. Fajnie było spotkać Marka, ale nie zdążyłam mu opowiedzieć o wydarzeniach ostatnich 3 dni, choć bardzo chciałam.
Do późna kręciliśmy się po mieście. Ale gdy latarnie zaczęły gasnąć wszyscy poszliśmy do domu. Zostałam tylko ja i Marek. Staliśmy na roku jezdni.
-Fajnie było- powiedział Marek. Cieszyło mnie, że mu się podobało.
Po tych słowach cmoknął mnie w policzek, a już za chwile całowaliśmy się gorącą. Gdy oderwaliśmy od siebie nasze usta, objął mnie i powiedział
-Do widzenia, Natuś- Zdziwiło mnie to. On nigdy nie mówi do widzenia albo Natuś.
Odszedł kilka kroków. Odwróciłam się i też zamierzałam iść do domu. Spojrzałam na księżyc. Była pełnia. Na księżycu zobaczyłam przelatującego ptaka.
I w tej chwili usłyszałam huk, pisk opon i uderzenie za plecami. Ciężarówka, którą mijałam kilka dni temu na przejściu i samochód z oberwaną rejestracją zderzyły się. A między nimi był mój Maruś…
Zdrętwiały mi wszystkie kończyny. Serce przestało pracować. Przynajmniej miałam takie wrażenie. Najważniejsza dla mnie osoba leż na jezdni zgnieciona przez 2 samochody. A powinnam była coś przeczuć!
Spojrzałam na rejestracje która nareszcie odpadła. Było jak podejrzewałam: LSW 5453M
To M na końcu jakoś od razu skojarzyło mi się z Markiem gdy je zobaczyłam po raz pierwszy. Dzisiejszy sen i ta tablica były wskazówkami. Ale kto…Kto do cholery mi to robi?!

Miałam nadzieje, że to już koniec. Skoro mój skarb nie żyje, to może to fatum nareszcie mnie opuści. Ale teraz miałam stracić coś cenniejszego…
Poszłam spać normalnie, w swoim łóżku. Obudziłam się koło 3, jak zwykle. Poczułam dym w powietrzu. Wybiegłam na schody i zobaczyłam pożar. Dym, ogień i drzwi do sypialni rodziców.
Biegłam tam, dusząc się i skacząc przez płomienie. Nagle… deski na podłodze się załamały. Wylądowałam w piwnicy.
Było tam ciemno. Ale zobaczyłam zjawę. Był to jak zwykle tata Pauliny. Tym razem odezwał się.
-Jeśli chcesz to przerwać, pójdź szybko do tego przejścia podziemnego.
-Ale co ja tam zastanę?! – zapytałam ze łzami w oczach.
-Rozwiązanie… Ja przypilnuje rodziców, ty tam idź.
Pobiegłam tam. Zastałam tam… dziewczynke. Mała, koło 5 lat, blondynka. Ale płakała.
-Poznajesz ją?- usłyszałam głos. To był… Marek.
-Nie. Kto to jest?
- Kiedyś biegliśmy tędy. Przypadkowo ją potrąciłaś. Upadła.
-Noo… pamiętam. I co z tego?
-To, że upadła, ale rąbnęła głową o kant ławki. Zginęła na miejscu.
-I ona sprawia, że to co się dzieje… się dzieje?!- Nie rozumiałam tego. Jak dziecko może zrobić tyle szkód?
-Widzisz… Dopóki ona płacze, płaczesz i ty. Ona z tęsknoty za światem. Ty z tęsknoty i strachu.
-Jest zjawą? -zapytałam-Dlatego nie może żyć w tym świecie?
-Ludzie, którzy nie załatwią swoich spraw w życiu na ziemi, muszą je dokończyć w życiu jako duch.
Podeszłam do dziewczynki. Bała się mnie.
-Ja… Nie wiem co… Przepraszam…- Rozpłakałam się. Było mi głupio. Zabiłam dziecko…
Spostrzegłam małego pluszowego misia w kieszonce piżamy. Pomyślałam, że to będzie dobry prezent.
Podałam go jej.
Dziewczynka uśmiechnęła się.
- Dziękuje-powiedziała.
I wtedy zemdlałam. Obudziłam się w swoim łóżku. Był to… 24 maja 2008. 3 miesiące później  wszystko się zaczęło. A tego dnia potrąciłam tę mała w przejściu podziemnym.
Widać los dał mi drugą szanse. Gdy się obudziłam zobaczyłam też pana Wawrzyńskiego. Stał koło drzwi do pokoju i uśmiechał się.
-Dziękuje- powiedziałam w myślach.
Zjawa znikła. Pewnie wrócił do swojego ciała.
Ja wstałam i spojrzałam w niebo. Byłam szczęśliwa, że tata Pauliśki cały czas mi pomagał. Nie dałabym rady bez niego.
Czasem mały błąd może nas wiele kosztować. Pamiętajmy, że zawsze możemy powiedzieć przepraszam. Być może to słowo uratuje kilka żyć. A może mamy kogoś kto daje nam wskazówki jak żyć? Na pewno każdy z nas ma kogoś takiego. Pamiętajcie aby zawsze go słuchać i nie lekceważyć drugiego człowieka.

sobota, 26 maja 2012

Nowe opowiadanie-Niezapomniany tydzień


 Mam nadzieje, że sie spodoba :) Piszcie w komentarzach co myślicie :) To opowiadanie jest jakby o moich marzeniach xD


Nazywam się Austin Smith, mieszkam w Nowym Jorku. Ostatni tydzień był dla mnie bardzo dziwny, wręcz niezwykły. Myślałem że to wszystko jest snem,jednak okazało się jawą.W życiu nie zawsze była dobrze, jednak ten tydzień był dla mnie bardzo dobry.Posłuchajcie.
Poniedziałek,godz 7’00. Jak zwykle trzeba wstać do szkoły.Ah,jak ja tego nie lubie. Ale jednak wstaje i pędze do kuchni, skąd dobiega zapach świeżo zrobionego omletu. Mama robi najlepszy w dzielnicy :)
-O której kończysz  lekcje?-zapytała podczas śniadania.
-O 14, ale pójde jeszcze z Lukiem do skateparku.Podobno będzie tam Michelle.
-Domyślam się, że tylko dla niej tam idziesz…-Mama zaśmiała się.Dobra, ma mnie. Ale Michelle jest tylko koleżanką.Narazie…
-Nie prawda.Lubie jeździć na deskorolce-Zgrywałem twardziela, nie lubie gdy mama mówi o moich koleżankach.
Wyszedłem z domu i po drodze do szkoły spotkałem Luka.Dzięki niemu uświadomiłem sobie że jest 7’45 więc bezzwłocznie pognaliśmy na lekcje.
Wchodząc do klasy mój wzrok od razu pada na Michelle.Rany, jest niezwykła.Lśniące brązowe włosy, zielone oczy, oto idealna dziewczyna dla mnie.
-Austin?- usłyszałem głos.Był to pan Perkins, nauczyciel matematyki. Zapytał, dlaczego się spóźniłem.
-Ponieważ…-zatrzymałem się próbując na szybko wymyślić powód.
-Jego mamie zepsuł się samochód-Luke, zawsze potrafi wymyślić dobry powód.Dzięki kolego.
Dzięki Luke’owi zaoszczędziłem mamie wizyty wychowawcy w domu.Ale 1 z kartkówki z chemii raczej nie będzie  mile widziania w domu.Lepiej zostane w skateparku jak najdłużej :)
Po lekcjach zgodnie z planem udaliśmy się do skateparku.Jaskrawo zielona bluzka Michelle była widoczna z daleka, więc na pewno tam była.
-Dobra, skup się.-Luke miał wiele doświadczeń z dziewczynami, więc najlepiej udać się po rade do niego.- Chcesz poderwać Michelle, tak? Więc po pierwsze wrzuć na luz, po drugie pokaż się z jak najlepszej strony, a po trzeci idź tam i pokaż jej kim jesteś!-powiedział Luke i popchnął mnie w strone tej uroczej dziewczyny.
Wyluzowany i pewny  siebie podszedłem do Michelle.
-Cześć.-powiedziałem.-Od czegoś trzeba zacząć , nie?
-O,Austin.Nie wiedziałam, że tu przychodzisz.Co cie sprowadza?-wydawała się zainteresowana rozmową.Ciagnąłem dalej.
-Wiesz…- i znowu zawieszenie.Co ja tu robie? Luke,pomocy…
-Hej,ludzie.Bitwa na rymy zaczyna się za chwile.Kto jest chętny?-Usłyszałem z daleka te okrzyki.
-O rany.Pewnie wielu chłopaków ze szkoły weźmie w tym udział.Uwielbiam rap!-Michelle była zachwycona tym wydarzeniem.Już wiem co tu robie.
-Właśnie…przyszedłem tu na tę bitwe.Idziesz?-byłem pewny że dam rade.Ale miałem lekkie obawy.Przecież ja nigdy w życiu nie rapowałem!
Podeszliśmy do tłumu ludzi zgromadzonego wokół jakiegoś chłopaka rzucającego rymami na lewo i prawo.
-Już po mnie-myślałem, jednak Luke wyrwał mnie z zadumy.
-Stary, twoja kolej.Pamiętaj-powiedział i wzkazał palcem na Michelle.
-Spoko-znowu zgrywałem twardziela.Kurcze,co ja tu robie? Tylko się skompromituje.Ale wyszedłem na środek i zacząłem wyszukiwać w głowie rymujące się wyrazy.Coś z tego wyszło.Ludzie krzyczeli „ Dawaj Austin” „ Jesteś super” itp. To dawało mi siłę na dalsze kłapanie jęzorem.
Gdy okazało się że wybrali mnie na zwycięzce byłem w szoku.To był mój pierwszy raz.A Michelle spoglądała na mnie jak na bohatera.Rany chłopie, zrobiłeś to!
Wróciłem do domu ok. 20,ponieważ Luke oczywiście musiał zrobić impreze na moją cześć.”Nowa gwiazda rapu na Brooklynie,Austin Smith!”Weź, przestań stary.
Wtorek. Poranek był pełny pytań o moją bitwe i czy zaczne kariere.Mamo,tato:to była tylko koleżeńska bitwa w skateparku.Czy był tam jakiś producent muzyczny?( Nie odpowiadaj, znamy odpowiedź)
Jednak  gdy poszedłem do szkoły już było inaczej. Po wejściu zaczęły się gratulacje od kolegów i komplementy od dziewczyn.Oraz…zaproszenia na bitwy w innych miejscach?
O nie, kończe z tym.Chociaż…zastanowie się.Jeśli da mi to awans jeszcze wyżej w szkolnej hierarchii warto spróbować.
Na matematyce zdobyłem kolejną piątke.Mama nie dowiedziała się o spóźnieniu , więc pewnie mnie pochwali.Ale nic, dzisiaj po szkole ide z Michelle na kolejną bitwe.Wow, co ja wyprawiam?
Bitwa odbyła się w klubie dla młodzieży.”Osobom powyżej 21 roku życia wstęp wzbroniony”- taki napis widniał przed wejściem.Ale musze się skupić.Ok, zaczynamy…
Tym razem to nie był plac, tylko mała scena z mikrofonem i jednym reflektorem. To było nawet fajne, pierwszy raz używam mikrofonu :)
  Publika też była większa.Więcej stresu,więcej opinii od nich, ale też więcej braw i gratulacji jeśli dobrze mi pójdzie.
Rozkręciłem się i moim rapem rozkręciłem ten budynek.Ludzie zaczęli szaleć i klaskać w rytm podkładu.To było coś… niesamowitego. Fajnie jest gdy z szarego odludka stajesz się kimś.Ale to dopiero 2 dzień tygodnia, co bdzie dalej?
Środa. Dzisiaj z rodzicami polecieliśmy do Chicago  zobaczyć słynn Google Bean. Ta kula jest zbudowana z szkła i wygląda jak… ogromne lustro w kształcie kuli.Dało mi to niezłą radoche.
Ale do rzeczy.Co mi się najbardziej podobało w tym dniu. Nie sądziłem, że w ciagu 3 dni moje życie mieni się tak bardzo.
Idąc do hotelu zobaczyłem ,że niektórzy przechodnie patrzą na mnie i szpetają między sobą.Myslałem, że mam kartke
„ Kopnij mnie” na plecach.Ale to nie było to. Więc, o co chodzi?
Odpowiedź zyskałem w hotelu.Podbiega do mnie dziewczyna.Ładna blondynka.Jednak musiałem pozbierać myśli: mam przecież Michelle.
-Ty jesteś Austin Smith, tak?-pyta ze szczęściem.Dziewczyno, co ty brałaś? I o co tu kurcze chodzi? Nadal czułem na sobie wzrok ludzi.
-T-tak, to ja.O co chodzi?- zapytałem.Nareszcie się dowiem o co chodzi. Mów dziewczyno, no dalej…
-Widziałam w Internecie twój wystep w klubie.Jesteś niesamowity!
Zamarłem.Jak to w Internecie? Zadzwoniłem do Luke’a.
-Austin, ocknij się.Tam były dziesiątki ludzi z telefonami. Przecież kilku na pewno wrzuciło to w sieć.I właśnie to oglądam.Komentarze są powalające.Brawo, ziom.Jesteś internetową gwiazdą.
-Już nie internetową.Ludzie się na mnie gapią, dziewczyny podbiegają i krzyczą, jaki to jestem wspaniały. Ale zaraz, to nagranie jest tram od wczoraj.Ile ma wyświetleń?( Przeczuwałem że to mnie zaszokuje)-zapytałem.
-2000 przez dobe na całym świecie.Spełnienie marzeń normalnie!Szacun i to wielki.Dobra, kończe.Ciesz się życiem, bo dopiero ci się zaczyna J-Luke pożegnał się, a ja zamyśliłem.
Faktycznie, może życie dopiero się zaczyna.Całe poprzednie lata narzekałem na nie, a teraz dopiero je docenie.Super!
Google Bean była wspaniała.Narobiłem mase zdjęć.Również z fankami które się przywlekły za mną.A miał być rodzinny wyjazd…
Po powrocie do hotelu odpaliłem laptopa i zobaczyłe statystyki filmiku z występu.Komentarze:
-Jesteś niezwykły. Kocham cie!
-Super.Gratuluje talentu J
-Umówisz się ze mną? J
Ostatni komentarz najbardziej mnie zaszokował.JA MAM DZIEWCZYNE! Położyłem się spać. Jakie niespodzianki przyniesie czwartek?
Czwartek.Dzisiaj wieczorem wracamy do NY.Jeszcze tylko odwiedzić wujka Henriego i można lecieć. Ciekawe, co wydarzy się po drodze.Kolejne rozkrzyczane fanki?
Pojechaliśmy metrem. Na stacji koło mieszkania wujka spotkałem jakiegoś mężczyzne. Zapytał mame, czy mogliby porozmawiać na osobności.
-Austin, idź do wujka.Czeka na ciebie.Pogadam z tym panem.-Usłyszałem tylko że chodzi o mnie,ale pobiegłem do wujka.Zawsze daje fajne prezenty J
Ciocia Lucy jak zwykle wyściskała mnie.Auć, moje biedne kości. Ale oni także słyszeli o moim popisie w klubie. Nie miłem ochoty już mówić że to nic takiego. W tym momencie w progu zjawiła się mama.
-Austin,wiesz kim był ten pan?- zapytała , gdy piliśmy herbatke w srebrnej zastawie cioci.Lubie te jej kubeczki z wyrytymi kwiatkami.Sa ładne.
-Nie.Kto to był?
-To bardzo wpływowy człowiek.Mógłby pomóc ci zacząć kariere.Mam do niego oddzwonić jutro.I kazał mi z tobą pogadać, czy tego chcesz. Wiesz, takie życie ma wiele zalet, ale i wad. Masz pieniądze i fanów, ale nie masz czasu dla rodziny i przyjaciół. Zastanów się nad tym.
Było późno, więc poszedłem do pokoju gościnnego. Było tam łóżko z moją ulubioną pościelą w pieski( Tak,mam 15 lat i pościel w pieski) i małym stolikiem nocnym. Podczas snu myślałem, i myślałem i myślałem… i zasnąłem.
Piątek. Świeże wiosenne powietrze wpadające przez okno dało mi znak, że czas wstawać.Mama weszła do pokoju,usiadła na łózku i zapytała:
-Zastanowiłeś się?
-Chyba jednak wole być tylko gwiazdą Internetu. Mówiłaś, że nie miałbym czasu dla rodziny i przyjaciół, a dopiero co zyskałem pozycje i kolegów w szkole. Chce być raperem w szkole i w sieci, a nie na arenach i studiach nagraniowych.
Mama zamyśliła się, jednak po chwili odpowiedziała:
-To dojrzała decyzja synku. Nie będziesz tego żałował?
-Czego? Tego że koledzy będą musieli płacić za przyjście na mój występ? W szkole mogę to robić na korytarzu i przed szkolą.Za darmo.
-A pieniądze? Często nie moge ci dać tego czego chcesz, bo budżet nam na to nie pozwala.
-Pieniądze szczęścia nie dają.Dobra, wstaje.Co na śniadanie?
-Płatki. A, i wujek zabiera nas do wesołego miasteczka. Znasz go, lubi to.
-Ja też -odpowiedziałem J
Śniadanie zjedzone na szybko,  podróż metrem wśród spojrzeń ludzi i fanek, aż w końcu dotarliśmy do wesołego miasteczka. Zawsze chciałem przejechać się kolejką górską.
Wsiedliśmy z wujkiem do wagonika.Nie wiem, dlaczego mama i ciocia nie chciały. Tłumaczyły to pilną potrzebą fizjologiczną, jednak, coś mi tu nie gra. Domyślacie się o co chodzi :P
Kolejka mknęła z prędkością światła. Było niesamowicie. Chciałbym to powtórzyć. Ale wujek który wysiadł z kolejki jako pierwszy chyba nie
Idąc do domu usłyszałem za sobą jakieś krzyki.Odróciłem się i zamarłem. W moim kierunku biegło kilkanaście rozhisteryzowanych dziewczyn. Mama szturchnłeła mnie i wsiedliśmy do auta. Odjechała z piskiem opon.
-Chcesz się od tego uwolnić?-zapytała.
-Pierwszy raz przeżywam coś takiego ale chce. Nie mam zamiaru was stracić.. Jedźmy do domu.
Spakowaliśmy bagaże i wyjechaliśmy do Nowego Yorku. 
W poniedziałek wszyscy pytali dlaczego zrezygnowałem z propozycji lepszego życia.Powiedziałem po prostu:-
Słuchajcie,mam was,Michelle z którą dzisiaj ide do kina,Luke’a który zawsze będzie najlepszym kumplem,rodzine i was. Czego chcieć więcej? Nie wiem, bo ja już mam coś o czym zawsze marzyłem:przyjaciół…

poniedziałek, 21 maja 2012

Opowiadanie- Nowe życie

Mam nadzieje, że sie spodoba. Piszcie w komentarzach co myślicie :)


Jest 21.30,sobota, ładna, wiosenna pogoda na dworze.Gdyby był dzień, wyszedłbym z Nickiem pograć w baseball czy poszwędać się po mieście.Ah, fajnie jest.Chociaż siedze w domu i się nudze.Nick jest zajęty.Musi napisać nową strategie dla drużyny.Jest trenerem tutejszego zespołu, nasz sport to baseball. Gram w tej drużynie J
A jeszcze kilka miesięcy temu nie było tak fajnie…
Ja,ChrisTurner,urodzony 21 grudnia 1997,wychowałem się w niezbyt bogatej rodzinie. Mieszkamy, a raczej mieszkaliśmy na Brooklynie.Biedna dzielnica, ale klimat i ludzie fajni.Nigdy bym z tamtąd nie odszedł, gdyby nie ta sytuacja… Posłuchajcie jak zmieniło się moje życie.
Wszystko zaczęło się ok.rok temu. Byłem trudnym dzieciakiem. Wiecie, hormony, huśtawki nastrojów i takie tam. Rodzice pracowali w sklepie 3 ulice od domu.Ja chodziłem do gimnazjum. O moich ocenach szkoda pisać.Jakoś dawałem rade, ale rodziced ciągle cisnęli mnie do nauki.Dla nich powinienem być prymusem, szóstkowym ucznie, bo co ludzie powiedzą. I też chcieli żebym wyrwał się z tego bagna, którym dla nich był Brooklyn.Ja nie chciałem z tamtąd odchodzić.Chciałem zarabiać na życie inaczej. Wiecie, że Bronx i Broklyn to stolice rapu w Nowym Jorku.Rapowałem dla kumpli,a oni mówili że jestem dobry.I tak zaczęły się marzenia o zostaniu profesjonalnym raperem.Ale dobra, posłuchajcie co wydaryło się pewnego dnia po powrocie ze szkoły.
Dostałem 3 z matematyki.Dla mnie to dobra ocena, a mama znowu będzie krzyczeć, ze powinienem się bardziej postarać.
Wszedłem do mieszkania.Tata w pracy,mama robiła obiad.
Pierwsze pytanie,jak każdego dnia:
-Dostałeś jakieś oceny?
Nie chciałem,ale i tak by się dowiedziała.
-3 z matmy.-Zaraz zacznie się awantura.
-Znowu? Chris, to kolejna zła ocena! Masz szlaban!-Jak zwykle.Czy kiedyś nie będę miał szlabanu?
-Mamo!Ostatnio dostałem 4 z chemii.
-I ty z 4 się cieszysz?To powinna być piątka lub szóstka! Eh, co za dziecko.
Poszedłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do Elli.Zawsze pomaga mi gdy się smuce.
-Hej, co tam?- zaptałem.
-Co się stało? Znowu awantura w domu?-Kurcze, zawsze poznaje że coś jest nie tak.
-Tak.Uziemiła mnie.
-Mieliśmy pójść na kręgle…
-Tak,wiem.Przepraszam.Jakoś to naprawie.
Z kuchni zaczął dobiegać jakiś okrzyk.Ni radość, ni… nie wiem co.Musiałem tam pójść.
Mama stała przytulona do taty.Cieszyła się,bardzo.
-Co się stało?-zapytałem.
-Tata dostał duża premie.Teraz możemy się przeprowadzić.Zacząć nowe lepsze życie,.
Wiedziałem, że mają dużo na koncie, ale że aż tyle,żeby się przeprowadzić.
Nie chciałem tego, a zraniony wcześniejsza kłotnią o oceny wybuchłem.
-Nie zgadzam się! Nie wyjeżdżamy.Możecie jechać, ale beze mnie.-Wkurzony poszedłem do swojego pokoju.
Reszte dnia spędziłem tam.Nie miałem ochoty się z nimi widzieć.I to był błąd.Wtedy widziałem ich po raz ostatni…
Nie wyhodząc z pokoju wiedziałem , że coś jest nie tak.Obudziłem się o 9,a zwykle już o 6 budzi mnie rumor w kuchni.
Gdy wyszedłem z pokoju, przeraziłem się ponieważ  w domu nic nie było.Dosłownie, NIC! Nawet zdjęcia rodziców ze ślubu.Bez niego nigdzie by nie wyjehali.Kurcze, chyba słowa „ beze mnie” znaczyły naprawde że…beze mnie.
Poszedłem do kuchni.Na podłodze leżała kartka.
„ Chris, przepraszamy, ale nie mogliśmy inaczej.Przez ostatnie lata zachowywałeś się jako dorosły, robiłeś wszystko co chciałeś nie mówiąc nam o tym.Traktowałeś nas jakl smieci, na co nie zasłużyliśmy.Także, pojechaliśmy do Queens,tata kupił mieskzanie, i zaczynamy tu nowe życie,bez ciebie,dokładnie tak jak chciałeś.Koło łóżka masz śniadanie i troche pieniędzy.Chciałes żyć jak dorosły to masz.Powodzenia.Ty maszs swoje życie, a my swoje. Żegnaj.  Rodzice

P.S Niedługo trzeba zapłacić czynsz.Radze znaleźć jakąś prace,chociaż nie wiem czy zatrudniają nieletnich.”
Poszedłem do pokoju i znalazłem 50$ koło łóżka.Była tam też zupa w puszce.
Nie miałem zamiaru znajdować pracy i płacić tego durnego czynszu.Zresztą, i tak bym nigdzie nie dostał pracy.Wiele dzieciaków w NY mieszka na ulicy,więc chyba i ja dam rade.Wyszedłem z domu i wyrzuciłem klucz do studzienki kanalizacyjnej.Czas na zawsze zerwać z przeszłością.Tylko… zacząłem czuć się dziwnie.Tak bez rodziców,sam.Ej,tam.Pójde do Elli,chyba jest w domu , skoro mamy weekend.
Ella mieszka niedaleko.Jednak jej rodzice są jacyś… nie wiem.Nie lubią mnie. Chyba dlatego że Ella ma same 6, a ja?
Zadzwoniłem do niej i powiedziałem, niech wyjdzie na skwerek.
-Co jest?-zapytała.
-Rodzice mnie zostawili.Przeprowadzili się do Queens,a ja wyrzuciłem klucz od domu i postanowiłem żyć na ulicy.
-Wow…eee…że co?=Była zmieszana.
-Rodzice przeprowadzili się do Queens i mnie zostawili.Chyba dlatego, że byłem dla nich nie miły.Ale, spoko.Dam rade.Mam 50$,kupie zapas jedzenia i gdzieś się zaszyje.
-Długo tak nie pożyjesz.Wiesz,ile jest teraz napadów,pobić, i to głównie dla pieniędzy.A jak nie masz, to biorą co masz albo po tobie.
-Daj spokój.Dobra,znasz jakieś miejsce w którym moge zamieszkać?
-Skoro, żyjesz na ulicy,tak? To praktycznie całe miasto to twój dom.A może po prostu pogadaj z rodzicami?
-Nawet nie znam adresu.A po drugie nie mam ochoty.Potraktowali mnie jak zwierze.Wykopali z życia.
-Ale ty podobnie ich traktowałeś.Dobra,musze wracać do lekcji.Mamy dużo zadane.Powodzenia.Nie daj się temu miastu.
Było jeszcze rano, więc poszedłem na spacer po mieście.W zaułkach często można spotkać jakiegoś bezdomnego.Ciekawe, jak oni to robią,że potrafią żyć na ulicy kilka lat?
Znalazłem jakiś zaułek i wiate na samochód, dawno nie używaną.Opuszczoną.Pomyśłałem,że ona będzie moim domem.
Ale po chwili zjawił się tam jakiś gościu i zaczął gotować zupe.Zaraz, gotować zupe w wiacie na samochód?A, podłączył się z grzałką do sąsiedniego budynku.SApryciarz.Dobra,trzeba szukać dalej.
Miasto które nigdy nie śpi.Faktycznie tak jest, ale gdy mrok nad chodzi ono zamiera.Tylko nieliczni mmogą sobie pozwolić imprezy w klubach i podtrzymywać Nowy Jork, aby nie zasnął. A mrok właśnie nadszedł.Cały dzień błąkałem się po nim,ale i tak nie znalazłem miejsca do spania.
Akurat byłem w Central Parku.Usiadłem na ławce,zaczęło padać.W normalnej sytuacji siedziałbym teraz w domu.Ale mokne,siedze na deszczu i mokne.Jak…bezdomny.Jak śmieć.Często przechodziłem koło takich ludzi i myślałem „ Śmiecie,brudasy,debile” A teraz sam nim zostałem.Przez jeden dzień byłem bezdomnym i chyba nim zostane.Nie mogłem znaleźć schronienia.Nałożyłem kaptur i wszedłem pod ławke.Au,i na dodatek walnąłem się w głowe.Ławka była za niska.
-Co tak siedzisz? – usłyszałem głos.Siedziałem z głową pochyloną do tyłu i myślałem, że tylko mi się wydaje.Kto by zagadał do…śmiecia.
-Młody-Ktoś mnie szturchnął.Otworzyłem oczy i spojrzałem.Stał nade mną jakiś chłopak.Starszy, chyba dorosły.Miał czapke i płaszcz.Nie marzł jak ja.
-Zgubiłeś się?- zapytał.Ja dalej siedziałem milcząc.
-Co się stało?
W końcu oprzytomniałem.Odpowiedziałem.
-Nie mam domu.Rodzice mnie zostawili. I..-wtedy zdałem sobie sprawe… że płacze.Nie tylko deszcze spływał po moich policzkach.To też łzy.Ale ja…nigdy nie płakałem…dlaczego?Dlaczego teraz płacze?
-Jak to cie zostawili?-przysiadł się do mnie.
-Nie ważne.Nie moknij.Zostaw mnie.Chyba na to zasłużyłem-powiedziałem i odwróciłem głowe.
Uśmiechnął się.
-Jestem Nick-podał mi ręke.
-Chris.-Pociągałem nosem, chyba coś mnie bierze.-A teraz idź do domu.Nie moknij.
-Chris…-zaczął, ale przerwałem mu.
-No idź! Zostaw mnie tu! Nie potrzebuje pomocy! Poradze sobie!
Popatrzył na mnie, i jakby się zasmucił.
-Cześć-powiedział odchodząć. Ja milczałem.
Rozpadało się bardziej, i chyba ja zacząłem płakać bardziej.
I  nagle zacząłem krzyczeć.Wstałem, darłem się i kopałem ławke, ąż się rozpadła.Nie pamiętam co się działo.Byłem a amoku. Kopałem, krzyczałem w niebogłosy i myślałem , żeby tylko wrócić do domu.Ale jak? Klucz pływa w ściekach.
Nagle… zatrzymałem się.Poczułem że ktoś na mnie patrzy.Stoi za mną, czułem czyjś wzrok na plecach. Nie był to Nick.To był ktoś…zły, ten wzrok nie był miły.
Powoli się odwróciłem.Stało za mną kilku chłopaków z nożami i kijami baseballowymi.Nie wiedziałem co robić. Znieruchomiałem.Jeden zbliżył się do mnie.
-Masz jakieeś pieniądze? Lepiej dla ciebie żebyś miał.-powiedział.Cały czas patrzył na mnie tym złowrogim wzrokiem.
-Sam dasz czy mamy sobie wziąć?- ciągnął dale chodząc dookoła mnie.Mógł w każdej chwili zaatakować.Nie reagowałem, chyba…bałem się?
I wtedy padł pierwszy cios.W plecy.Przewróciłem się.Potem inny kopnął mnie w głowe. I kilka razy walnął kijem w plecy. Potem chwila przerwy.Czekali aż się podniose. Wstałem.
-I co, dalej nie masz pieniądzy,tak?-powiedział i znowu obszedł mnie do okoła. Wreszcie odzyskałem mowe.Jednak to co powiedziałem, nie zmieniło mojej sytuacji.
-Chłopaki, naprawde nie mam kasy! Zostawcie mnie!-miałem chęć uciec.Ale otoczyli mnie.Nie dałbym rady.
 Wtedy poczułem noż przy gardle.Zacząłem się bać.
-Gramy dalej?-zapytał.
Poddałem się.Wyciągnąłem te 50$ z kieszeni i podałem im.
-Grzeczny chłopiec- powiedział.Ale to nie wszystko.
-A telefon masz?-Inny zaczął wymachiwać mi kijem przed głową.
-Nie-To był błąd.Chyba wiedzieli, że mam. Ten z nożem rzucił mnie na ziemie, a reszta zaczęła katować.Nie potrafie tego opisać.To było straszne kilka minut.

Zabrali mi telefon, kase i odeszli.Ja…leżałem na ziemi.Przez kilka minut.Padał deszcz, to nasilało ból.Krwawiące rany od noży,poobijane kości i rozwalony nos.Auua! Boli! I znowu się darłem.Zamknąłem oczy z myślą że to złagodzi ból.Ale teraz znowu się bałem.Usłyszałem kroki.Wrócili.
Ale ten ktoś mnie podniósł.Nie protestowałem.Nie mogłem.I nie czułem od niego zła.Ja czułem się…bezpiecznie.Ale, kto to do cholery jest?
--Kto ty-zacząłem, ale ten ktoś mi przerwał.
-Cii…-Faktycznie, lepiej oszczędzać siły na potem. Byłem zmęczony i oblały.Ale…skądś znam ten głos...
Weszliśmy do jego mieszkania.Położył mnie na sofie i zdjął kurtke.Teraz go poznałem.To Nick.Nie sądziłem, że po tym co zrobiłem po mnie wróci.
-Słuchaj, mało się znamy.Ale co się stało?- zapytał i podał mi koc. Byłem cały przemoczony.-
-Dzięki… że mnie uratowałeś.-Nie sądziłem, że kiedyś powiem te słowa-…zaatakowało mnie kilku ludzi.Zabrali  pieniądze i komórke.
-A dlaczego mokłeś w Central Parkku?
-Rodzice mnie zostawili, bo im pyskowałem i byłem niemiły.I…sory za to w parku.Nie chciałem.No i zostawili mnie, a ja wyrzuciłem klucz do mieszkania żeby zerwać z przeszłością i rozpocząć nowe życie jak oni.Myślałem że życie na ulicy jest fajne, ale tak nie jest.
-Nie gniewam się.Dobra, musimy coś zrobić z tymi ranami.Pójde po apteczke.
Nick opatrzył moje rany i…zacząłem czuć się bezpiecznie u niego w domu. Zrobił mi herbate.Od razu lepiej się poczułem.Nie ma to jak rozgrzewający napój po takich przygodach.
Dał mi swoje ubrania i pościelił na sofie. Było późno.
-Dobra Chris.Zostaniesz tu na noc, a rano coś wymyślimy.Musimy się kłaść.Jest 23,a ja mam prace rano.A ty chyba szkołe?
-Nie pójde do szkoły.
-Twój wybór…-Wow, chyba nie myślał że taki pilny uczeń ze mnie?
W nocy padało.Krople stukały o parapet.Ale zasnąłem szybko.Natłok wydarzeń dnia dzisiejszego szybko dał mi do zrozumien ia,że pora spać.Ale zanim to zrobiłem, to pomyśłaem o rodzicach.Ciekawe co robią?Troche chyba za nimi teśknie.Ale spoko,dam rade.
Rano słońce wpadło przez okno.Dało mi to do zrozumienia że będzie dobry dzień.Ale…kurcze,wszystko mnie bolało.Stanałem na nogi, ale nie ruszyłem ręką.Iggłowa była posiniaczona.Boli!
-Jak się spało?
Z Nicka to chyba ranny ptaszek.
-Dobrze.Dzięki za nocleg.Chyba będę się zbierać.
-A gdzie pójdziesz,co? Wiesz gdzie mieszkają twoi rodzice?-Chyba nie myślisz,że tam wróce?
-Nie wiem.I nie chce tam wracać.
-A co będziesz robił przez cały dzień?
-Błakał się po mieście w poszukiwaniu miejsca do spania, jak wczoraj.
-Nie.Pójdzioesz ze mną do pracy.Lubisz baseball?
-I to jak.
-Top się dobrze składa.Jestem trenerem tutejszej drużyny juniorów, i jutro mamy trening.Ile masz lat?
-15.A co?
-Jeśli dobrze grasz, to może znajdzie się dla ciebie miejsce.
Dziwnie się czułem.Znam go jedną noc, a on zachowuje się jakby był moim dobrym kumplem.Zobaczył to.
-Słuchaj Chris.Wiesz…ja…czuje się tak jakby za ciebie odpowiedzialny.Uratowałem ci życie,nie masz nikogo, więc…
-Dobra.Chodźmy-Przerwałem tą sytuacje.Nie lubie takich.
Poszliśmy na miejscowe boisko.Nick podszedł do chłopaków z drużyny.
-Ludzie, to jest Chris.Bedzie dzisiaj z nami grał.Dzielimy się na drużyny i zaczynamy.Mamy mecz za tydzień, pamiętajcie.
Nick podał mi kij i stanąłem na bazie.Chłopak z tyłu powiedział:
-Tylko nie spudłuj.
-Nie mam takiego zamiaru-odpowiedziałam.Jestem dobry w tą gre.
Piłka leci,leci,leci…Bam! Wybiłem poza boisko.Mamy HOME RUN! Nick spojrzał na mnie z zachwytem,podszedł i powiedział:
-Witaj w drużynie,Chris.
Wow, rodzice by mi na to nie pozwolili. Według nich miałem tylko się uczyć.
Jeszcze tego dnia otrzymałem koszulke z moim nazwiskiem: Turner. Fajnie jest mieć koszulke z własnym nazwiskiem J
Wróciliśmy do domu.Wczoraj tego nie zauważyłem.Pod ścianą stał Xbox.
-Nick, pogramy na XBoxie?
-Jasne.Lubisz?
-Bardzo.Grałem u kolegi, moich rodziców nie stać na takie zabawki.
To był fajny dzień.Chyba zaczynam  go lubieć.Nick jest fajny, ma XBoxa, jest moim trenerem i … przyjacielem? Nie wiem, chyba to za krótko żeby mówić o przyjaźni.Dobry kumpel? Nie wiem już…
Wieczorem wypiliśmy herbate,zjedliśmy pizze i zaczel;iśmy gadać.Nie wiem, co mi przyszło do głowy, ale zapytałem:
-Nick, mógłbym jeszcze troche u ciebie pomieszkać?
-Jasne, nie krępuj się.Fajnie mi się z tobą mieszka.Jesteś fajny,wesoły i wcale nie taki pyskaty jak mówiłeś.
-Nie znasz mnie na tyle dobrze.
I tak minął tydzień.Cały tydzień mieszkałem u Nicka, i chyba nawet przestałem się smucić tym, co zrobili rodzice.Znalazłem w nim, kumpla i zaprzyjaźniłem się z nim chyba.
Nadszedł piątek. Wieczorem poszliśmy z Nickiem na boisko i pograliśmy jedne na jednego. Tym bardziej,że jutro mecz.To była dobra zabawa i dobry trening.
Musisz odpocząć-powiedział, gdy wróciliśmy do domu.-Jutro wielki dzień.
-Nom.Troche się boje.
-Czego?-zapytał.
-Tego że przegramy.Pewnie nie będziesz chciał mnie znać.
-Oszlałeś? Jesteśmy kumplami. Zrobie hamburgery i co ty na to żeby jeszcze chwile pograć na XBoxie?
-Stoi!-Wie co lubie J
I  mamy sobote rano.Wielki dzień.Wstaliśmy wcześniej.Nick dopilnował żebym był w dobrej kondycji, dlatego wczoraj obbiegliśmy cały Central Park.Tym razem bez niespodzianek,chociaż troche się bałem.Ale Nick był ze mną więc byłem bezpieczny.Kurcze, na serio jest dla mnie jak tata.Chciałbym,że by tak było…
Godzina 15, dużo ludzi na trybunach.Rodzice nie interesuja się baseballem więc nie przyjdą.Ale nie przejmuje sie tym.Wygram ten mecz i Nick będzie ze mnie dumny!
Pierwsza piłka odbita,kolejne też i tak przetrwaliśmy cały mecz.Fajnie, że moim trenerem jest Nick.To mi dawało siłe,żeby odbijać je coraz dalej.
Gdy odbiłem ostatnią piłke i dobiegłem do bazy Nick podskoczył i wybiegł na boisko.Przytulił mnie.
-Jestem z ciebie dumny.Brawo, dzieciaku-Powiedział to z takim ciepłem.
Nick-zacząłem.Miałem go o to zapytać wczoraj,ale zdecydowałem że dzisiaj w takiej radości będzie lepiej. 
-Czy mogę z tobą mieszkać już tak…wiesz… na zawsze?-Spodziewałem się,że powie nie…
-Wiesz, zawsze chciałem mieć syna.Nie ważne że przyszywany, ale jesteś jak mój syn.Jasne, że możesz.
Top była magiczna chwila.Chwila zwrotna w moim życiu.Chwila która je zmieniła. 
Obaj się powyliśmy.Byliśmy szczęśliwi że wygraliśmy mecz i że staliśmy się prawie-rodziną.    
Kilka miesięcy temu była wigilia.Spędziliśmy ją razem z dziewczyną Nicka,Victorią.Stała się moją przyszywaną mamą.
Wszyscy dawaliśmy sobie prezenty.Ja dostałem nowy telefon.Super sprawa.A Nickowi dałem kolejną porcelanową figurke dalmatyńczyka.Lubi je.Pełno takich w domu,ale nigdy nie za wiele.   
Wigilia była fajna.Było to 4 miesiące temu.Nick posłał mnie do szkoły na Brooklynie.Ale innej, skoro chciałem zerwać z przyszłością.I zmienił mi nazwisko,już nie Chris Turner,tylko Chris Clinton.I gadał przez telefon z rodzicami.Musieli się na to zgodzić
Jednak ja nie chciałem z nimi rozmawiać.Mam teraz nową rodzine.Ok, i teraz najlepsze.Po tej rozmowie oficjalnie mnie adoptował.Rodzice pozbyli się praw rodzicielskich i Nick z Victorią stali się moimi prawdziwymi rodzicami.Ale super.     
Teraz mówie od niego tato.I mam własny pokój u niego w domu.Zaraz, to już właściwie mój dom. Mam też  fioletową tapete w paski na ścianie.Rodzice mi nie pozwolili.Oni urządzali mój pokój, nie ja.A meble do mojego( tego teraz) wybrałem ja.I Nick pozwolił mi na DUŻE łóżko.Super sprawa.   
 I Nick kupił mi własny mikrofon do pokoju.Teraz mogę nagrywać mój rap.Rodzice tego nie akceptowali.Uważali, że rap jest zły.                                                                                                     
I tak wspominam ostatni rok.Siedze w fotelu,pije herbate i głaskam kota.Czekam aż Victoria wróci z pracy żeby pomóc mi w lekcjach.I czekam aż Nick skończy z tą strategią.Dawno nie graliśmy na XBoxie.
O, Victoria wróciła.Dobra,spadam do lekcji.Opowiedziałem wam historie mojego życia.Troche wzlotów i upadków jak w każdym.Ale na szczęście mamy Happy End
Na początku tęskniłem za rodzicami,ale teraz mam nową rodzine i bardzo się ciesze że ich mam.Szanuje ich,kocham i nigdy nie skrzywdze.Wam życze tego samego.Kochającej rodziny i szczęśliwego życia…