Ta historia
zdarzyła się rok temu. Był lipiec 2012. Wakacje, lato, słońce i dziewczyna, z
którą wiązaliśmy wielkie plany. Jaka szkoda, że uczucia i chwile są takie
nietrwałe <3
Zawsze
marzyły mi się wakacje nad morzem. I nareszcie, po latach oczekiwania. Mając te
23 lata, naukę za sobą, energie i
nadzieję na niezapomniane lato, jadę pociągiem
nad morze. Konkretnie, do Sopotu. Zatrzymałem się w bardzo dobrym
ośrodku wypoczynkowym. Ucierpiał na tym rodzinny budżet, ale za to coś czuję,
że to będą super wakacje.
Gdy
dojechałem na miejsce, pogoda dopisywała. Było gorąco, a gdy spojrzeć na plaże
i przechadzające się samotnie dziewczyny, temperatura przekraczała skalę.
Zameldowałem
się i poszedłem obejrzeć pokój. Był duży, stało tam ogromne łóżko. Łazienka też
kolasy A+. Wróciłem do sypialni i zwróciłem uwagę na 2 okna. Spoglądając przez
nie, możemy zobaczyć plaże i park. Dalej
: korty tenisowe, boiska do kosza, baseny i różne atrakcje, jakich zawsze
chciałem.
Zostawiłem
torby w pokoju i zrobiłem sobie spacerek po budynku. Na początek odwiedziłem
restauracje, gdzie pozwoliłem sobie na drinka, tak na dobry początek.
Następnie
wydałem trochę kasy w salonie gier, sklepiku z pamiątkami i wychodząc na dwór
zahaczyłem o bankomat, ponieważ czuję, że pieniądze, które mam w portfelu
starczą na góra dzień J
Na zewnątrz
słońce dalej grzało. Nareszcie czułem że mamy lato i mam dwa tygodnie na
odpoczynek i życie w luksusie, bo potem wracam do szarej rzeczywistości i
szukania pracy.
Przechadzałem
się po okolicy. Plaża wyglądała wspaniale, okoliczne lasy i zarazem miasto były
ucztą dla moich oczu. Naprawdę, pięknie wyglądało to miejsce.
-
Przepraszam? - zapytała mnie jakaś dziewczyna.
-Tak, co
jest? - odpowiedziałem.
- Nie wiesz
może gdzie można dobrze zjeść? Jestem z
koleżankami na wakacjach i mamy ochotę na coś zimnego do picia i jakaś
przekąskę.
- Hotelowa
restauracja, albo bar za rogiem, nie narzekam.
- Mieszkasz
w tym hotelu?
-Tak, drogi
ale fajny. Polecam.
- Dobra.
Dzięki, część.
Pożegnałem
się i spoglądałem na oddalającą się grupkę dziewczyn. Opalone, ładne. Nasunąłem
okulary przeciwsłoneczne na oczy i pomyślałem :
- To będą
super wakacje.
Szedłem
dalej ulicą i rozglądając się planowałem nadchodzące dwa tygodnie. Kiedy gdzie
pójdę, co będę robił itp.
Zbliżała się
godzina 16, ale nadal było słonecznie.
Urok lata to właśnie długie dni, ciepło i ta atmosfera, że po zimowej depresji
zachciewa się żyć.
Siedziałem w
basenie i grałem w jakaś durną grę na telefonie. Za chwile odebrałem połączenie od mamy.
Miała nie
dzwonić, bo chciałem żyć przez chwile własnym życiem, ale matczynej natury nie
zmienisz, trudno. Wypada być miłym i nie psuć sobie humoru.
- Tak mamo?
- zapytałem, popijając cole przez rurkę.
- Podoba ci
się pokój? Drogo kosztował, więc nawet nie mów Nie.
- Jest
super. Mam ładny widok z okien. Ogólnie, cały ośrodek jest czadowy.
- Jakie masz
plany na resztę dnia?
- Przed
chwilą przynieśli mi cole. Wiesz, obsługa hotelowa to naprawdę super rzecz.
- Cieszę
się, że ci się podoba. Pytałam co będziesz robił.
- Jeszcze
nie wiem. Tyle tu wspaniałości, że nie mam pojęcia od czego zacząć. Ale drinki
mają wyśmienite.
- Dobrze,
nie przeszkadzam. Baw się i nie zrób sobie krzywdę.
-Mamo! -
podniosłem się z miejsca, bo nie łubie kiedy tak mówi. Usłyszałem za sobą
chichot dziewczyn. Wyglądałem pewnie dość dziwnie.
-Pa, na razie. - rozłączyłem się i odłożyłem
telefon.
-Którejś
jest gorąca? Woda w sam raz, może się ochłodzicie.
-Yy… nie
dzięki - Speszone odeszły w dal.
- Chyba to
nie był dobry tekst - pomyślałem i poprawiłem umoczone kręcone włosy.
- Na knajpach się znasz, ale o flircie nie masz
pojęcia - powiedziała jakaś dziewczyna i stanęła na brzegu basenu. Znam ją.
Podpowiedziałem jej, gdzie można zjeść.
- Cześć.
Drugi raz tego samego dnia, a nawet nie wiem jak się nazywasz… - spojrzałem na
nią.
- Nie jesteś
w moim typie - puściła do mnie oczko, pomachała ręką, wskazując na mnie palcem
i odeszła do koleżanek. Siedziały na plaży niedaleko i opalały się.
Po dwóch
nieudanych próbach zawarcia znajomości wróciłem do pokoju, posiedziałem trochę
przy laptopie, zjadłem kolacje tj. rybkę prosto z morza i wieczorem, siedząc w
łóżku czytałem książkę. Nie mogę przecież wykorzystać wszystkich atrakcji tego
miejsca w jeden dzień.
Stanąłem
koło okna żeby obejrzeć jak to miasto wygląda w nocy. Nie kusi taką ilością
świateł jak New York czy Warszawa, ale widać jakiś klub, gdzie impreza trwa na całego.
Kierunek:
Klub i impreza.
Ubrałem się
nawet elegancko i poszedłem się zabawić.
Klub był
duży. Było tam dużo świateł, dziewczyn i próbujących coś zacząć facetów. Mam
małe szanse na flirt, ale chyba nawet nie będę próbował. Może jakaś sama mnie
zauważy.
Mam naturę
flirciarza, lubię żyć szybko i na bogato. Niestety, mogę to robić tylko te dwa
tygodnie. Dlatego wykorzystam je na maksa.
- Piwo
proszę - Barman podał mi butelkę, ja znalazłem wolną kanapę po bokach parkietu
i obserwowałem horyzont.
Dziewczyn
było do grona, ale ja miałem już upatrzoną blondynę w mini i opasce z cekinami.
Błyszczała w świetle reflektorów i
przyciągała do siebie facetów.
Wszedłem na
parkiet i powoli zbliżałem się do tego błyszczącego diamentu, ale ona mnie
olała i zaczęła tańczyć w gronie chłopaków, odwracając się do mnie plecami.
Widząc jak
ma mnie gdzieś, kierowałem się do wyjścia.
Nagle zostałem popchnięty przez tańczący tłum i przez to wpadłem na
jakaś laskę pijącą drinka. Już nie miała co pić, bo kieliszek wypadł jej z ręki
i rozbił się na podłodze.
- Sory, nie chciałem - przeprosiłem na szybko.
-Spoko, nic
się nie stało.
- Ty,
blondas - usłyszałem nadchodzącego, chyba pijanego gościa.
- Czego ją
zaczepiasz? - naćpany albo pijany typ przyczepił się do mnie.
- To był
wypadek. Przeprosiłem i nic jej nie jest! - wdałem sie w awanturę, choć
chciałem to załatwić spokojnie.
- Marek! -
Zbliżała się jakaś panienka.
- Magda na
ciebie czeka. Siedzi w korytarzu - powiedziała. Nawet w ciemnościach poznam tą dziewczynę.
Zresztą, widziałem ją już dwa razy dzisiaj.
- Chłopak
koleżanki. Nic ci nie zrobił? - zapytała, przyglądając się mi.
- Nie.
Kurcze, trzeci raz. Jak ty to robisz?
- Mam swoje
sposoby. - Uśmiechnęła się i odeszła. Nawet nie zacząłem z nią gadać
praktycznie. Ale chciałbym, żeby dała mi chwile i zdążyła mnie poznać.
Wróciłem do pokoju.
Po długim, pełnym wrażeń dniu należy się odpoczynek. Kładę się spać, jest 2:35.
Następnego
dnia obudziłem się koło 10:30. Wstałem, ogarnąłem się i wyszedłem na świeże
powietrze. Dzisiaj grzało mniej, niebo
było bezchmurne. Spacerowałem po plaży. Po chwili usiadłem na brzegu i
wpatrywałem się w fale, mewy i ludzi bawiących się w wodzie.
Spędziłem
tak kilka minut. W pobliżu jest plażowy bar, gdzie się właśnie udałem.
Spotkałem tam znajomą twarz.
-
Dziewczyno, jak ty to robisz?
Zaskoczona
moim pytaniem, brązowowłosa piękność odwróciła głowę.
- Jak co
robie?
- Jak magnes
przyciągasz mnie do siebie. A w ogóle to dzięki za uratowanie mi tyłka w
klubie.
- Marek jest
spoko, tylko za dużo wypił. Pokłócił się z Magdą, ta siedziała i płakała na
korytarzu, a on się do ciebie rzucał. Odwala mu czasami.
Nie
odzywałem się, nie znam jej, żeby ocenić tę sytuacje.
-Przejdziemy
się? - zapytałem.
- Dziewczyny
mnie zostawiły, pokłóciłyśmy się wczoraj więc… ok.
Chodziliśmy
wzdłuż plaży. Słońce grzało, woda pluskała.
-Uważaj! -
krzyknęła nagle i przewróciła mnie na ziemie.
-Co ty-
miałem wybuchnąć, ale nade mną przeleciała właśnie piłka do koszykówki. Co było
dziwne, boisko jest kilka ulic stąd.
- Ciągle
muszę cie ratować - powiedziała.
- Może to
przeznaczenie? - powiedziałem z uśmiechem.
Rzuciła na
mnie garść piasku .
-
Zapomnij-Uśmiechała sie, czyli wcale tak nie myśli.
Przez moment
patrzyliśmy na siebie.
- Roksana -
powiedziała i podała mi rękę.
- Wojtek-
pomogła mi wstać.
Jej czerwone
bikini, brązowe włosy, złote kolczyki i niebieskie oczy tworzyły idealną
harmonie. Musi być córką samego Zeusa, jest idealna.
- Idziemy do
baru? Postawie ci drinka. - zaproponowałem.
- Niech ci
będzie.
W barze trochę
pogadaliśmy.
- W którym
hotelu mieszkasz? - pytałem.
- W ośrodku
wypoczynkowym niedaleko. A ty w tym tu?
- Tak.
Bardzo mi się podoba.
- Masz kasę
na takie drogie rzeczy? - zapytała zdziwiona.
- Raz się
żyje, więc trzeba wykorzystać życie na całego.
Myślała o
tym przez chwile, milczała.
- Jesteś skryta.
I nieśmiała. Dlaczego?
- Nieważne.
Po prostu jestem.
- Ale i tak coś mnie do ciebie ciągnie, wiesz…
- Chciałem się lekko zbliżyć.
- Nigdy nie
miałeś dziewczyny, co? - Odsunęła się gwałtownie.
- Nie -
Poddałem się. Chyba na dzisiaj koniec z podrywem.
- Widać. Nie
umiesz flirtować i jesteś nachalny. Postaraj się najpierw poznać dziewczynę, a
potem odstawiaj ten cyrk. - Odeszła, jakby wkurzona.
Bo była
wkurzona. Siedziałem potem na balkonie w pokoju i chciałem zajrzeć w głąb
siebie. Co tam widzę? Widzę tą szopkę, którą odstawiam, żeby na sile poderwać dziewczynę.
Tak naprawdę, to chyba ja jestem nieśmiały. Coś mnie do niej ciągnie, a ja chce
szybko mieć ją dla siebie. Chyba tak się nie da. Chyba musze jej pokazać ze
jestem wartościowym człowiekiem, a nie pozerem, nachalnym gnojkiem szastającym
kasą i zgrywającym macho.
- Obsługa
hotelowa - usłyszałem. Przynieśli mój obiad.
Zjadłem i
miałem zamiar poszukać Roksany, ale pomyślałem „Po co? Wkurzyła się na mnie i
dzisiaj chyba tylko ma ochotę na mnie krzyczeć”
Poszedłem na
boisko do kosza. Chciałem rozprostować kości
Pograłem
trochę i poznałem kilku chłopaków. Ale to nie była znajomość na dłuższą metę.
I tutaj
właśnie znalazłem kolejny powód dlaczego nie mam dziewczyny i dlaczego nie mam
kolegów. Bo naprawdę nie umiem do nikogo
zagadać. Zgrywam luzaka, czasem twardziela tylko po to żeby zaimponować innym. A
oni chyba nie lubią takich ludzi. Trzeba zacząć być sobą.
Resztę dnia
spędziłem w pokoju. Poleżałem na leżaku na balkonie, poczytałem książkę i tak
minął wieczór. I tego wieczoru postanowiłem zmienić swoje życie. Zacznę
oczywiście od naprawienia tego co spaprałem już na samym początku.
O poranku wyszedłem na deptak,
pochodziłem po sklepach i kupiłem kilka rzeczy. Potem poszedłem do baru na
plaży. I czekałem. Czekałem. Dosyć długo czekałem. Ale los mi to wynagrodził.
Roksana zjawiła się tu koło 12.
- Znowu
chcesz świrować? - zapytała, kupując sok.
- Wkurzyłaś
się na mnie, ale tak naprawdę nie jestem taki jak myślisz. Proszę, przyniosłem
- podałem jej paczkę kolorowych groszków mlecznych.
- Skąd
wiedziałeś? - wzięła i spojrzała na mnie tymi cudownymi niebieskimi oczami.
- Jestem
spostrzegawczy. Jadłaś je wczoraj przy barze.
- Chodź się
przejść - powiedziała.
Poszliśmy do
pobliskiego parku. Był tam taras widokowy. Naprawdę cudowny widok.
Następnie
zabrała mnie na molo. Długie molo. Przeszliśmy je, a będąc daleko od lądu, na
końcu tej kładki, usiadła na deskach i patrzyła w morze.
- Jest jak
ja - powiedziała wpatrując się w fale - Czasem spokojne, czasem nerwowe.
Przepraszam, może naprawdę wczoraj trochę mnie poniosło.
- Ale masz
racje. Jestem nachalny, zgrywam cwaniaka i postaram się zmienić. Przepraszam.
Uśmiechnęła
się, jakby czekając co dalej powiem.
- Chcesz się
zabawić? - zapytałem z wielkim uśmiechem na twarzy szczęśliwy , że wyrzuciłem z
siebie skrywane do tej pory słowa prawdy.
- Co masz na
myśli? - Była ciekawa, nie zwlekałem z niespodzianką. Wziąłem ją za rękę i
poszliśmy do na plaże.
Idąc ze mną
po plaży nie spodziewała się, że za chwile wezmę ją na ręce i wbiegnę z nią do
morza.
- Ha,ha.
Głupek! - Śmiała się, kiedy upadliśmy na fale. Fajnie było widzieć , że jest
szczęśliwa. Że to ja dałem jej tą frajdę.
Zaczęliśmy
pluskać się w wodzie nie zważając na osoby gapiące się na nasz ubaw. Byliśmy szczęśliwi.
Nasze
wygłupy w Bałtyku trwały jeszcze jakieś pół godziny. Nie żałuje, to był dobrze
spędzony czas. Następnie zabrałem ją na smaczną rybę ze smażalni niedaleko.
Cały dzień
spędziliśmy razem. I następny też. W końcu, podczas spaceru po punkcie widokowym,
który Roksana uwielbia zapytałem:
- Skoro tak
się dobrze dogadujemy, to może jednak dasz mi szanse? - Zachodzące słońce
podkręcało atmosferę. Komedia romantyczna czy nudny serial? Nazywajcie to sobie
jak chcecie. Nie ważne że naiwny chwyt, ważne, że spodobał się jej.
- Kilka dni
temu powiedziałabym tak. Spławiłabym tego
cwaniaka szastającego kasą i wyrywającego panienki na samochód i
szpanerski uśmiech. Ale teraz, zaczynam zakochiwać się w tym romantycznym,
cudownym chłopaku - Przytuliła się i spojrzała
mi w oczy i lekko cmoknęła w policzek.
- A może by
tak…
- Nie
schrzań tego i nie baw się moim uczuciem - powiedziała i zbliżyła swoje usta do
moich. - Obiecujesz? - zapytała cichutko. Uroczo.
- Tak. Chyba
- tego Chyba nie dała mi powiedzieć. Objęliśmy się i czułem, że czas zwalnia. I
że mi to nie przeszkadza. Chciałem, by ta chwila trwała. Niech lecą meteoryty,
niech Bałtyk wylewa i niech pioruny strzelają dookoła nas, nie dam im rozłączyć
dwóch kochających się serc.
- Ej, wy
tam! - Jakiś dziadek przerwał moment, który miał trwać wiecznie.
To był
ochroniarz. Okazało się, że to miejsce był nieczynne po 19, A była 22! Zmyliśmy
się niczym Bonnie i Clyde po zbrodni.
Następnego
dnia zarosiłem moją dziewczynę ( Dziwnie to brzmi w moich ustach, a jeszcze
lepiej zabrzmi w uszach moich rodziców xD ) na kolacje. Cały dzień
zastanawiałem się co może się stać i jak do tego nie dopuścić. Słowem, chciałem
żeby ten wieczór był perfekcyjny. Wiem, że moja One Less Lonely Girl nie lubi
ekskluzywnych restauracji, dlatego przeniosłem restauracje do swojego pokoju.
Dosłownie, chyba nie zauważą braku jednego stolika w tym gąszczu ludzi.
Zamówiłem kwiaty, obsługę hotelową, założyłem najlepszy garnitur i czekałem na
mojego skarba. Rozejrzałem się po pokoju
: szampan, stolik z restauracji, bukiet z 50 róż, nastrojowe oświetlenie i
płatki róż wraz z małym upominkiem na łóżku. Na podłodze też rozsypałem płatki
róż. Chyba mi się udało stworzyć niezapomniany wieczór i nastrój i otworzyć
sobie drzwi do jej serca.
Roksi
zjawiła się ok. 21. Kiedy zobaczyła, jak przemieniłem zwykły pokój hotelowy w
Walentynowy raj najpierw zaczęła się śmiać, a po tym podeszła do mnie i rzekła:
-Jest
pięknie. Ale walentynki już były.
- Dla ciebie
mogę nawet oszukać kalendarz.
Przytuliła
się i razem upadliśmy na łóżko zrzucając większość mojej zabawy z różami
na podłogę. Nawet nie widziała jakie
ładne serduszko zrobiłem :)
To co,
siadamy? - zapytałem.
Usiedliśmy
do stoły. Ja chwyciłem za telefon i wezwałem obsługę hotelową.
- Proszę
moje zamówienie. Apartament 18. Dziękuje.
- Po chwili
zjawił się kelner z bardzo dobrym kurczakiem, deserem lodowym na potem i
darmowym winem na koszt firmy. Nie należy chyba mieszać alkoholu, ale dzisiaj
zasady przestały istnieć. Liczy się tylko szczęście tej dziewczyny.
Po zjedzonej
kolacji i deserze Roksana została u mnie na noc. Pierwszy raz chyba spała w tak
dużym łóżku z takim facetem jak ja. Cieszę się, że jesteśmy tak blisko i po
tylu trudach nareszcie mogę powiedzieć że jest moja i że zaprosiłem ja na
randkę marzeń. Kolorowych snów, moja gwiazdko. Mam nadzieje, że spotkamy się
również tam.
Spaliśmy
przytuleni. Ja przez chwile nie mogłem zasnąć. Zaczynałem się zastanawiać, czy
ja naprawdę dam jej wszystko, czy będzie ze mną szczęśliwa i czy będzie kiedyś
mogła powiedzieć że ma kochanego męża i że jej dzieci będą szczęśliwe że maja
najlepszego tatę na świecie. I w tej właśnie chwili uświadomiłem sobie że
nie mam jej numeru telefonu. Zawsze
spotykaliśmy się tak jakoś spontanicznie. No nic, jutro trzeba będzie wziąć. Przecież
niedługo mój pobyt tutaj się skończy i zostanie nam tylko telefon do siebie
wieczorem i czasem spotkania w weekendy.
Z tych rozmyślań
i wątpliwości wyrwał mnie właśnie dźwięk telefonu. To mama.
- Mamo,
proszę. W dzień jakoś wytrzymam, ale o 2 w nocy…
- Tata jest
w szpitalu. Lekarze mówią że to coś poważniejszego. Potrącił go samochód i miał
jakąś ważną operacje. Lekarze coś szepczą, że chyba nie ma szans i jeśli chcemy
mu powiedzieć coś ważnego czy coś, to nie ma czasu.. - mama przekazała mi
straszną wieść.
- Nie
panikuj, jutro tam będę.
- Ale on
może już tej nocy… O Boże. - Głos jej się załamywał.
Tata jest
dla mnie wzorem do naśladowania, człowiekiem z którym spędziłem całe
dzieciństwo. Nie mogę pozwolić, żeby w ostatnich chwilach życia nie było mnie
przy nim.
Po cichu,
lecz w panice spakowałem bagaże. Nie mogłem jej budzić. Wyjeżdżam za chwile.
Nie wiem czym, ale jeszcze tej nocy zobaczę się z tatą.
„Zadzwoń.
Musiałem wyjechać. Pilne. Przepraszam. Kocham cie. 645643533” Krótko i zwięźle. Mam nadzieje, że zrozumie.
Taką kartkę zostawiłem na komodzie koło łóżka. Jutro będę czekał na telefon.
Wyszedłem z
hotelu i udałem się na dworzec kolejowy. Niektóre pociągi kursują w nocy. Na
szczęście trafiłem na pociąg do mojego rodzinnego Lublina.
W trasie
ciągle myślałem o tacie. O chwilach które razem przeżyliśmy, o planach jakie
miałem, gdzie zabrać rodzinę na następne wakacje. Modle się, żeby tata przeżył.
Czasem siła wyższa przewyższa medycynę i logikę oraz treści zapisane w
książkach.
Jednak, tym
razem Bóg miał inne plany. W Lublinie byłem ok. 9 rano. Dotarłem do szpitala i
w pokoju gdzie leżał tata zastałem puste łóżko. Na korytarzu spotkałem mamę.
Zasmakowała w środkach uspokajających podawanych przez lekarzy i emocje z niej
wyparowały. Siedzieliśmy tam i wspominaliśmy tatę. Na razie nie mówiłem jej o
mojej miłości, którą zostawiłem samą w sopockim Hotelu. Pewnie jeszcze śpi, mój
telefon milczy.
Zabrałem mamę
do domu. Niech się prześpi, odpocznie. To musiała być dla niej ciężka noc.
Mama
odpoczywała, a ja siedziałem jak na szpilkach. Czego nie dzwoni? Mamy godzinę
13. Co się stało?
Denerwowałem
się. Mogła się obrazić, ale gdyby przynajmniej dała mi wytłumaczyć co i jak.
Dlaczego wcześniej nie wziąłem od niej tego cholernego numeru?
Wieczorem,
tego samego dnia wyszedłem na taras i porozmawiałem z mamą. Zapytała jak
spędziłem czas w Sopocie.
- Ogólnie
było bardzo fajnie - opowiadałem, popijając piwo. - Poznałem też taką jedną… -
W tym momencie mama zaczęła się jakby bardziej interesować tym co mowie.
- To coś na
dłużej? Fajna? - pytała.
-
Perfekcyjna. Miała zadzwonić, ale chyba mnie olała. Straciłem ją.
- Nie mów
tak. Może coś wspominała, gdzie potem jedzie, gdzie mieszka? - Mama chciała mi
pomóc.
- Wiesz,
piwo mi się kończy. Chyba już się położę.
Nie miałem
teraz ochoty z nią gadać. Chciałem porozmawiać tylko z jedną osobą. Z
pięknością o niebieskich oczach i długich brązowych włosach, która pewnie teraz
myśli o mnie „Ty kretynie. Zaufałam ci, a ty okazałeś się najgorszym dupkiem na
świecie”. To chyba jedyne, jak może o mnie myśleć. Skoro laska, która według
mnie dała mi szczęście nie daje znaku życia, to oznacza, że ja jej życia nie
zmieniłem. Wręcz przeciwnie, zepsułem jej miłe wspomnienia z wakacji.
Ale przecież
napisałem jej mój numer, położyłem karteczkę od razu koło łóżka ta, aby ten
skrawek papieru był pierwszą rzeczą, którą zobaczy. Jakie cholerstwo zepsuło
ten genialny plan?
- Obsługa
hotelowa - usłyszałem. Zaraz… Co?
-Tylko sobie
żartuje - Mama weszła do pokoju i przyniosła mi śniadanie. - Pewnie takie
miałeś poranki przez ostatnie dni - Wyszła z uśmiechem, mając nadzieje że jej
uśmiech przejdzie na mnie.
Zamknąłem
oczy, żeby uświadomić sobie że ostatnie czego mi teraz trzeba to room service.
- Obsługa
hotelowa - pomyślałem i z wrażenia otworzyłem oczy.
Przecież
zamówiłem sprzątanie pokoju na rano. A co jeśli… Nie, to nie może być prawda.
- A co jeśli
pokojówka przypadkiem strąciła ten papierek lub uznała go za śmieć? -
wygadywałem moje myśli do mamy.
- Mogło tak
być. Ale niestety, co teraz zrobisz? Może tylko ja tak myśl, ale - posmutniała
- Wydaje mi się, że panna cię skreśliła.
- Tak… Chyba
tak.
Wieczorem
wybrałem się na samotny spacer. Był jeszcze bardziej smutny, kiedy wyobrażałem
sobie Roksanę idącą koło mnie, a wewnętrzny głos mówił, że to już zamknięty
rozdział, że ta dziewczyna już nigdy nie wróci. Cóż, czas zamknąć za sobą te
drzwi. I zapomnieć. Szczęście, czas się
pożegnać. Na zawsze.
Minął rok.
Nie było dnia, żeby nie myślał jak odnaleźć te nadmorską piękność. Ale co ja
mogę. Jestem aktualnie singlem. Swoją miłość zostawiłem w Sopocie.
Następne
wakacje planowałem spędzić z dziewczyną.
Ale teraz, mamy lipiec. I znowu siedzę w pociągu do Sopotu. Znowu wynająłem ten
sam pokój, znowu skurczyłem portfel rodziców tylko po to, żeby przytoczyć
wspomnienia.
W hotelu
miałem ochotę zamordować pokojówkę, przez którą mój związek legł w gruzach, ale
się powstrzymałem. Wypakowałem bagaże i poszedłem na spacer znajomymi
uliczkami. Odwiedziłem wspólne miejsca. Łaziłem tak cały dzień. I nudziłem się
przez prawie cały wyjazd. Nie było tam
nawet jej koleżanek, żeby o nią zapytać. Zostały tylko wspomnienia w mojej
głowie.
Obudziłem
się i na kalendarzu zobaczyłem datę 14 lipca. Ten dzień dał mi wiarę w miłość,
w to że mogę przestać być pozerem i w to że Roksana może być kobietą moich
marzeń. Był to dzień, kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Wtedy, na tym
punkcie widokowym. Na zawsze zapamiętam ten obraz.
Postanowiłem
jeszcze bardziej przypomnieć sobie ten wieczór. O 22 stałem na zamkniętym już
punkcie widokowym, patrząc w słońce i obserwując Sopot. Nocne kluby gdzie
prawie oberwałem, a obroniła mnie ta słodka, niewinna brunetka. Tak, to też
zapamiętam.
Stałem tak i
rozglądałem się, wodząc wzrokiem po horyzoncie. Znajome miasto, najpiękniejsze
wspomnienia. Szkoda że takie ulotne.
Kątem oka
zobaczyłem, że nie jestem tu sam. Że niedaleko, na drugim końcu barierki stoi
jakaś dziewczyna. Widziałem sylwetkę, na twarz był zbyt ciemno. Powoli
zbliżałem się do niej, chciałem podzielić się z kimś smutnymi wspomnieniami.
- Część. Co
tu robisz? Już zamknięte. - Tajemnicza nieznajoma odpowiedziała:
-Wspominam.
Straconą miłość sprzed roku. Poznałam tu fajnego gościa, a w tym miejscu
poczułam, że go kocham.
- Wiesz, dla
mnie też to miejsce wiele znaczy. Pierwszy raz całowałem się z dziewczyną.
- Ja tutaj
go pocałowałam, pierwszy raz. Czułam się jak…
- Jakby czas
się zatrzymał i niech się dzieje co chce?
-Tak,
dokładnie. - odpowiedziała.
Staliśmy tak
chwile.
- Wiesz,
musze się przed kimś wygadać. Zostawił mnie , po tym jak zaprosił mnie na
romantyczną kolacje i usłał różami apartament w tym wypasionym hotelu.
- A
wcześniej przyniósł ci na przeprosiny
opakowanie groszków mlecznych? Ja tak zrobiłem, ha ha…Ha? - Nie no, nie wierze.
Oboje
zamilkliśmy.
- Tak, tak
zrobił. - Jeśli to co się teraz dzieje, jest tym o czym myślę to… wow.
Złapałem za
telefon i zapaliłem wyświetlacz, żeby potwierdzić cud, jaki właśnie się stał.
Ujrzawszy
nasze twarze, patrzyliśmy na siebie, nie mogąc oderwać wzroku. Po roku
odnaleźliśmy swoje szczęście.
Powoli zbliżyliśmy się do siebie. Objąłem ją. Byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
-Czekałam na
ciebie.
-Cały rok,
ale wiedziałem, że kiedyś się odnajdziemy.
-
Przepraszam, nie mogłam cię znaleźć.
- Nie, ja
przepraszam. Zostawiłem po sobie zbyt mały ślad. Przeze mnie straciliśmy ten
rok.
-
Przyjechałam tu, żeby przywołać wspomnienia.
- Ja też. I
udało nam się. - Uśmiechaliśmy się do siebie.
Zbliżyłem
moje usta do jej ust, tak jako ona kiedyś.
- Już nigdy
cie nie zostawię. Obiecuje. Tylko powiedz, że zawsze będziesz ze mną.
Obiecujesz? - szepnąłem cicho.
-Tak - wtedy
ją pocałowałem. Zupełnie jak rok temu.
Nareszcie,
po roku znowu możemy być szczęśliwi. Może dzięki temu nasze uczucie będzie
silniejsze, a obietnice trudniejsze do zerwania? Zakochaliśmy się na nowo,
ponownie odnaleźliśmy w sobie dwa kochające się serca. Myślę, że to naprawdę
nas wzmocni.
- Przeżyjmy
ten magiczny czas jeszcze raz. - powiedziała po chwili.
- Nie. Żyjmy
dalej i bądźmy szczęśliwi.
Staliśmy tam
przytuleni jeszcze chwile. A potem poszliśmy do mnie do pokoju.
Leżeliśmy w
łóżku
- Tym razem
też tego nie schrzań
-Już nigdy -
Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją.
Teraz już
wiem, że nawet kiedy stracimy ze sobą
kontakt i nie widzimy się przez dłuższy czas, nie możemy porzucać nadziei. Nawet jeśli jedno z nas nawet zapomni o
istnieniu straconej miłości, to druga kochana osoba ciągle czeka. I kocha,
najbardziej na świecie. I uwierzcie mi, nawet jeśli już nie ma szans, to każde
zagubione serca kiedyś się spotkają. Nie ważne ile minęło lat. Miłość może
pokonać nawet wieczność.