wtorek, 7 sierpnia 2012

Tajemnica drzwi w piwnicy


Przeprowadziłam się do nowego domu. Mój stary, przytulny domek w Miami, spłonął w pożarze. Ten nowy, jest stary, zniszczony, i wieje z niego zapachem jakiejś prastarej rodzinnej tajemnicy poprzednich właścicieli…
Ja i moja 8-letnia córeczka Mandy po przyjeździe do domu rozglądałyśmy się po posiadłości. Podwórko było duże, zarośnięte krzakami, wokół domu rosły drzewa i zwiędłe kwiaty. To musi być naprawde stary dom.
Mandy poszła na górne piętra szukać swojego pokoju. Ja eksplorowałam dół. Zaciekawiła mnie piwnica, więc zeszłam tam. W oparach kurzu, stęchlizny i promieni słońca wpadających przez malutkie okienka ujrzałam stare meble, rowery, części damskiej garderoby z lat 50-tych i… drzwi. Nie były to zwykłe drzwi. Były zamknięte na kłódke, obdrapane pazurami jakiegoś zwierzęcia. Zaczełam szukać klucza do kłódki. Zaglądałam do szuflad, szafek pod dywany. Za tymi drzwiami musi kryć się coś naprawde fascynującego. Jednak, klucza nigdzie nie było.
Poddałam się i pomyślałam, że gdy nie będzie potrzebny, to się znajdzie. Po drugie, Mandy czeka na obiad. Na szczęście, ten skansen ma prąd i wode.
Po obiedzie poszłam do pokoju Mandy pomóc jej rozpakować bagaże. Zabrało nam to pół dnia. Wieczorem, przed snem, ciągle zastanawiałam się, co chcieli ukryć za tymi drzwiami właściciele posiadłości.
Rano wstałam i znowu musiałam wypakowywać walizki. Jednak pod wieczór dom był urządzony, walizki puste i mogłam sobie troche odpocząć. Mandy bawiłam się z Busterem, naszym psem. Rzucała mu patyk do aportowania.
- Tylko nie wybij szyby! – krzyknęłam, uśmiechając się. Bawiła się w drugim salonie, w którym jest duże okno.
-Mamo, kijek wpadł do piwnicy! – usłyszałam.- Pójdziesz tam? Nie lubie ciemności.
Poszłam tam. Nie chciałam, żeby Mandy wałęsała się po piwnicy. Sama troche się jej boje.
Zeszłam na dół i zabrałam kijek, aby jak najszybciej wrócić do fotela, kawy i  czytania gazet. Ale wychodząc, kątem oka zobaczyłam, że coś błyszcze się koło zamkniętych drzwi. Z lękiem podeszłam tam, i wzięłam do ręki nieśmiertelnik z napisem „ SOS”. Zamurowało mnie. Mój pierwszy odruch: zaczęłam walić bez opamiętania w drzwi.
- Jest tam kto?! Halo! – darłam się. Jednak nikt nie odpowiadał. Próbowałam otworzyć drzwi kopniakiem, ale nic z tego. Nie wiedziałam, co robić. Wróciłam na góre. Byłam roztrzęsiona, zdenerwowana. Zamknęłam się w swojej sypialni, położyłam na łóżku, okryłam kołdrą i zaczęłam myśleć, co tu robić do cholery.
Zasnęłam, ale postanowiłam, że wypytam ludzi o rodzinę, do której należał ten dom. Zrobie to jutro.
Obudziłam się o 9. Słońce wpadało przez uchylone okno, mogłam zaczerpnąć Świerzego powietrza, i rozpocząć poszukiwania odpowiedzi na zagadke drzwi w piwnicy.
Zrobie to jutro.
Obudziłam się o 9. Słońce wpadało przez uchylone okno, mogłam zaczerpnąć Świerzego powietrza, i rozpocząć poszukiwania odpowiedzi na zagadke drzwi w piwnicy.
 Nasz dom leżał na odludziu. Musiałam więc pojechać do pobliskiego miasteczka Sailand ( nazwa od portów z duża ilością żaglówek ) aby wypytać ludzi.
Dowiedziałam się, że dom należał do państwa Darrenów. Pan domu, Ronald Darren mieszkał tu z żoną Sylvią. Podobno nie mieli dzieci, ale Sylvia bardzo tego pragnęła.
Teraz chciałam dowiedzieć się czegoś o Ronaldzie. Pytałam o niego.. Ale nikt nie chciał mi nic powiedzieć.
-Przepraszam, znał pan Ronalda Darrena? – pytałam już kolejną osobe z rzędu i spodziewałam się odrzucenia, jak było przy poprzednich mieszkańcach.
- Niech się pani tym nie interesuje – Człowiek w kapeluszu odwrócił twarz w moja strone. Przerwałam mu rozmyślania.
-Dlaczego? – zapytałam zdziwiona.
- Wszyscy, którzy się tym zajmowali są już tam – wzkazał na pobliski cmentarz.
- Dlaczego? Co się stało? – kontynuowałam nie kryjąc zdziwienia.
- Nad tym domem czuwa Sylvia. Pilnuje, aby tajemnica się nie wydała. Drzwi w piwnicy, co? – zapytał.
- Tak. Skąd pan wie?
-  Niech pani ucieka z tego domu i pozwoli, aby sekrety i klątwa Darrenów nie zabiły i pani.
- Jakie sekrety. Co?
- Spotkajmy się w moim domu.
Podał mi adres i kazał przyjść w nocy. Tak, żeby nikt mnie nie widział. Ludzie boją się klątwy i dlatego nic nie mówili. Ale, co się działo w tym domu?
Była 23, kiedy podeszłam pod dom starca. Na drzwiach widniało nazwisko Colby. Dobrze wiedzieć.
Ale wokół panowała grobowa cisza. W domu było ciemno, nie paliły się światła, a na pukanie nikt nie odpowiadał. Zaczęłam się bać. I… drzwi były otwarte. Weszłam do środka.
Pan Colby leżał na podłodze. Szybko do niego podbiegła, i gdy nie wyczułam pulsu ani oddechu, załamałam się, i jednocześnie przestraszyłam.
On był jedynym, który mógł mi pomóc. Czyżby i jego dopadła klątwa?
Korzystając z okazji pooglądałam jego dom. Mieszkał w drewnianej budzie, kiepsko zbudowanej, kiepsko urządzonej, ale gdy otworzyłam jeden z kuferków, ten dom stał się dla mnie skarbnicą wiedzy.
Były tam wycinki z gazet. Zawierały artykuły o tragedii w domu na wzgórzu. Ale widać było tylko nagłówek, reszta papieru była zalana… krwią. Co się tu dzieje?
Dom na wzgórzu to mój dom. Pobiegłam do niego zabierając ze sobą kuferek.
Rano przy kawie przeglądałam artykuły, a wśród nich znalazłam taki sam nieśmiertelnik, jaki był pod drzwiami.
Do kogo należał? Mogę się domyślać, że do Ronalda. Jeden z nagłówków mówił „ Śmierć Ronalda Darrena” Ale reszta też była w krwi. Pewnie Sylvia pilnuje każdego dowodu, który mógłby pomóc rozwikłać  tajemnice jej rodziny.
Jeden z artykułów był w kopercie. Była stara, i wysłana od Martina Tracksa. Był tam adres. Mieszkał w Dallas. Postanowiłam zabrać tam Mandy, zostawić ją U cioci, która tam mieszka, a sama poszukać pana Tracksa, ponieważ czuje, że artykuł zatytułowany „ Ronald Darren zabity” miał jakieś znaczenie w jego życiu.
Kilka dni potem byłam już w Dallas. Pojechałam po wskazany adres. Jednak nie otworzył mi mężczyzna.
-Tak? O co chodzi? – zapytała kobieta.
- Witam. Szukam Martina Tracksa. Podobno tu mieszka.
- Ale już nie mieszka. Zerwaliśmy i wykopałam gnoja na bruk. Nie będę chodzić ze świrem. – Jakiem świrem? O czym ty blondyno gadasz?
- Świrem? Zapytałam.
-Pani wie co ona gadał? ‘ Wampiry mnie dopadną, ona mnie zabije”. Cały czas żył przy zaciągniętych firankach, bez komórki, i gadał o tym, że wampiry istnieją i na niego polują. – powiedziała śmiejąc się. – A w ogóle po co go pani szuka?
- Gdzie teraz mieszka? – zapytałam. – To bardzo ważne.
Podała mi adres. Pojechałam tam. Martin Tracks żył jak pustelnik, tak jak Colby. Adres, który dostałam, to stara drewniana buda bez kontaktu ze światem! Obaj chyba wiedzą za dużo o Darrenach.
Ale Martin na szczęście żyje. Otworzył, zaprosił do środka, i powiedział co wiedział.
-  Niech się pani przestanie tym zajmować! To sprowadzi na panią gniew Sylvi.
-Ale ja chce się dowiedzieć, co jest za tymi drzwiami. Znalazłam wiadomość SOS. Ktoś tam potrzebuje pomocy.
- Sylvia była wampirem! Wystarczy? – Mężczyzna się zdenerwował.
- Jak to wampirem?
- Istnieją, nie tylko na filmach. Dlatego z Ronaldem uciekliśmy z tego domu. On wyjechał do Nevady.
Nie wie że Ronald nie żyje. List nie został wysłany. Ale dlaczego?
-  Sylvia zabija każdego, kto tknie się tej sprawy. Niech ją pani porzuci.
- Mam coś dla pana. – Wyjełam list od Colebego.- Poznaje pan to?
-Tak, wysłałem to do Michaela Colbego. Opiekował się mną i Ronaldem, kiedy zgineli nasi rodzice. Potem Ron poznał Sylvie i zakochał się w niej. Był taki opętany, że kazał mi wyprowadzić się z ich domu. Tego w którym pani mieszka.  Sylvia miała już kilku mężów, ale każdy z nich potem ginął. Była wampirem, a więc potrzebowała krwi. Brała mężów tylko po to aby mieć z nim dzieci, potem pić z nich i dzieci. Miała stałe źródło krwi, ale niestety każde kiedyś się kończy i zostajesz z trupem na głowie. Ale te lądowały w lesie nieopodal domu. Dzieci też. Tyle że, raz na 1000 lat rodzi się dziecko, które dziedziczy po mamie wampirze nieśmiertelność, a wtedy matka umiera.
- Czyli wampir żyje tysiąc lat?
-Tak. A po tygodniu od narodzin Sylvia umarła. Ale zanim to zrobiła, w pokoju w piwnicy zamknęła jedną z córek. Ma teraz z 6 lat.  I próbuje się wydostać.
Jest tam tylko jedno małe okienko, a drzwi są zamknięte kłódką.
- A gdzie jest klucz?
- Sylvia mogła schować go wszędzie. Tego niestety i ja nie wiem.
Pożegnałam się i wyszłam. Wróciłam do domu mojej siostry, pogadałam z Mandy, a kilka dni później do naszego domu.
Cały czas zastanawiałam się, jak można wydostać z tamtąd tą dziewczynke. Na pewno cierpi, bo jest tam ciemno i jest samotna.
Sen przyniósł odpowiedź. Przyśniła mi się dziewczynka, zapewne córka Sylvii. Trzymała w ręku klucz,  klęczałą i wrzucała klucz do jakiejś dziury. Był zachód słońca, tylko tyle widziałam po świetle które ją oświetlało.
-Ale gdzie jest ta dziura? - Zastanawiałam się rano. Musi być gdzieś blisko. Zaczęłam rozglądać się po podwórku.
Na podwórku nic nie znalazłam. Ale gdzie indziej może być studnia?
Łaziłam po domu szukając jakiś wskazówek. Był zachód słońca. Stanęłam w salonie patrząc na ten piękny widok przez wielkie okno. Odwróciłam się i zobaczyłam wzkazówke.
Na dywanie był namalowany krzyż, na nim dwa cienie rzucane przez słońce i lampy stojące w pokoju tworzyły iksa, a na dodatek dostrzegłam tam szczeline w podłodze, gdy kładłam ten dywan. To tutaj.
Oderwałam jedną z desek, ale nie mogłam wsadzić tam ręki, więc oderwałam kolejną. Znalazłam klucz.
Pobiegłam do piwnicy i ze strachem, powoli otworzyłam drzwi. W pokoju było łóżko, a na nim leżała odwrócona do ściany podtać.
Gwałtownie się odwróciła, kiedy mnie zobaczyła. Dziewczynka, mała, blondynka. Była przestraszona, płakała. Ssała kciuk i kiedy podchodziłam, odsuwała się w głąb łóżka.
- Nie bój się. – powiedziałam spokojnie. 
– Jak ci na imie?
Nie odpowiedziała. Siedziała tam przez 6 lat, więc boi się wszystkiego.
Jednak po jakimś czasie udało nam się dogadać. Nie miała imienia, więc nazwałam ją Lilly. Zaopiekowałam się nią, ale musiałam ją uczyć życia. Nikt nie nauczył jej słów, obyczajów, nawet nie widziała słońca. Widziała je tylko przez maluśkie okienko w pokoju.
Lilly z dnia na dzień uczy się coraz więcej. Ma 7 lat i dalej się rozwija. Mam nadzieje, że kiedyś będzie funkcjonowała jak my wszyscy. I powiedziałam, że jestem jej mamą. Co miałam robić?  Ale jestem szczęśliwa, że Sylvia nie ukarała swej córki za to, że zabrała jej życie. Że nie  na wieczność. Byłą wściekła, i ukarała ją tylko na 6 lat. Teraz , Lilly jest moją córką. I kocham ją jak własną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz