wtorek, 5 czerwca 2012

Opowiadanie - Sylwia


Pewnego dnia po drodze do szkoły zobaczyłem na ulicy małą dziewczynke, około 8 lat. Płakała, była smutna.
Ale gdy mnie zobaczyła wstała i podeszła do mnie. Podniosła główke i zobaczyłem jej twarz. Na prawym policzku miała siniaka, z nosa ciekłą krew i byłą cała roztrzęsiona. Zapytała:
- Gdzie jest moja mamusia? – Pewnie dlatego płakała, nie mogła znaleźć mamy. Ale te ślady na jej buzi… Co się przytrafiło temu dziecku?
- Nie wiem – Przyprawiała mnie o płacz, a ja nie płacze. Pobiegłem do szkoły. Nie mogłem się skupić na lekcjach, ciągle o niej myślałem.
Gdy wracałem 6 godzin później ta mała ciągle siedziała na ulicy. Znów podeszła i zapytała:
- Gdzie jest moja mamusia?
Wziąłem ją za rączke i usiedliśmy na ławce.
- Co ci się stało? -zapytałem.
- Uciekłam z domu, bo tata krzyczał na mame – przytuliła się do mnie. – Gdzie jest mama?- ciągle płakała.
Nie mogłem tego tak zostawić. Zapytałem:
- Gdzie mieszkasz? –Ale ona się rozpłakała.
-Nie chce do domu! Chce do mamy- Zrozumiałem. W tym domu jest jej agresywny tata.
-Pójdziemy tam tylko na chwilke. Może twoja mama potrzebuje pomocy
- Ale ja się boje
 Nic ci nie będzie. A w ogóle, jak masz na imie?
- Sylwia. A ty?
- Aleks. Dobra, chodźmy.
Sylwia zaprowadziła mnie do jednej z biedniejszych dzielnic miasta. Nie chodze tam, żyje w luksusach. Ale ona ma ciężkie życie z tego co widze.
Jej dom był w walącej się kamienicy. Tynk odpadł ze ścian i niektóre z okien były powybijane.
Weszliśmy na jej piętro. Drzwi do mieszkania były otwarte. W korytarzu leżałą rozbita butelka po wódce. Mamy powód agresji jej ojca. Nie wiedziałem czy w domu jest pijany ojciec czy przestraszona mama Sylwi, ale krzyknąłem:
-Halo? Jest tu kto?- Odpowiedziała mi cisza.
Wszedłem do środka.
Nikogo. Cisza, bałagan i smród papierosów. I… krew na podłodze. Tuż obok urwany damski naszyjnik. Miałem przed oczami co się tu działo, ale nie chciałem w to wierzyć. Wybiegłem na korytarz.
-Sylwia! Dlaczego uciekłaś z domu? – zapytałem gwałtownie.
- Bo mamusia powiedziała ,żebym uciekała.
Kierowała się w strone mieszkania. Nie mogłem dopuścić, żeby zobaczyła naszyjnik mamy i krew.
- Chodź, mamy tu nie ma – wziąłem ją za ręke i poszliśmy do cukierni. Kupiłem 2 pączki, a następnie udaliśmy się do parku.
-Masz babcie? – zapytałem. Przecież jej mama musiała się gdzieś ukryć.
- Nie, umarła 3 lata temu.
-A ciocie?
-Mieszka we Wrocławiu. Dlaczego pytasz?
-Bo chce znaleźć twoją mame- pochyliłem głowe. Było mi wstyd, że gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy nawet nie zapytałem o co chodzi.
- A znasz adres cioci?
-Nie. Nie byłam u niej nigdy. Mama tak mówiła.
A znasz jakieś koleżanki mamy?
-Tak! Pani Krysia, nasza stara sąsiadka. Kiedy mama poznała nowego tate musieliśmy się przeprowadzić, a pani Krysia mieszkała obok nas i pewnie nadal tam mieszka.
-Zaraz… nowego tate?- Czegoś tu nie rozumiałem.
- No, bo kiedy tatuś umarł to mama poznała nowego tate i wzieli ślub.
Nie chciałem wdawać się w jej rodzinne sprawy. Na szczęście pamiętała, gdzie mieszkali wcześniej. Ale to była jeszcze większa ruina niż jej nowy dom. Ale dobrze, że tam poszliśmy, bo pani Krysia miała cenne informacje.
Sylwia zapukała do drzwi. Otworzyła je miła młoda kobieta.
- O Sylwia, co ty tu robisz? – była zdziwiona.
- Szukamy z Aleksem mamy. Nie ma jej tu?- dziewczynka byłą wesoła, ponieważ myślała, że tu znajdzie mame. Jednak myliła się.
- Nie, nie ma jej tu. Ale dobrze, że jesteś. Bo gdy tu była ostatni raz jakiś tydzień temu dała mi to.
Pani Krysia dała nam klucz. Był na nim wygrawerowany numer skrytki w banku i adres. Wrocław.
- Ale we Wrocławiu mieszka ciocia Ewa! – Sylwia znowu się uśmiechnęła, ale ja nie. Co się tu dzieje? I gdzie jest jej tata? I mama?
Wiedziałem, że musimy jechać do Wrocławia. Może w tej skrytce znajdziemy jakąś wzkazówke?
Miałem karte kredytową z 2000 zł więc mogliśmy tam pojechać. Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z ciocią. Daje mi kase, jest bogata, ale nie lubie jej. Nie zajmuje się mna.
Gdy ciocia się dowiedziała, co planuje powiedziała tylko, żebym uważał bo nie wiadomo czy ten pijak nie chce dopaść teraz małej. Ale polubiłem Sylwie, nie dałbym jej skrzywdzić.
Siedząc w pociągu zastanawiałem się nad zawartością skrytki. Co jej mama tam ukryła? I dlaczego zrobiła to tak na zapas? Czyżby wiedziała, że coś się wydarzy?
Jechaliśmy długo, w nocy dotarliśmy do celu. Ale banki nie są czynne o 3 w nocy, dlatego wynajęliśmy pokój w hotelu. Mała nie zna adresu cioci.
Przed pójściem spać mała zapytała mnie:
-Aleks, czy mamie coś się stało?
- Nie, co ci przyszło do głowy? Pewnie ma się dobrze – Kurcze, dlaczego ja kłamie? Ale… nie mogę jej powiedzieć, co zastałem w jej domu i o moich domysłach. Uspokoiłem ją i poszliśmy spać.
Rankiem wstaliśmy wcześnie do banku. Ale potem zacząłem się zastanawiać czy możemy skorzystać z tej skrytki. Ale, skoro mamy klucz to powinniśmy dać rade.
Udało się. Otworzyłem. W skrytce był następny klucz i koperta, a w niej…  karta kredytowa? Był wyciąg z bankomatu, że wpłacono na nią 80000 zł. Co jest?
-Potem się tym zajme – pomyślałem i spojrzałem na klucz. Tym razem był to klucz do mieszkania. W kopercie był rożnie świstek papieru z adresem. Tym razem kierujemy się do Gdańska.
Tę noc spędziliśmy w hotelu. Zamówiłem pizze i pooglądaliśmy troche telewizji. Rano jedziemy do Gdańska.
Pobudka i prędko na dworzec. Sylwia się cieszyła, ale ja już nie. Nie jestem taki naiwny. Coś czuje że to nie meta. To kolejny checkpoint na naszej trasie. Nie wiem, co się stało z jej mamą, ale nie chce już w to grać. Chce, żeby to się skończyło.
W pociągu doznałem szoku. Weszliśmy do naszego przedziału. Ale po drodze Sylwia coś zobaczyła. Powiedziała mi o tym szeptem, gdy usiedliśmy.
- Tam jest tata – powiedziała przestraszonym głosem.
 Zapytałem jak wygląda tata i przeszedłem się po wagonie. Rzeczywiście, siedział w przedziale 4 od naszego. Czytał jakiś dokument. Był sam w przedziale, więc postanowiłem go z tamtąd jakoś wypędzić.
Poszedłem do Sylwi i ustaliliśmy plan. Ja wyciągne go z przedziału, a ona niech zabierze tę kartke.
Udało się. Powiedziałem, że go poznaje z telewizji ( oczywiście był to żart ) więc wyszedł z przedziału pogadać. Na szczęście zostawił kartke. Sylwia była mądrym dzieckiem, więc w miare sprawnie podwędziła kartke. Uciekliśmy do innego przedziału. Musieliśmy się ukryć, ale drzwi zamknięte na klucz i kartka „przedział zamknięty,remont” zrobiły swoje.
Spojrzałem na kartke. To był akt własności mieszkania, do którego jedziemy! I na dodatek należało ono tylko do mamy Sylwii, o jej tacie nic tam nie pisało. A w przypadku śmierci właścicielki mieszkanie przechodzi bezpośrednio na dziecko, czyli że Sylwia ma to mieszkanie na własność!
Dojechaliśmy. To mieszkanie było nie byle jakie. Było bardzo duże, już wyposażone.
- To jest moje? – Sylwia miała oczy wielkie jak jabłka czy pomarańcze. Ucichła na chwile.
-Ale jak ja mam tu mieszkać sama?
-Porozglądam się po mieszkaniu. Może znajde coś co nam pomoże.- powiedziałem.
Zajrzałem do kilku szafek, komody i nic.
-Aleks! – usłyszałem wołanie. Czyżby Sylwia coś znalazła?
Wszedłem do pokoju dziecinnego. Był kolorowy, pełen zabawek i dlatego właśnie przyciągnął uwage Sylwi. A może zrobił to napis „ Sylwia „ na drzwiach?
-Patrz co znalazłam! – podała mi koperte , którą znalazła w pudle z misiami.
„ Sylwio
Jeśli to czytasz, to znaczy, że mamusi już nie ma na świecie. Przepraszam, że nic ci nie powiedziałam. Pewnie jesteś tu bo tata mnie bił. Mam rzadką chorobe. Pewnie umarłam po tym, gdy tata mnie uderzył.
Dałam klucz do skrytki pani Krysi, bo wiedziałam, że do niej pójdziesz. Mam nadzieje, że znalazłaś kogoś kto pomógł ci w tej podróży. Nieznajomy, dziękuje za zaopiekowanie się moją córeczką. I proszę, postaraj się, żeby przyjechała tu moja siostra, Joanna. Zaopiekuje się Sylwią.Mieszka we Wrocławiu i pracuje w banku. Pewnie ona dała wam klucz do skrytki. Powiedziałam jej, żeby od razu gdy da wam klucz tu przyjechała. Chcę, aby Sylwia miała dobre życie. Przepraszam. Kocham cie córeczko „    Mama
Sylwia się rozpłakała. Przytuliłem ją. I wtedy poczułem, że zrodziła się między nami przyjaźń. Po wspólnych 3 dniach coś takiego musiało nastąpić.
Nagle z hukiem otworzyły się drzwi mieszkania. Ojciec Sylwi nas znalazł.
- Odsuń się od nie! – krzyknął. Nie puściłem Sylwi. Bałem się o nią. Że ten palant coś jej zrobi.
- Niech pan stąd wyjdzie. To nie pana mieszkanie! – krzyknąłem.
-Gówniarzu. To moja córka. I nie mieszaj się do naszych spraw! – ryknął.
Sylwia szepnęła
-Aleks, proszę, nie zostawiaj mnie…
- Wszystko będzie dobrze. Nie bój się.
W tej chwili jej tata rzucił się na mnie. Powalił mnie, ale jestem dość silny i odepchnąłem go bez trudu. Sylwia płakała i krzyczała żeby uważał. Facet wstał i dał mi w twarz. Na chwile mnie zamroczyło, zdążył powalić mnie ponownie i zaczął kopać. Ale w tym momencie do domu wbiegło kilku policjantów i zajęli się nim.
-Skąd tu policja? – leżałem na ziemi i spytałem słabym głosem.
-Ja ich wezwałam – W drzwiach stała jakaś kobieta. To chyba ciocia małej.
Aleks! – Sylwia podbiegła do mnie i ścisnęła mnie za szyje.
-Bałam się o ciebie – wyszeptała przytulając się do mnie.
Byłem skatowany, ale dałem rade wstać. Usiedliśmy na sofie.
--Jestem Joanna, siostra twojej mamy, Sylwio.- odezwała się tamta kobieta.- Kiedy zobaczyłam cię w banku, zrozumiałam sygnał. Dobrze, że twoja mama tak postąpiła, że to wszystko przygotowała. Wszystkie pieniądze jakie miała przeznaczyła na to mieszkanie. Dlatego mieszkaliście w takich starych budynkach. No nic, zrobie wam coś do jedzenia.
Siedzieliśmy przytuleni na kanapie. Czułem się jak jej brat.
- Wiesz, fajnie by było mieć taką siostre jak ty – wypaliłem.
-A ja chce takiego brata – uśmiechnęła się.
Pani Joanna chyba słyszała naszą rozmowe. Uśmiechnęła się, przygotowując naleśniki.
Przyszła po chwili.
-Aleks, twoi rodzice wiedzą że tu jesteś? –zapytała.
Zasmuciłem się.
- Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z ciocią. Ale szukam jakiegoś mieszkania. Niedługo skończę 18 lat i marzę, aby się wyprowadzić.
- Możesz mieszkać z nami. Tu są 3 sypialnie – powiedziała ciocia Sylwii.
Miałem odpowiedzieć nie, ale gdy zobaczyłem te proszące oczka Sylwii zmieniłem zdanie.
-Ale naprawde nie ma pani nic przeciwko? – Wow, fajnie by było Miałbym „ siostre” i miła kobieta by mi robiła za mame
-Oczywiście, że nie- uśmiechnęła się.
Sylwia rzuciła się na mnie. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Potem zadzwoniłem do cioci, a już za miesiąc wszystkie formalności były załatwione i wprowadziłem się do nowego mieszkania.
Przez tą małą dziewczynke zmieniło się moje życie. A gdy zobaczyłem ją pierwszy raz, nie chciałem jej pomóc. Dzięki Sylwia, zmieniłaś moje życie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz