Pewnego dnia
po drodze do szkoły zobaczyłem na ulicy małą dziewczynke, około 8 lat. Płakała,
była smutna.
Ale gdy mnie
zobaczyła wstała i podeszła do mnie. Podniosła główke i zobaczyłem jej twarz.
Na prawym policzku miała siniaka, z nosa ciekłą krew i byłą cała roztrzęsiona.
Zapytała:
- Gdzie jest
moja mamusia? – Pewnie dlatego płakała, nie mogła znaleźć mamy. Ale te ślady na
jej buzi… Co się przytrafiło temu dziecku?
- Nie wiem –
Przyprawiała mnie o płacz, a ja nie płacze. Pobiegłem do szkoły. Nie mogłem się
skupić na lekcjach, ciągle o niej myślałem.
Gdy wracałem
6 godzin później ta mała ciągle siedziała na ulicy. Znów podeszła i zapytała:
- Gdzie jest
moja mamusia?
Wziąłem ją
za rączke i usiedliśmy na ławce.
- Co ci się stało?
-zapytałem.
- Uciekłam z
domu, bo tata krzyczał na mame – przytuliła się do mnie. – Gdzie jest mama?-
ciągle płakała.
Nie mogłem
tego tak zostawić. Zapytałem:
- Gdzie
mieszkasz? –Ale ona się rozpłakała.
-Nie chce do
domu! Chce do mamy- Zrozumiałem. W tym domu jest jej agresywny tata.
-Pójdziemy
tam tylko na chwilke. Może twoja mama potrzebuje pomocy
- Ale ja się
boje
Nic ci nie będzie. A w ogóle, jak masz na
imie?
- Sylwia. A
ty?
- Aleks.
Dobra, chodźmy.
Sylwia
zaprowadziła mnie do jednej z biedniejszych dzielnic miasta. Nie chodze tam,
żyje w luksusach. Ale ona ma ciężkie życie z tego co widze.
Jej dom był
w walącej się kamienicy. Tynk odpadł ze ścian i niektóre z okien były
powybijane.
Weszliśmy na
jej piętro. Drzwi do mieszkania były otwarte. W korytarzu leżałą rozbita
butelka po wódce. Mamy powód agresji jej ojca. Nie wiedziałem czy w domu jest
pijany ojciec czy przestraszona mama Sylwi, ale krzyknąłem:
-Halo? Jest
tu kto?- Odpowiedziała mi cisza.
Wszedłem do
środka.
Nikogo.
Cisza, bałagan i smród papierosów. I… krew na podłodze. Tuż obok urwany damski
naszyjnik. Miałem przed oczami co się tu działo, ale nie chciałem w to wierzyć.
Wybiegłem na korytarz.
-Sylwia!
Dlaczego uciekłaś z domu? – zapytałem gwałtownie.
- Bo mamusia
powiedziała ,żebym uciekała.
Kierowała się
w strone mieszkania. Nie mogłem dopuścić, żeby zobaczyła naszyjnik mamy i krew.
- Chodź,
mamy tu nie ma – wziąłem ją za ręke i poszliśmy do cukierni. Kupiłem 2 pączki,
a następnie udaliśmy się do parku.
-Masz
babcie? – zapytałem. Przecież jej mama musiała się gdzieś ukryć.
- Nie,
umarła 3 lata temu.
-A ciocie?
-Mieszka we
Wrocławiu. Dlaczego pytasz?
-Bo chce znaleźć
twoją mame- pochyliłem głowe. Było mi wstyd, że gdy zobaczyłem ją po raz
pierwszy nawet nie zapytałem o co chodzi.
- A znasz
adres cioci?
-Nie. Nie
byłam u niej nigdy. Mama tak mówiła.
A znasz
jakieś koleżanki mamy?
-Tak! Pani
Krysia, nasza stara sąsiadka. Kiedy mama poznała nowego tate musieliśmy się przeprowadzić,
a pani Krysia mieszkała obok nas i pewnie nadal tam mieszka.
-Zaraz…
nowego tate?- Czegoś tu nie rozumiałem.
- No, bo
kiedy tatuś umarł to mama poznała nowego tate i wzieli ślub.
Nie chciałem
wdawać się w jej rodzinne sprawy. Na szczęście pamiętała, gdzie mieszkali
wcześniej. Ale to była jeszcze większa ruina niż jej nowy dom. Ale dobrze, że
tam poszliśmy, bo pani Krysia miała cenne informacje.
Sylwia
zapukała do drzwi. Otworzyła je miła młoda kobieta.
- O Sylwia,
co ty tu robisz? – była zdziwiona.
- Szukamy z
Aleksem mamy. Nie ma jej tu?- dziewczynka byłą wesoła, ponieważ myślała, że tu
znajdzie mame. Jednak myliła się.
- Nie, nie
ma jej tu. Ale dobrze, że jesteś. Bo gdy tu była ostatni raz jakiś tydzień temu
dała mi to.
Pani Krysia
dała nam klucz. Był na nim wygrawerowany numer skrytki w banku i adres.
Wrocław.
- Ale we
Wrocławiu mieszka ciocia Ewa! – Sylwia znowu się uśmiechnęła, ale ja nie. Co się
tu dzieje? I gdzie jest jej tata? I mama?
Wiedziałem,
że musimy jechać do Wrocławia. Może w tej skrytce znajdziemy jakąś wzkazówke?
Miałem karte
kredytową z 2000 zł więc mogliśmy tam pojechać. Moi rodzice nie żyją. Mieszkam
z ciocią. Daje mi kase, jest bogata, ale nie lubie jej. Nie zajmuje się mna.
Gdy ciocia się
dowiedziała, co planuje powiedziała tylko, żebym uważał bo nie wiadomo czy ten
pijak nie chce dopaść teraz małej. Ale polubiłem Sylwie, nie dałbym jej
skrzywdzić.
Siedząc w
pociągu zastanawiałem się nad zawartością skrytki. Co jej mama tam ukryła? I
dlaczego zrobiła to tak na zapas? Czyżby wiedziała, że coś się wydarzy?
Jechaliśmy
długo, w nocy dotarliśmy do celu. Ale banki nie są czynne o 3 w nocy, dlatego wynajęliśmy
pokój w hotelu. Mała nie zna adresu cioci.
Przed
pójściem spać mała zapytała mnie:
-Aleks, czy
mamie coś się stało?
- Nie, co ci
przyszło do głowy? Pewnie ma się dobrze – Kurcze, dlaczego ja kłamie? Ale… nie mogę
jej powiedzieć, co zastałem w jej domu i o moich domysłach. Uspokoiłem ją i
poszliśmy spać.
Rankiem
wstaliśmy wcześnie do banku. Ale potem zacząłem się zastanawiać czy możemy
skorzystać z tej skrytki. Ale, skoro mamy klucz to powinniśmy dać rade.
Udało się.
Otworzyłem. W skrytce był następny klucz i koperta, a w niej… karta kredytowa? Był wyciąg z bankomatu, że wpłacono
na nią 80000 zł. Co jest?
-Potem się tym
zajme – pomyślałem i spojrzałem na klucz. Tym razem był to klucz do mieszkania.
W kopercie był rożnie świstek papieru z adresem. Tym razem kierujemy się do
Gdańska.
Tę noc
spędziliśmy w hotelu. Zamówiłem pizze i pooglądaliśmy troche telewizji. Rano
jedziemy do Gdańska.
Pobudka i
prędko na dworzec. Sylwia się cieszyła, ale ja już nie. Nie jestem taki naiwny.
Coś czuje że to nie meta. To kolejny checkpoint na naszej trasie. Nie wiem, co się
stało z jej mamą, ale nie chce już w to grać. Chce, żeby to się skończyło.
W pociągu
doznałem szoku. Weszliśmy do naszego przedziału. Ale po drodze Sylwia coś
zobaczyła. Powiedziała mi o tym szeptem, gdy usiedliśmy.
- Tam jest
tata – powiedziała przestraszonym głosem.
Zapytałem jak wygląda tata i przeszedłem się po
wagonie. Rzeczywiście, siedział w przedziale 4 od naszego. Czytał jakiś dokument.
Był sam w przedziale, więc postanowiłem go z tamtąd jakoś wypędzić.
Poszedłem do
Sylwi i ustaliliśmy plan. Ja wyciągne go z przedziału, a ona niech zabierze tę
kartke.
Udało się.
Powiedziałem, że go poznaje z telewizji ( oczywiście był to żart ) więc wyszedł
z przedziału pogadać. Na szczęście zostawił kartke. Sylwia była mądrym
dzieckiem, więc w miare sprawnie podwędziła kartke. Uciekliśmy do innego
przedziału. Musieliśmy się ukryć, ale drzwi zamknięte na klucz i kartka „przedział
zamknięty,remont” zrobiły swoje.
Spojrzałem
na kartke. To był akt własności mieszkania, do którego jedziemy! I na dodatek
należało ono tylko do mamy Sylwii, o jej tacie nic tam nie pisało. A w
przypadku śmierci właścicielki mieszkanie przechodzi bezpośrednio na dziecko,
czyli że Sylwia ma to mieszkanie na własność!
Dojechaliśmy.
To mieszkanie było nie byle jakie. Było bardzo duże, już wyposażone.
- To jest
moje? – Sylwia miała oczy wielkie jak jabłka czy pomarańcze. Ucichła na chwile.
-Ale jak ja
mam tu mieszkać sama?
-Porozglądam
się po mieszkaniu. Może znajde coś co nam pomoże.- powiedziałem.
Zajrzałem do
kilku szafek, komody i nic.
-Aleks! –
usłyszałem wołanie. Czyżby Sylwia coś znalazła?
Wszedłem do
pokoju dziecinnego. Był kolorowy, pełen zabawek i dlatego właśnie przyciągnął
uwage Sylwi. A może zrobił to napis „ Sylwia „ na drzwiach?
-Patrz co
znalazłam! – podała mi koperte , którą znalazła w pudle z misiami.
„ Sylwio
Jeśli to
czytasz, to znaczy, że mamusi już nie ma na świecie. Przepraszam, że nic ci nie
powiedziałam. Pewnie jesteś tu bo tata mnie bił. Mam rzadką chorobe. Pewnie
umarłam po tym, gdy tata mnie uderzył.
Dałam klucz
do skrytki pani Krysi, bo wiedziałam, że do niej pójdziesz. Mam nadzieje, że
znalazłaś kogoś kto pomógł ci w tej podróży. Nieznajomy, dziękuje za
zaopiekowanie się moją córeczką. I proszę, postaraj się, żeby przyjechała tu
moja siostra, Joanna. Zaopiekuje się Sylwią.Mieszka we Wrocławiu i pracuje w
banku. Pewnie ona dała wam klucz do skrytki. Powiedziałam jej, żeby od razu gdy
da wam klucz tu przyjechała. Chcę, aby Sylwia miała dobre życie. Przepraszam.
Kocham cie córeczko „ Mama
Sylwia się
rozpłakała. Przytuliłem ją. I wtedy poczułem, że zrodziła się między nami
przyjaźń. Po wspólnych 3 dniach coś takiego musiało nastąpić.
Nagle z
hukiem otworzyły się drzwi mieszkania. Ojciec Sylwi nas znalazł.
- Odsuń się od
nie! – krzyknął. Nie puściłem Sylwi. Bałem się o nią. Że ten palant coś jej
zrobi.
- Niech pan
stąd wyjdzie. To nie pana mieszkanie! – krzyknąłem.
-Gówniarzu.
To moja córka. I nie mieszaj się do naszych spraw! – ryknął.
Sylwia szepnęła
-Aleks, proszę,
nie zostawiaj mnie…
- Wszystko będzie
dobrze. Nie bój się.
W tej chwili
jej tata rzucił się na mnie. Powalił mnie, ale jestem dość silny i odepchnąłem go
bez trudu. Sylwia płakała i krzyczała żeby uważał. Facet wstał i dał mi w
twarz. Na chwile mnie zamroczyło, zdążył powalić mnie ponownie i zaczął kopać.
Ale w tym momencie do domu wbiegło kilku policjantów i zajęli się nim.
-Skąd tu
policja? – leżałem na ziemi i spytałem słabym głosem.
-Ja ich
wezwałam – W drzwiach stała jakaś kobieta. To chyba ciocia małej.
Aleks! –
Sylwia podbiegła do mnie i ścisnęła mnie za szyje.
-Bałam się o
ciebie – wyszeptała przytulając się do mnie.
Byłem
skatowany, ale dałem rade wstać. Usiedliśmy na sofie.
--Jestem
Joanna, siostra twojej mamy, Sylwio.- odezwała się tamta kobieta.- Kiedy
zobaczyłam cię w banku, zrozumiałam sygnał. Dobrze, że twoja mama tak
postąpiła, że to wszystko przygotowała. Wszystkie pieniądze jakie miała przeznaczyła
na to mieszkanie. Dlatego mieszkaliście w takich starych budynkach. No nic,
zrobie wam coś do jedzenia.
Siedzieliśmy
przytuleni na kanapie. Czułem się jak jej brat.
- Wiesz,
fajnie by było mieć taką siostre jak ty – wypaliłem.
-A ja chce
takiego brata – uśmiechnęła się.
Pani Joanna
chyba słyszała naszą rozmowe. Uśmiechnęła się, przygotowując naleśniki.
Przyszła po
chwili.
-Aleks, twoi
rodzice wiedzą że tu jesteś? –zapytała.
Zasmuciłem się.
- Moi
rodzice nie żyją. Mieszkam z ciocią. Ale szukam jakiegoś mieszkania. Niedługo
skończę 18 lat i marzę, aby się wyprowadzić.
- Możesz
mieszkać z nami. Tu są 3 sypialnie – powiedziała ciocia Sylwii.
Miałem
odpowiedzieć nie, ale gdy zobaczyłem te proszące oczka Sylwii zmieniłem zdanie.
-Ale
naprawde nie ma pani nic przeciwko? – Wow, fajnie by było Miałbym „ siostre” i
miła kobieta by mi robiła za mame
-Oczywiście,
że nie- uśmiechnęła się.
Sylwia
rzuciła się na mnie. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Potem zadzwoniłem do
cioci, a już za miesiąc wszystkie formalności były załatwione i wprowadziłem się
do nowego mieszkania.
Przez tą
małą dziewczynke zmieniło się moje życie. A gdy zobaczyłem ją pierwszy raz, nie
chciałem jej pomóc. Dzięki Sylwia, zmieniłaś moje życie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz