poniedziałek, 28 maja 2012

Nowe opowiadanie- Przepraszam


Kiedy przechodzę przez przejście podziemne na jednej z ulic, czuję się dziwnie. Ale lubie tam chodzić, bo czuje jakiś związek z tym miejscem. Ale czuję, że to miejsce jest przeklęte. I ta klątwa powoli przechodzi na mnie…
Jest 3 w nocy, 24 lipca. Coś mnie przebudziło. Coś strasznego, czuje to. Czuje, że to coś ciągle jest w moim pokoju. Ale nic nie widze. Żadnego cienia, ruchu, wszystko stoi. I jeszcze ta potworna cisza… Nagle kropla wody spadła mi na nos. Pomyślałam
- Przecież nie pada, ani sufit nie przecieka. Więc… skąd ta woda?- Zastanowiłam się. I gdy ta woda spłynęła mi na wargi zrozumiałam, że to nie woda. To łza.
Nie pamiętam co mi się śniło. Ale to na pewno nie był sen. Ciągle czuje tę krople na nosie. Ale trzeba się ogarnąć i pójść do szkoły
W drodze na lekcje nadal myślałam o dzisiejszej nocy. Zamyślona, nie zauważyłam sygnalizacji świetlnej. A światło było czerwone.
Szłam dalej, zamyślona w samej sobie. Gdzieś po środku przejścia ocknęłam się. Trąbnął na mnie kierowca ciężarówki. Krzyczał coś, wymachiwał rękami. Nie zwróciłam uwagi na to.
Hejka. Co tam? – zagadałam do Pauliny Wawrzyckiej , mojej przyjaciółki. Była smutna, dopiero potem to dostrzegłam.
- Co się stało? – zapytałam.
-Mój tata miał wczoraj wypadek. Leży w szpitalu w ciężkim stanie.
Nic o tym nie wiedziałam. Pewnie była zbyt wstrząśnięta, żeby zadzwonić.
Tata Pauliny jest dobrym znajomym moich rodziców. Znają się od podstawówki. Wieczorem pojechali do niego do szpitala. Ale ja zostałam w domu z Pauliną.  Jej mama nie chciała, żeby tam jechała. Źle znosi szpitale.
Paulina przez całe dzieciństwo była ciągana po szpitalach. Była bardzo słabym dzieckiem. Lekkie uderzenie, a już miała uszczerbek kości czy coś takiego.
-Wiem, zamówimy pizze- zaproponowałam- Co ty na to?
- Może być- Siedziała skulona na łóżku.
Dostawca dość szybko przywiózł nasze jedzenie.  Byłam głodna, ona chyba nie bardzo.
Paulina zaczęła się śmiać, gdy kawałek salami spadł mi na koszulke. Dla mnie było to straszne, bo to moja nowa bluzka. Ale medal ma dwie strony: Przynajmniej troche polepszyłam jej nastrój.
Poszłam do łazienki, zmieniłam bluzke i wrzuciłam do pralki tę brudną. Gdy wróciłam do pokoju, Paulina siedziała z szeroko otwartymi oczami. Blada, wystraszona. Prędko spytałam co się stało. Wyjąkała, że jej tata jest na balkonie.
-Co? Jak to na… balkonie?- Niedowierzałam.
Powoli uchyliłam drzwi na balkon. Spojrzałam. Na balkonie nikogo nie było. Ale chciałam się upewnić. Stanęłam koło poręczy i rozglądałam się po podwórku. I zobaczyłam go. Tata Pauliny TU BYŁ. Był, ponieważ właśnie odchodził. Wchodził w główną bramę. I… zniknął za rogiem.
Co sił w nogach. Wybiegłyśmy na podwórku. W głowie miałam pytanie jak wszedł na 4 piętro, a potem zszedł, ale liczyło się dokąd poszedł.
Gdy wybiegałyśmy z drzwi Paulina znalazła nieśmiertelnik. Był jej taty. Czyli musiał tu być.
Pobiegłyśmy za róg i jak wariatki zaczęłyśmy krzyczeć „ Tato!” co było dla mnie dziwne, bo to nie mój tata.
Oparłyśmy się o ściane. Paulina była roztrzęsiona.
- Gdzie on jest do cholery?!- Krzyczała, a w tym krzyku nie słyszała dzwoniącej komórki.
Odebrała po kilku sygnałach. To była jej mama.
-Córuś… Tata nie żyje
Nie trzeba było nic mówić.
-To było jakieś 5 minut temu.-powiedziała.
Te słowa nami wstrząsnęły. PRZECIEŻ 5 MINUT TEMU WIDZIAŁAM GO POD BLOKIEM!
Przytuliłam Pauline. Potrzebowała teraz wsparcia. Wróciłyśmy do domu i doznałyśmy kolejnego szoku.
W pudełku po pizzy zostawiłyśmy ostatni kawałek. Był bez keczupu, z salami i dużą porcją sera.
Paulina stała nieruchomo. Nagle wybuchła płaczem.
-Tata  takie jadł!- krzyknęła nagle.
Oczywiście! Zawsze kiedy jedliśmy pizze z rodzicami Pauliny jej tata nie używał keczupu i  brał kawałek z największą ilością sera.
Siadłyśmy na łóżku. Paulina wyciągnęła z kieszeni nieśmiertelnik taty. Przytuliła go do piersi.
-Pewnie przyszedł się pożegnać- powiedziała, gdy łzy skapywały na podłoge.
W tym samym czasie rodzice wrócili do domu.
Nie mogłam wytrzymać.
-Czy zniknęły jakieś rzeczy pana Wawrzyckiego?- zapytałam.
-Tylko nieśmiertelnik. Nie możemy go nigdzie znaleźć.- odparła mama.
……………………………………………………………………………………………
Przed snem myślałam o tym co się dzisiaj stało. I chyba zrozumiałam łzy kapiące z sufitu. To coś w pokoju chciało mnie ostrzec. Ale co ja mogłam zrobić. Już zasypiałam, gdy znowu coś mi kapnęło na noc. To nie łzy…To krew. Przeraziłam się. Co się teraz wydarzy?
Znowu było około 3 w nocy. I znowu to coś mnie obudziło. Ktoś stał w moich drzwiach balkonowych.
Krzyknęłam:
-Panie Wawrzycki!
Nie odpowiadał.
Czułam wielki strach, ale otworzyłam drzwi. Jakbym miała wpuścić zjawe do środka. Ale ona nie weszła. Faktycznie, był to tata Pauliny, ale nic nie mówił.
Trzymał coś w ręce. W jakimś pakunku.  Usłyszałam głos rodziców pędzących po schodach do mojego pokoju. Usłyszeli mój krzyk. Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć czy nie wchodzą. Gdy spojrzałam na balkon, już go nie było. Został tylko pakunek.
-Natalka! Co się dzieje?- Mama wbiegła do pokoju zdyszana i wystraszona.
- I co jest w woreczku?- Tata zapytał i pokazał na woreczek od taty Pauli.
Zdecydowałam się powiedzieć im o łzach, wizycie taty Pauliny w naszym domu, nieśmiertelniku, pizzy i krwi.
Usłyszałam ich opinie.
- Chyba ci się przyśniło. Idź spać.-Wyszli z pokoju.
Wskoczyłam pod kołdre i otworzyłam pakunek. Znalazłam tam klucz. Ciekawe… do czego ten klucz? Ale czułam, że w najbliższym czasie się dowiem.


Następnego dnia Pauliny nie było w szkole.
-Pewnie ta sytuacja nie daje jej żyć- pomyślałam.
Po szkole poszłam do niej do domu. W progu spotkałam mame. Chociaż, nie. Nie spotkałam. Wpadłam na nią.
-Oh, Natalka. Dobrze, że jesteś. Paulinka zamknęła się w pokoju. Płacze i nie chce z nikim rozmawiać. Boje się, że…
-Spokojnie. Próbowała pani tam wejść?- Mama Pauliny była bardzo zdenerwowana. Zaprowadziła mnie do pokoju Pauliśki. Drzwi zamknięte na klucz.
- Niech pani przyniesie klucz- poleciłam.
- Myślałam o tym, ale ona ma klucz ze sobą.
Wtedy uświadomiłam sobie co się stało dzisiejszej nocy. Klucz w woreczku to klucz do jej pokoju. Jej tata ostrzegł mnie i chce żebym ją uratowała. Ale klucz jest u mnie w pokoju. Co robić,co robić…
-Niech pani próbuje z nią rozmawiać. Zaraz wracam!- Pędem wybiegłam z tego domu. Biegłam na oślep. Przed oczami miałam Pauline, tą z którą przeżyłam prawie każdy weekend, tą która upija się nawet Kubusiem i zawsze jest uśmiechnięta… Muszę zdążyć!
Wbiegłam do mojego domu, rodzice pytali co się stało, ale przecież to był wyścig z czasem. Nie mogłam stanąć nawet na ułamek sekundy. Boje się, żeby nic sobie nie zrobiła. Była bardzo związana z tatą.
Szybko wzięłam woreczek z szafki nocnej i pobiegłam do domu Pauliny. Jej mama płakała, kiedy tam weszłam.
- Coś się stało?- zapytałam.
-Ona mówi, że chce do taty- Pani Wawrzyńska szlochała. Wziełam sprawy w swoje ręce.
Kiedy otworzyłam drzwi do jej pokoju trzymała żyletke. Patrzyła na mnie zapłakana, ale i zdziwiona.
-Jak tu weszłaś?- zapytała.
-Twój tata był u mnie w nocy. Dał mi klucz. Chyba wiedział, co się stanie.
Usiadłyśmy na łóżku.
- Jak do ciebie przyszedł? -zapytała.
-Był na balkonie. Nic nie mówił, tylko podał mi klucz do twojego pokoju. I… z sufitu kapała mi krew.
Zamyśliła się troche. Po chwili przytuliła się do mnie.
-Chciała bym żeby tata tu był- wyszeptała.
-Kiedyś się spotkacie- powiedziałam.
-Dziękuje, że mnie pan ostrzegł- powiedziałam w myślach panu Wawrzyckiemu. W tym momencie jedna z zepsutych latarni na dworze zaświeciła się.
Pewnie mówi „ Nie ma za co „

Następnego ranka myślałam, że ten durny okres w moim życiu się skończył W nocy w ogóle się nie przebudziłam ani nie czułam nic dziwnego. Nawet miałam miły sem. Przyśnił mi się  Marek, mój chłopak. Że siedzimy razem na plaży przy zachodzie słońca. Było tak romantycznie, ale mama mnie obudziła. Powiedziała, że Paulina przyszła. Chce pogadać.
Ubrałam się i zeszłam na dół. Paulina miała dla mnie propozycje.
Hej. Wiesz, może pójdziemy dzisiaj na zakupy? Chciałabym ci jakoś podziękować za to co zrobiłaś. Kupie ci coś ładnego.- powiedziała. Wow, wczoraj była wrakiem człowieka, a dzisiaj chce iść na zakupy. Dobra, zabawmy się
Gdy stałyśmy na przystanku zobaczyłam samochód, któremu tablica rejestracyjna wisiała, jakby miała zaraz spaść. Pamiętam numer :  LSW 5354M. Miałam podejść do kierowcy i mu powiedzieć, ale co tam. Jego sprawa.
W centrum handlowym spotkałam Marka. Był z kolegami na zakupach, zupełnie jak my. Poszliśmy całą grupką na pizze i hamburgery. Fajnie było spotkać Marka, ale nie zdążyłam mu opowiedzieć o wydarzeniach ostatnich 3 dni, choć bardzo chciałam.
Do późna kręciliśmy się po mieście. Ale gdy latarnie zaczęły gasnąć wszyscy poszliśmy do domu. Zostałam tylko ja i Marek. Staliśmy na roku jezdni.
-Fajnie było- powiedział Marek. Cieszyło mnie, że mu się podobało.
Po tych słowach cmoknął mnie w policzek, a już za chwile całowaliśmy się gorącą. Gdy oderwaliśmy od siebie nasze usta, objął mnie i powiedział
-Do widzenia, Natuś- Zdziwiło mnie to. On nigdy nie mówi do widzenia albo Natuś.
Odszedł kilka kroków. Odwróciłam się i też zamierzałam iść do domu. Spojrzałam na księżyc. Była pełnia. Na księżycu zobaczyłam przelatującego ptaka.
I w tej chwili usłyszałam huk, pisk opon i uderzenie za plecami. Ciężarówka, którą mijałam kilka dni temu na przejściu i samochód z oberwaną rejestracją zderzyły się. A między nimi był mój Maruś…
Zdrętwiały mi wszystkie kończyny. Serce przestało pracować. Przynajmniej miałam takie wrażenie. Najważniejsza dla mnie osoba leż na jezdni zgnieciona przez 2 samochody. A powinnam była coś przeczuć!
Spojrzałam na rejestracje która nareszcie odpadła. Było jak podejrzewałam: LSW 5453M
To M na końcu jakoś od razu skojarzyło mi się z Markiem gdy je zobaczyłam po raz pierwszy. Dzisiejszy sen i ta tablica były wskazówkami. Ale kto…Kto do cholery mi to robi?!

Miałam nadzieje, że to już koniec. Skoro mój skarb nie żyje, to może to fatum nareszcie mnie opuści. Ale teraz miałam stracić coś cenniejszego…
Poszłam spać normalnie, w swoim łóżku. Obudziłam się koło 3, jak zwykle. Poczułam dym w powietrzu. Wybiegłam na schody i zobaczyłam pożar. Dym, ogień i drzwi do sypialni rodziców.
Biegłam tam, dusząc się i skacząc przez płomienie. Nagle… deski na podłodze się załamały. Wylądowałam w piwnicy.
Było tam ciemno. Ale zobaczyłam zjawę. Był to jak zwykle tata Pauliny. Tym razem odezwał się.
-Jeśli chcesz to przerwać, pójdź szybko do tego przejścia podziemnego.
-Ale co ja tam zastanę?! – zapytałam ze łzami w oczach.
-Rozwiązanie… Ja przypilnuje rodziców, ty tam idź.
Pobiegłam tam. Zastałam tam… dziewczynke. Mała, koło 5 lat, blondynka. Ale płakała.
-Poznajesz ją?- usłyszałam głos. To był… Marek.
-Nie. Kto to jest?
- Kiedyś biegliśmy tędy. Przypadkowo ją potrąciłaś. Upadła.
-Noo… pamiętam. I co z tego?
-To, że upadła, ale rąbnęła głową o kant ławki. Zginęła na miejscu.
-I ona sprawia, że to co się dzieje… się dzieje?!- Nie rozumiałam tego. Jak dziecko może zrobić tyle szkód?
-Widzisz… Dopóki ona płacze, płaczesz i ty. Ona z tęsknoty za światem. Ty z tęsknoty i strachu.
-Jest zjawą? -zapytałam-Dlatego nie może żyć w tym świecie?
-Ludzie, którzy nie załatwią swoich spraw w życiu na ziemi, muszą je dokończyć w życiu jako duch.
Podeszłam do dziewczynki. Bała się mnie.
-Ja… Nie wiem co… Przepraszam…- Rozpłakałam się. Było mi głupio. Zabiłam dziecko…
Spostrzegłam małego pluszowego misia w kieszonce piżamy. Pomyślałam, że to będzie dobry prezent.
Podałam go jej.
Dziewczynka uśmiechnęła się.
- Dziękuje-powiedziała.
I wtedy zemdlałam. Obudziłam się w swoim łóżku. Był to… 24 maja 2008. 3 miesiące później  wszystko się zaczęło. A tego dnia potrąciłam tę mała w przejściu podziemnym.
Widać los dał mi drugą szanse. Gdy się obudziłam zobaczyłam też pana Wawrzyńskiego. Stał koło drzwi do pokoju i uśmiechał się.
-Dziękuje- powiedziałam w myślach.
Zjawa znikła. Pewnie wrócił do swojego ciała.
Ja wstałam i spojrzałam w niebo. Byłam szczęśliwa, że tata Pauliśki cały czas mi pomagał. Nie dałabym rady bez niego.
Czasem mały błąd może nas wiele kosztować. Pamiętajmy, że zawsze możemy powiedzieć przepraszam. Być może to słowo uratuje kilka żyć. A może mamy kogoś kto daje nam wskazówki jak żyć? Na pewno każdy z nas ma kogoś takiego. Pamiętajcie aby zawsze go słuchać i nie lekceważyć drugiego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz