wtorek, 5 marca 2013

Opowiadanie - Lucky



Jest wieczór. Godzina ok. 1 w nocy. Siedzę na kanapie, z siostrą oglądając filmy. Zbliżamy się do końca seansu, rozum każe kłaść się spać.
- Aniu, chodź coś zobacz! - dobiega głos z drugiego pokoju. Mama zobaczyła coś interesującego. Wstajemy z łóżka i podchodzimy do okna. Wychodzi na podwórko : garaż, samochody i komórka mojej babci na węgiel. A na komórce … Lucky?!
Lucky - piesek mojej siostry Andzi, teraz już dorosły. Urodziła się nieprzytomna. Był mróz, zrobił swoje. A moja siostra uratowała jej życie. Pół godziny reanimowała szczeniaczka, bez skutku. Jednak mała odzyskała przytomność kiedy  odłożyliśmy ją do pozostałej 11 piesków pijących już z Czarnej, ich mamy.
Była malutka, a teraz urósł z niej duży piesek. Ale jakim cudem i co robi na dachu? Płacze, chce zejść. Wejść łatwiej, zejść, tu sprawy się komplikują. Pewnie została dachowcem, bo wychowywała się razem z kotami. Jednak nie raziłabym jej naśladować kumpli akurat w tych sprawach. Kot spada na 4 łapy, a pies - kaskader, jeszcze nie wiem. I nie mam zamiaru się przekonać.
Wychodzimy na dwór i Ania wchodzi na budę. Zaczyna wołać Lucky do krawędzi, ale piesek za bardzo się boi i kręci się po tym dachu szukając bezpiecznego punktu do zejścia.
Bezradna poszłam po różne pudełka, skrzynki i takie inne graty żeby zrobić Lukulkowi schodki. Tylko że to nic nie dało. Dalej siedziała uwięziona na dachu. Konstrukcja była za niska, dalej bała się skoczyć.
- Mam pomysł, przynieś mi serdelka - Ania chciała przekupić Lucky żarciem. Tu pojawił się mały problem. Ani z moim szwagrem nauczyli Lucky prosić. Jak prosi, podnosi łapkę i macha nią. I tak było w tej sytuacji. Zamiast skoczyć na budę z pudełkami machała łapką czekając że przekąska sama do niej przyjdzie. Nie ma tak, my tu robimy za pomoc, a nie kelnerów z jedzeniem.
Lucky słowa pomoc chyba nie zrozumiała. Siedziała i prosiła, potem zaczęła biegać, aż w końcu mama poszła po wyższą budę. Postawiliśmy ją z drugiej strony komórki.
Tylko że teraz były 2 serdelki, 2 budy i mama z siostrą  wołające psa na raz. Kręciła się zdezorientowana nie wiedząc z której restauracji serdelkowej skorzystać. Nie zeszła na żadną z bud.
- Dobra, leć po smycz -  Ania nie dawała za wygraną. Byłyśmy zmęczone, ale nie chciałyśmy zostawić tego koto-psa samego na noc na dachu.
Przyszłam ze smyczą i suchą karmą, ponieważ proszącemu pieskowi się nie odmawia serdelków. Ania postawiła miskę z karmą na brzegu dachu i nie trzeba było jej wołać. Kiedy Lucky była zajęta jedzeniem, Ania przy czepiła smycz do jej obroży i przerwała psu posiłek ściągając go na wcześniej ustawioną konstrukcje. Nie było wysoko, piesek przeżył. Ale nadal chodzi po tym dachu :) Musimy przestawić budy, bo po nich weszła :)

Jak sie pewnie domyślacie historia opisana na faktach autentycznych. Mój późniejszy wpis na Facebooku :
Żeby o 1 w nocy ściągać psa z dachu, to jest hardkor ;p Nie wiem jak i po co tam weszła, ale Lucky nie zna pojęcia grawitacja i niebezpieczeństwo :) Słowem : Łamie wszelkie granice. Widać wdała sie w sierściuchy. Dobranoc, koto-psie :)



Dziękuje osobie, która poddała mi pomysł na to opowiadanie :)
A to sprawczyni tego całego zamieszania :) 

 Lucky <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz