Mam nadzieje, że sie spodoba :) Piszcie w komentarzach co myślicie :) To opowiadanie jest jakby o moich marzeniach xD
Nazywam się
Austin Smith, mieszkam w Nowym Jorku. Ostatni tydzień był dla mnie bardzo
dziwny, wręcz niezwykły. Myślałem że to wszystko jest snem,jednak okazało się
jawą.W życiu nie zawsze była dobrze, jednak ten tydzień był dla mnie bardzo
dobry.Posłuchajcie.
Poniedziałek,godz
7’00. Jak zwykle trzeba wstać do szkoły.Ah,jak ja tego nie lubie. Ale jednak
wstaje i pędze do kuchni, skąd dobiega zapach świeżo zrobionego omletu. Mama
robi najlepszy w dzielnicy :)
-O której
kończysz lekcje?-zapytała podczas
śniadania.
-O 14, ale
pójde jeszcze z Lukiem do skateparku.Podobno będzie tam Michelle.
-Domyślam
się, że tylko dla niej tam idziesz…-Mama zaśmiała się.Dobra, ma mnie. Ale
Michelle jest tylko koleżanką.Narazie…
-Nie
prawda.Lubie jeździć na deskorolce-Zgrywałem twardziela, nie lubie gdy mama
mówi o moich koleżankach.
Wyszedłem z
domu i po drodze do szkoły spotkałem Luka.Dzięki niemu uświadomiłem sobie że
jest 7’45 więc bezzwłocznie pognaliśmy na lekcje.
Wchodząc do
klasy mój wzrok od razu pada na Michelle.Rany, jest niezwykła.Lśniące brązowe
włosy, zielone oczy, oto idealna dziewczyna dla mnie.
-Austin?-
usłyszałem głos.Był to pan Perkins, nauczyciel matematyki. Zapytał, dlaczego
się spóźniłem.
-Ponieważ…-zatrzymałem
się próbując na szybko wymyślić powód.
-Jego mamie
zepsuł się samochód-Luke, zawsze potrafi wymyślić dobry powód.Dzięki kolego.
Dzięki
Luke’owi zaoszczędziłem mamie wizyty wychowawcy w domu.Ale 1 z kartkówki z chemii raczej
nie będzie mile widziania w domu.Lepiej
zostane w skateparku jak najdłużej :)
Po lekcjach
zgodnie z planem udaliśmy się do skateparku.Jaskrawo zielona bluzka Michelle
była widoczna z daleka, więc na pewno tam była.
-Dobra, skup
się.-Luke miał wiele doświadczeń z dziewczynami, więc najlepiej udać się po rade
do niego.- Chcesz poderwać Michelle, tak? Więc po pierwsze wrzuć na luz, po
drugie pokaż się z jak najlepszej strony, a po trzeci idź tam i pokaż jej kim
jesteś!-powiedział Luke i popchnął mnie w strone tej uroczej dziewczyny.
Wyluzowany i
pewny siebie podszedłem do Michelle.
-Cześć.-powiedziałem.-Od
czegoś trzeba zacząć , nie?
-O,Austin.Nie
wiedziałam, że tu przychodzisz.Co cie sprowadza?-wydawała się zainteresowana
rozmową.Ciagnąłem dalej.
-Wiesz…- i
znowu zawieszenie.Co ja tu robie? Luke,pomocy…
-Hej,ludzie.Bitwa
na rymy zaczyna się za chwile.Kto jest chętny?-Usłyszałem z daleka te okrzyki.
-O
rany.Pewnie wielu chłopaków ze szkoły weźmie w tym udział.Uwielbiam
rap!-Michelle była zachwycona tym wydarzeniem.Już wiem co tu robie.
-Właśnie…przyszedłem
tu na tę bitwe.Idziesz?-byłem pewny że dam rade.Ale miałem lekkie
obawy.Przecież ja nigdy w życiu nie rapowałem!
Podeszliśmy
do tłumu ludzi zgromadzonego wokół jakiegoś chłopaka rzucającego rymami na lewo
i prawo.
-Już po
mnie-myślałem, jednak Luke wyrwał mnie z zadumy.
-Stary,
twoja kolej.Pamiętaj-powiedział i wzkazał palcem na Michelle.
-Spoko-znowu
zgrywałem twardziela.Kurcze,co ja tu robie? Tylko się skompromituje.Ale
wyszedłem na środek i zacząłem wyszukiwać w głowie rymujące się wyrazy.Coś z
tego wyszło.Ludzie krzyczeli „ Dawaj Austin” „ Jesteś super” itp. To dawało mi
siłę na dalsze kłapanie jęzorem.
Gdy okazało
się że wybrali mnie na zwycięzce byłem w szoku.To był mój pierwszy raz.A
Michelle spoglądała na mnie jak na bohatera.Rany chłopie, zrobiłeś to!
Wróciłem do
domu ok. 20,ponieważ Luke oczywiście musiał zrobić impreze na moją cześć.”Nowa
gwiazda rapu na Brooklynie,Austin Smith!”Weź, przestań stary.
Wtorek.
Poranek był pełny pytań o moją bitwe i czy zaczne kariere.Mamo,tato:to była
tylko koleżeńska bitwa w skateparku.Czy był tam jakiś producent muzyczny?( Nie
odpowiadaj, znamy odpowiedź)
Jednak gdy poszedłem do szkoły już było inaczej. Po
wejściu zaczęły się gratulacje od kolegów i komplementy od
dziewczyn.Oraz…zaproszenia na bitwy w innych miejscach?
O nie,
kończe z tym.Chociaż…zastanowie się.Jeśli da mi to awans jeszcze wyżej w
szkolnej hierarchii warto spróbować.
Na
matematyce zdobyłem kolejną piątke.Mama nie dowiedziała się o spóźnieniu , więc
pewnie mnie pochwali.Ale nic, dzisiaj po szkole ide z Michelle na kolejną
bitwe.Wow, co ja wyprawiam?
Bitwa odbyła
się w klubie dla młodzieży.”Osobom powyżej 21 roku życia wstęp wzbroniony”-
taki napis widniał przed wejściem.Ale musze się skupić.Ok, zaczynamy…
Tym razem to
nie był plac, tylko mała scena z mikrofonem i jednym reflektorem. To było nawet
fajne, pierwszy raz używam mikrofonu :)
Publika też była większa.Więcej
stresu,więcej opinii od nich, ale też więcej braw i gratulacji jeśli dobrze mi
pójdzie.
Rozkręciłem
się i moim rapem rozkręciłem ten budynek.Ludzie zaczęli szaleć i klaskać w rytm
podkładu.To było coś… niesamowitego. Fajnie jest gdy z szarego odludka stajesz
się kimś.Ale to dopiero 2 dzień tygodnia, co bdzie dalej?
Środa.
Dzisiaj z rodzicami polecieliśmy do Chicago
zobaczyć słynn Google Bean. Ta kula jest zbudowana z szkła i
wygląda jak… ogromne lustro w kształcie kuli.Dało mi to niezłą radoche.
Ale do
rzeczy.Co mi się najbardziej podobało w tym dniu. Nie sądziłem, że w ciagu 3
dni moje życie mieni się tak bardzo.
Idąc do
hotelu zobaczyłem ,że niektórzy przechodnie patrzą na mnie i szpetają między
sobą.Myslałem, że mam kartke
„ Kopnij
mnie” na plecach.Ale to nie było to. Więc, o co chodzi?
Odpowiedź
zyskałem w hotelu.Podbiega do mnie dziewczyna.Ładna blondynka.Jednak musiałem
pozbierać myśli: mam przecież Michelle.
-Ty jesteś
Austin Smith, tak?-pyta ze szczęściem.Dziewczyno, co ty brałaś? I o co tu
kurcze chodzi? Nadal czułem na sobie wzrok ludzi.
-T-tak, to
ja.O co chodzi?- zapytałem.Nareszcie się dowiem o co chodzi. Mów dziewczyno, no
dalej…
-Widziałam w
Internecie twój wystep w klubie.Jesteś niesamowity!
Zamarłem.Jak
to w Internecie? Zadzwoniłem do Luke’a.
-Austin,
ocknij się.Tam były dziesiątki ludzi z telefonami. Przecież kilku na pewno
wrzuciło to w sieć.I właśnie to oglądam.Komentarze są powalające.Brawo,
ziom.Jesteś internetową gwiazdą.
-Już nie
internetową.Ludzie się na mnie gapią, dziewczyny podbiegają i krzyczą, jaki to
jestem wspaniały. Ale zaraz, to nagranie jest tram od wczoraj.Ile ma
wyświetleń?( Przeczuwałem że to mnie zaszokuje)-zapytałem.
-2000 przez
dobe na całym świecie.Spełnienie marzeń normalnie!Szacun i to wielki.Dobra,
kończe.Ciesz się życiem, bo dopiero ci się zaczyna J-Luke pożegnał się, a ja zamyśliłem.
Faktycznie,
może życie dopiero się zaczyna.Całe poprzednie lata narzekałem na nie, a teraz
dopiero je docenie.Super!
Google Bean
była wspaniała.Narobiłem mase zdjęć.Również z fankami które się przywlekły za
mną.A miał być rodzinny wyjazd…
Po powrocie
do hotelu odpaliłem laptopa i zobaczyłe statystyki filmiku z
występu.Komentarze:
-Jesteś
niezwykły. Kocham cie!
-Super.Gratuluje
talentu J
-Umówisz się
ze mną? J
Ostatni
komentarz najbardziej mnie zaszokował.JA MAM DZIEWCZYNE! Położyłem się spać.
Jakie niespodzianki przyniesie czwartek?
Czwartek.Dzisiaj
wieczorem wracamy do NY.Jeszcze tylko odwiedzić wujka Henriego i można lecieć.
Ciekawe, co wydarzy się po drodze.Kolejne rozkrzyczane fanki?
Pojechaliśmy
metrem. Na stacji koło mieszkania wujka spotkałem jakiegoś mężczyzne. Zapytał
mame, czy mogliby porozmawiać na osobności.
-Austin, idź
do wujka.Czeka na ciebie.Pogadam z tym panem.-Usłyszałem tylko że chodzi o
mnie,ale pobiegłem do wujka.Zawsze daje fajne prezenty J
Ciocia Lucy
jak zwykle wyściskała mnie.Auć, moje biedne kości. Ale oni także słyszeli o
moim popisie w klubie. Nie miłem ochoty już mówić że to nic takiego. W tym
momencie w progu zjawiła się mama.
-Austin,wiesz
kim był ten pan?- zapytała , gdy piliśmy herbatke w srebrnej zastawie
cioci.Lubie te jej kubeczki z wyrytymi kwiatkami.Sa ładne.
-Nie.Kto to
był?
-To bardzo
wpływowy człowiek.Mógłby pomóc ci zacząć kariere.Mam do niego oddzwonić jutro.I
kazał mi z tobą pogadać, czy tego chcesz. Wiesz, takie życie ma wiele zalet,
ale i wad. Masz pieniądze i fanów, ale nie masz czasu dla rodziny i przyjaciół.
Zastanów się nad tym.
Było późno,
więc poszedłem do pokoju gościnnego. Było tam łóżko z moją ulubioną pościelą w
pieski( Tak,mam 15 lat i pościel w pieski) i małym stolikiem nocnym. Podczas
snu myślałem, i myślałem i myślałem… i zasnąłem.
Piątek.
Świeże wiosenne powietrze wpadające przez okno dało mi znak, że czas
wstawać.Mama weszła do pokoju,usiadła na łózku i zapytała:
-Zastanowiłeś
się?
-Chyba
jednak wole być tylko gwiazdą Internetu. Mówiłaś, że nie miałbym czasu dla
rodziny i przyjaciół, a dopiero co zyskałem pozycje i kolegów w szkole. Chce
być raperem w szkole i w sieci, a nie na arenach i studiach nagraniowych.
Mama
zamyśliła się, jednak po chwili odpowiedziała:
-To dojrzała
decyzja synku. Nie będziesz tego żałował?
-Czego? Tego
że koledzy będą musieli płacić za przyjście na mój występ? W szkole mogę to
robić na korytarzu i przed szkolą.Za darmo.
-A pieniądze?
Często nie moge ci dać tego czego chcesz, bo budżet nam na to nie pozwala.
-Pieniądze
szczęścia nie dają.Dobra, wstaje.Co na śniadanie?
-Płatki. A,
i wujek zabiera nas do wesołego miasteczka. Znasz go, lubi to.
-Ja też
-odpowiedziałem J
Śniadanie
zjedzone na szybko, podróż metrem wśród
spojrzeń ludzi i fanek, aż w końcu dotarliśmy do wesołego miasteczka. Zawsze
chciałem przejechać się kolejką górską.
Wsiedliśmy z
wujkiem do wagonika.Nie wiem, dlaczego mama i ciocia nie chciały. Tłumaczyły to
pilną potrzebą fizjologiczną, jednak, coś mi tu nie gra. Domyślacie się o co
chodzi :P
Kolejka
mknęła z prędkością światła. Było niesamowicie. Chciałbym to powtórzyć. Ale
wujek który wysiadł z kolejki jako pierwszy chyba nie
Idąc do domu
usłyszałem za sobą jakieś krzyki.Odróciłem się i zamarłem. W moim kierunku
biegło kilkanaście rozhisteryzowanych dziewczyn. Mama szturchnłeła mnie i
wsiedliśmy do auta. Odjechała z piskiem opon.
-Chcesz się
od tego uwolnić?-zapytała.
-Pierwszy
raz przeżywam coś takiego ale chce. Nie mam zamiaru was stracić.. Jedźmy do
domu.
Spakowaliśmy bagaże i wyjechaliśmy do
Nowego Yorku.
W
poniedziałek wszyscy pytali dlaczego zrezygnowałem z propozycji lepszego
życia.Powiedziałem po prostu:-
Słuchajcie,mam
was,Michelle z którą dzisiaj ide do kina,Luke’a który zawsze będzie najlepszym
kumplem,rodzine i was. Czego chcieć więcej? Nie wiem, bo ja już mam coś o czym
zawsze marzyłem:przyjaciół…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz