poniedziałek, 21 maja 2012

Opowiadanie- Nowe życie

Mam nadzieje, że sie spodoba. Piszcie w komentarzach co myślicie :)


Jest 21.30,sobota, ładna, wiosenna pogoda na dworze.Gdyby był dzień, wyszedłbym z Nickiem pograć w baseball czy poszwędać się po mieście.Ah, fajnie jest.Chociaż siedze w domu i się nudze.Nick jest zajęty.Musi napisać nową strategie dla drużyny.Jest trenerem tutejszego zespołu, nasz sport to baseball. Gram w tej drużynie J
A jeszcze kilka miesięcy temu nie było tak fajnie…
Ja,ChrisTurner,urodzony 21 grudnia 1997,wychowałem się w niezbyt bogatej rodzinie. Mieszkamy, a raczej mieszkaliśmy na Brooklynie.Biedna dzielnica, ale klimat i ludzie fajni.Nigdy bym z tamtąd nie odszedł, gdyby nie ta sytuacja… Posłuchajcie jak zmieniło się moje życie.
Wszystko zaczęło się ok.rok temu. Byłem trudnym dzieciakiem. Wiecie, hormony, huśtawki nastrojów i takie tam. Rodzice pracowali w sklepie 3 ulice od domu.Ja chodziłem do gimnazjum. O moich ocenach szkoda pisać.Jakoś dawałem rade, ale rodziced ciągle cisnęli mnie do nauki.Dla nich powinienem być prymusem, szóstkowym ucznie, bo co ludzie powiedzą. I też chcieli żebym wyrwał się z tego bagna, którym dla nich był Brooklyn.Ja nie chciałem z tamtąd odchodzić.Chciałem zarabiać na życie inaczej. Wiecie, że Bronx i Broklyn to stolice rapu w Nowym Jorku.Rapowałem dla kumpli,a oni mówili że jestem dobry.I tak zaczęły się marzenia o zostaniu profesjonalnym raperem.Ale dobra, posłuchajcie co wydaryło się pewnego dnia po powrocie ze szkoły.
Dostałem 3 z matematyki.Dla mnie to dobra ocena, a mama znowu będzie krzyczeć, ze powinienem się bardziej postarać.
Wszedłem do mieszkania.Tata w pracy,mama robiła obiad.
Pierwsze pytanie,jak każdego dnia:
-Dostałeś jakieś oceny?
Nie chciałem,ale i tak by się dowiedziała.
-3 z matmy.-Zaraz zacznie się awantura.
-Znowu? Chris, to kolejna zła ocena! Masz szlaban!-Jak zwykle.Czy kiedyś nie będę miał szlabanu?
-Mamo!Ostatnio dostałem 4 z chemii.
-I ty z 4 się cieszysz?To powinna być piątka lub szóstka! Eh, co za dziecko.
Poszedłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do Elli.Zawsze pomaga mi gdy się smuce.
-Hej, co tam?- zaptałem.
-Co się stało? Znowu awantura w domu?-Kurcze, zawsze poznaje że coś jest nie tak.
-Tak.Uziemiła mnie.
-Mieliśmy pójść na kręgle…
-Tak,wiem.Przepraszam.Jakoś to naprawie.
Z kuchni zaczął dobiegać jakiś okrzyk.Ni radość, ni… nie wiem co.Musiałem tam pójść.
Mama stała przytulona do taty.Cieszyła się,bardzo.
-Co się stało?-zapytałem.
-Tata dostał duża premie.Teraz możemy się przeprowadzić.Zacząć nowe lepsze życie,.
Wiedziałem, że mają dużo na koncie, ale że aż tyle,żeby się przeprowadzić.
Nie chciałem tego, a zraniony wcześniejsza kłotnią o oceny wybuchłem.
-Nie zgadzam się! Nie wyjeżdżamy.Możecie jechać, ale beze mnie.-Wkurzony poszedłem do swojego pokoju.
Reszte dnia spędziłem tam.Nie miałem ochoty się z nimi widzieć.I to był błąd.Wtedy widziałem ich po raz ostatni…
Nie wyhodząc z pokoju wiedziałem , że coś jest nie tak.Obudziłem się o 9,a zwykle już o 6 budzi mnie rumor w kuchni.
Gdy wyszedłem z pokoju, przeraziłem się ponieważ  w domu nic nie było.Dosłownie, NIC! Nawet zdjęcia rodziców ze ślubu.Bez niego nigdzie by nie wyjehali.Kurcze, chyba słowa „ beze mnie” znaczyły naprawde że…beze mnie.
Poszedłem do kuchni.Na podłodze leżała kartka.
„ Chris, przepraszamy, ale nie mogliśmy inaczej.Przez ostatnie lata zachowywałeś się jako dorosły, robiłeś wszystko co chciałeś nie mówiąc nam o tym.Traktowałeś nas jakl smieci, na co nie zasłużyliśmy.Także, pojechaliśmy do Queens,tata kupił mieskzanie, i zaczynamy tu nowe życie,bez ciebie,dokładnie tak jak chciałeś.Koło łóżka masz śniadanie i troche pieniędzy.Chciałes żyć jak dorosły to masz.Powodzenia.Ty maszs swoje życie, a my swoje. Żegnaj.  Rodzice

P.S Niedługo trzeba zapłacić czynsz.Radze znaleźć jakąś prace,chociaż nie wiem czy zatrudniają nieletnich.”
Poszedłem do pokoju i znalazłem 50$ koło łóżka.Była tam też zupa w puszce.
Nie miałem zamiaru znajdować pracy i płacić tego durnego czynszu.Zresztą, i tak bym nigdzie nie dostał pracy.Wiele dzieciaków w NY mieszka na ulicy,więc chyba i ja dam rade.Wyszedłem z domu i wyrzuciłem klucz do studzienki kanalizacyjnej.Czas na zawsze zerwać z przeszłością.Tylko… zacząłem czuć się dziwnie.Tak bez rodziców,sam.Ej,tam.Pójde do Elli,chyba jest w domu , skoro mamy weekend.
Ella mieszka niedaleko.Jednak jej rodzice są jacyś… nie wiem.Nie lubią mnie. Chyba dlatego że Ella ma same 6, a ja?
Zadzwoniłem do niej i powiedziałem, niech wyjdzie na skwerek.
-Co jest?-zapytała.
-Rodzice mnie zostawili.Przeprowadzili się do Queens,a ja wyrzuciłem klucz od domu i postanowiłem żyć na ulicy.
-Wow…eee…że co?=Była zmieszana.
-Rodzice przeprowadzili się do Queens i mnie zostawili.Chyba dlatego, że byłem dla nich nie miły.Ale, spoko.Dam rade.Mam 50$,kupie zapas jedzenia i gdzieś się zaszyje.
-Długo tak nie pożyjesz.Wiesz,ile jest teraz napadów,pobić, i to głównie dla pieniędzy.A jak nie masz, to biorą co masz albo po tobie.
-Daj spokój.Dobra,znasz jakieś miejsce w którym moge zamieszkać?
-Skoro, żyjesz na ulicy,tak? To praktycznie całe miasto to twój dom.A może po prostu pogadaj z rodzicami?
-Nawet nie znam adresu.A po drugie nie mam ochoty.Potraktowali mnie jak zwierze.Wykopali z życia.
-Ale ty podobnie ich traktowałeś.Dobra,musze wracać do lekcji.Mamy dużo zadane.Powodzenia.Nie daj się temu miastu.
Było jeszcze rano, więc poszedłem na spacer po mieście.W zaułkach często można spotkać jakiegoś bezdomnego.Ciekawe, jak oni to robią,że potrafią żyć na ulicy kilka lat?
Znalazłem jakiś zaułek i wiate na samochód, dawno nie używaną.Opuszczoną.Pomyśłałem,że ona będzie moim domem.
Ale po chwili zjawił się tam jakiś gościu i zaczął gotować zupe.Zaraz, gotować zupe w wiacie na samochód?A, podłączył się z grzałką do sąsiedniego budynku.SApryciarz.Dobra,trzeba szukać dalej.
Miasto które nigdy nie śpi.Faktycznie tak jest, ale gdy mrok nad chodzi ono zamiera.Tylko nieliczni mmogą sobie pozwolić imprezy w klubach i podtrzymywać Nowy Jork, aby nie zasnął. A mrok właśnie nadszedł.Cały dzień błąkałem się po nim,ale i tak nie znalazłem miejsca do spania.
Akurat byłem w Central Parku.Usiadłem na ławce,zaczęło padać.W normalnej sytuacji siedziałbym teraz w domu.Ale mokne,siedze na deszczu i mokne.Jak…bezdomny.Jak śmieć.Często przechodziłem koło takich ludzi i myślałem „ Śmiecie,brudasy,debile” A teraz sam nim zostałem.Przez jeden dzień byłem bezdomnym i chyba nim zostane.Nie mogłem znaleźć schronienia.Nałożyłem kaptur i wszedłem pod ławke.Au,i na dodatek walnąłem się w głowe.Ławka była za niska.
-Co tak siedzisz? – usłyszałem głos.Siedziałem z głową pochyloną do tyłu i myślałem, że tylko mi się wydaje.Kto by zagadał do…śmiecia.
-Młody-Ktoś mnie szturchnął.Otworzyłem oczy i spojrzałem.Stał nade mną jakiś chłopak.Starszy, chyba dorosły.Miał czapke i płaszcz.Nie marzł jak ja.
-Zgubiłeś się?- zapytał.Ja dalej siedziałem milcząc.
-Co się stało?
W końcu oprzytomniałem.Odpowiedziałem.
-Nie mam domu.Rodzice mnie zostawili. I..-wtedy zdałem sobie sprawe… że płacze.Nie tylko deszcze spływał po moich policzkach.To też łzy.Ale ja…nigdy nie płakałem…dlaczego?Dlaczego teraz płacze?
-Jak to cie zostawili?-przysiadł się do mnie.
-Nie ważne.Nie moknij.Zostaw mnie.Chyba na to zasłużyłem-powiedziałem i odwróciłem głowe.
Uśmiechnął się.
-Jestem Nick-podał mi ręke.
-Chris.-Pociągałem nosem, chyba coś mnie bierze.-A teraz idź do domu.Nie moknij.
-Chris…-zaczął, ale przerwałem mu.
-No idź! Zostaw mnie tu! Nie potrzebuje pomocy! Poradze sobie!
Popatrzył na mnie, i jakby się zasmucił.
-Cześć-powiedział odchodząć. Ja milczałem.
Rozpadało się bardziej, i chyba ja zacząłem płakać bardziej.
I  nagle zacząłem krzyczeć.Wstałem, darłem się i kopałem ławke, ąż się rozpadła.Nie pamiętam co się działo.Byłem a amoku. Kopałem, krzyczałem w niebogłosy i myślałem , żeby tylko wrócić do domu.Ale jak? Klucz pływa w ściekach.
Nagle… zatrzymałem się.Poczułem że ktoś na mnie patrzy.Stoi za mną, czułem czyjś wzrok na plecach. Nie był to Nick.To był ktoś…zły, ten wzrok nie był miły.
Powoli się odwróciłem.Stało za mną kilku chłopaków z nożami i kijami baseballowymi.Nie wiedziałem co robić. Znieruchomiałem.Jeden zbliżył się do mnie.
-Masz jakieeś pieniądze? Lepiej dla ciebie żebyś miał.-powiedział.Cały czas patrzył na mnie tym złowrogim wzrokiem.
-Sam dasz czy mamy sobie wziąć?- ciągnął dale chodząc dookoła mnie.Mógł w każdej chwili zaatakować.Nie reagowałem, chyba…bałem się?
I wtedy padł pierwszy cios.W plecy.Przewróciłem się.Potem inny kopnął mnie w głowe. I kilka razy walnął kijem w plecy. Potem chwila przerwy.Czekali aż się podniose. Wstałem.
-I co, dalej nie masz pieniądzy,tak?-powiedział i znowu obszedł mnie do okoła. Wreszcie odzyskałem mowe.Jednak to co powiedziałem, nie zmieniło mojej sytuacji.
-Chłopaki, naprawde nie mam kasy! Zostawcie mnie!-miałem chęć uciec.Ale otoczyli mnie.Nie dałbym rady.
 Wtedy poczułem noż przy gardle.Zacząłem się bać.
-Gramy dalej?-zapytał.
Poddałem się.Wyciągnąłem te 50$ z kieszeni i podałem im.
-Grzeczny chłopiec- powiedział.Ale to nie wszystko.
-A telefon masz?-Inny zaczął wymachiwać mi kijem przed głową.
-Nie-To był błąd.Chyba wiedzieli, że mam. Ten z nożem rzucił mnie na ziemie, a reszta zaczęła katować.Nie potrafie tego opisać.To było straszne kilka minut.

Zabrali mi telefon, kase i odeszli.Ja…leżałem na ziemi.Przez kilka minut.Padał deszcz, to nasilało ból.Krwawiące rany od noży,poobijane kości i rozwalony nos.Auua! Boli! I znowu się darłem.Zamknąłem oczy z myślą że to złagodzi ból.Ale teraz znowu się bałem.Usłyszałem kroki.Wrócili.
Ale ten ktoś mnie podniósł.Nie protestowałem.Nie mogłem.I nie czułem od niego zła.Ja czułem się…bezpiecznie.Ale, kto to do cholery jest?
--Kto ty-zacząłem, ale ten ktoś mi przerwał.
-Cii…-Faktycznie, lepiej oszczędzać siły na potem. Byłem zmęczony i oblały.Ale…skądś znam ten głos...
Weszliśmy do jego mieszkania.Położył mnie na sofie i zdjął kurtke.Teraz go poznałem.To Nick.Nie sądziłem, że po tym co zrobiłem po mnie wróci.
-Słuchaj, mało się znamy.Ale co się stało?- zapytał i podał mi koc. Byłem cały przemoczony.-
-Dzięki… że mnie uratowałeś.-Nie sądziłem, że kiedyś powiem te słowa-…zaatakowało mnie kilku ludzi.Zabrali  pieniądze i komórke.
-A dlaczego mokłeś w Central Parkku?
-Rodzice mnie zostawili, bo im pyskowałem i byłem niemiły.I…sory za to w parku.Nie chciałem.No i zostawili mnie, a ja wyrzuciłem klucz do mieszkania żeby zerwać z przeszłością i rozpocząć nowe życie jak oni.Myślałem że życie na ulicy jest fajne, ale tak nie jest.
-Nie gniewam się.Dobra, musimy coś zrobić z tymi ranami.Pójde po apteczke.
Nick opatrzył moje rany i…zacząłem czuć się bezpiecznie u niego w domu. Zrobił mi herbate.Od razu lepiej się poczułem.Nie ma to jak rozgrzewający napój po takich przygodach.
Dał mi swoje ubrania i pościelił na sofie. Było późno.
-Dobra Chris.Zostaniesz tu na noc, a rano coś wymyślimy.Musimy się kłaść.Jest 23,a ja mam prace rano.A ty chyba szkołe?
-Nie pójde do szkoły.
-Twój wybór…-Wow, chyba nie myślał że taki pilny uczeń ze mnie?
W nocy padało.Krople stukały o parapet.Ale zasnąłem szybko.Natłok wydarzeń dnia dzisiejszego szybko dał mi do zrozumien ia,że pora spać.Ale zanim to zrobiłem, to pomyśłaem o rodzicach.Ciekawe co robią?Troche chyba za nimi teśknie.Ale spoko,dam rade.
Rano słońce wpadło przez okno.Dało mi to do zrozumienia że będzie dobry dzień.Ale…kurcze,wszystko mnie bolało.Stanałem na nogi, ale nie ruszyłem ręką.Iggłowa była posiniaczona.Boli!
-Jak się spało?
Z Nicka to chyba ranny ptaszek.
-Dobrze.Dzięki za nocleg.Chyba będę się zbierać.
-A gdzie pójdziesz,co? Wiesz gdzie mieszkają twoi rodzice?-Chyba nie myślisz,że tam wróce?
-Nie wiem.I nie chce tam wracać.
-A co będziesz robił przez cały dzień?
-Błakał się po mieście w poszukiwaniu miejsca do spania, jak wczoraj.
-Nie.Pójdzioesz ze mną do pracy.Lubisz baseball?
-I to jak.
-Top się dobrze składa.Jestem trenerem tutejszej drużyny juniorów, i jutro mamy trening.Ile masz lat?
-15.A co?
-Jeśli dobrze grasz, to może znajdzie się dla ciebie miejsce.
Dziwnie się czułem.Znam go jedną noc, a on zachowuje się jakby był moim dobrym kumplem.Zobaczył to.
-Słuchaj Chris.Wiesz…ja…czuje się tak jakby za ciebie odpowiedzialny.Uratowałem ci życie,nie masz nikogo, więc…
-Dobra.Chodźmy-Przerwałem tą sytuacje.Nie lubie takich.
Poszliśmy na miejscowe boisko.Nick podszedł do chłopaków z drużyny.
-Ludzie, to jest Chris.Bedzie dzisiaj z nami grał.Dzielimy się na drużyny i zaczynamy.Mamy mecz za tydzień, pamiętajcie.
Nick podał mi kij i stanąłem na bazie.Chłopak z tyłu powiedział:
-Tylko nie spudłuj.
-Nie mam takiego zamiaru-odpowiedziałam.Jestem dobry w tą gre.
Piłka leci,leci,leci…Bam! Wybiłem poza boisko.Mamy HOME RUN! Nick spojrzał na mnie z zachwytem,podszedł i powiedział:
-Witaj w drużynie,Chris.
Wow, rodzice by mi na to nie pozwolili. Według nich miałem tylko się uczyć.
Jeszcze tego dnia otrzymałem koszulke z moim nazwiskiem: Turner. Fajnie jest mieć koszulke z własnym nazwiskiem J
Wróciliśmy do domu.Wczoraj tego nie zauważyłem.Pod ścianą stał Xbox.
-Nick, pogramy na XBoxie?
-Jasne.Lubisz?
-Bardzo.Grałem u kolegi, moich rodziców nie stać na takie zabawki.
To był fajny dzień.Chyba zaczynam  go lubieć.Nick jest fajny, ma XBoxa, jest moim trenerem i … przyjacielem? Nie wiem, chyba to za krótko żeby mówić o przyjaźni.Dobry kumpel? Nie wiem już…
Wieczorem wypiliśmy herbate,zjedliśmy pizze i zaczel;iśmy gadać.Nie wiem, co mi przyszło do głowy, ale zapytałem:
-Nick, mógłbym jeszcze troche u ciebie pomieszkać?
-Jasne, nie krępuj się.Fajnie mi się z tobą mieszka.Jesteś fajny,wesoły i wcale nie taki pyskaty jak mówiłeś.
-Nie znasz mnie na tyle dobrze.
I tak minął tydzień.Cały tydzień mieszkałem u Nicka, i chyba nawet przestałem się smucić tym, co zrobili rodzice.Znalazłem w nim, kumpla i zaprzyjaźniłem się z nim chyba.
Nadszedł piątek. Wieczorem poszliśmy z Nickiem na boisko i pograliśmy jedne na jednego. Tym bardziej,że jutro mecz.To była dobra zabawa i dobry trening.
Musisz odpocząć-powiedział, gdy wróciliśmy do domu.-Jutro wielki dzień.
-Nom.Troche się boje.
-Czego?-zapytał.
-Tego że przegramy.Pewnie nie będziesz chciał mnie znać.
-Oszlałeś? Jesteśmy kumplami. Zrobie hamburgery i co ty na to żeby jeszcze chwile pograć na XBoxie?
-Stoi!-Wie co lubie J
I  mamy sobote rano.Wielki dzień.Wstaliśmy wcześniej.Nick dopilnował żebym był w dobrej kondycji, dlatego wczoraj obbiegliśmy cały Central Park.Tym razem bez niespodzianek,chociaż troche się bałem.Ale Nick był ze mną więc byłem bezpieczny.Kurcze, na serio jest dla mnie jak tata.Chciałbym,że by tak było…
Godzina 15, dużo ludzi na trybunach.Rodzice nie interesuja się baseballem więc nie przyjdą.Ale nie przejmuje sie tym.Wygram ten mecz i Nick będzie ze mnie dumny!
Pierwsza piłka odbita,kolejne też i tak przetrwaliśmy cały mecz.Fajnie, że moim trenerem jest Nick.To mi dawało siłe,żeby odbijać je coraz dalej.
Gdy odbiłem ostatnią piłke i dobiegłem do bazy Nick podskoczył i wybiegł na boisko.Przytulił mnie.
-Jestem z ciebie dumny.Brawo, dzieciaku-Powiedział to z takim ciepłem.
Nick-zacząłem.Miałem go o to zapytać wczoraj,ale zdecydowałem że dzisiaj w takiej radości będzie lepiej. 
-Czy mogę z tobą mieszkać już tak…wiesz… na zawsze?-Spodziewałem się,że powie nie…
-Wiesz, zawsze chciałem mieć syna.Nie ważne że przyszywany, ale jesteś jak mój syn.Jasne, że możesz.
Top była magiczna chwila.Chwila zwrotna w moim życiu.Chwila która je zmieniła. 
Obaj się powyliśmy.Byliśmy szczęśliwi że wygraliśmy mecz i że staliśmy się prawie-rodziną.    
Kilka miesięcy temu była wigilia.Spędziliśmy ją razem z dziewczyną Nicka,Victorią.Stała się moją przyszywaną mamą.
Wszyscy dawaliśmy sobie prezenty.Ja dostałem nowy telefon.Super sprawa.A Nickowi dałem kolejną porcelanową figurke dalmatyńczyka.Lubi je.Pełno takich w domu,ale nigdy nie za wiele.   
Wigilia była fajna.Było to 4 miesiące temu.Nick posłał mnie do szkoły na Brooklynie.Ale innej, skoro chciałem zerwać z przyszłością.I zmienił mi nazwisko,już nie Chris Turner,tylko Chris Clinton.I gadał przez telefon z rodzicami.Musieli się na to zgodzić
Jednak ja nie chciałem z nimi rozmawiać.Mam teraz nową rodzine.Ok, i teraz najlepsze.Po tej rozmowie oficjalnie mnie adoptował.Rodzice pozbyli się praw rodzicielskich i Nick z Victorią stali się moimi prawdziwymi rodzicami.Ale super.     
Teraz mówie od niego tato.I mam własny pokój u niego w domu.Zaraz, to już właściwie mój dom. Mam też  fioletową tapete w paski na ścianie.Rodzice mi nie pozwolili.Oni urządzali mój pokój, nie ja.A meble do mojego( tego teraz) wybrałem ja.I Nick pozwolił mi na DUŻE łóżko.Super sprawa.   
 I Nick kupił mi własny mikrofon do pokoju.Teraz mogę nagrywać mój rap.Rodzice tego nie akceptowali.Uważali, że rap jest zły.                                                                                                     
I tak wspominam ostatni rok.Siedze w fotelu,pije herbate i głaskam kota.Czekam aż Victoria wróci z pracy żeby pomóc mi w lekcjach.I czekam aż Nick skończy z tą strategią.Dawno nie graliśmy na XBoxie.
O, Victoria wróciła.Dobra,spadam do lekcji.Opowiedziałem wam historie mojego życia.Troche wzlotów i upadków jak w każdym.Ale na szczęście mamy Happy End
Na początku tęskniłem za rodzicami,ale teraz mam nową rodzine i bardzo się ciesze że ich mam.Szanuje ich,kocham i nigdy nie skrzywdze.Wam życze tego samego.Kochającej rodziny i szczęśliwego życia…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz