Jest
21.30,sobota, ładna, wiosenna pogoda na dworze.Gdyby był dzień, wyszedłbym z
Nickiem pograć w baseball czy poszwędać się po mieście.Ah, fajnie jest.Chociaż
siedze w domu i się nudze.Nick jest zajęty.Musi napisać nową strategie dla
drużyny.Jest trenerem tutejszego zespołu, nasz sport to baseball. Gram w tej
drużynie J
A jeszcze
kilka miesięcy temu nie było tak fajnie…
Ja,ChrisTurner,urodzony
21 grudnia 1997,wychowałem się w niezbyt bogatej rodzinie. Mieszkamy, a raczej
mieszkaliśmy na Brooklynie.Biedna dzielnica, ale klimat i ludzie fajni.Nigdy
bym z tamtąd nie odszedł, gdyby nie ta sytuacja… Posłuchajcie jak zmieniło się
moje życie.
Wszystko
zaczęło się ok.rok temu. Byłem trudnym dzieciakiem. Wiecie, hormony, huśtawki
nastrojów i takie tam. Rodzice pracowali w sklepie 3 ulice od domu.Ja chodziłem
do gimnazjum. O moich ocenach szkoda pisać.Jakoś dawałem rade, ale rodziced
ciągle cisnęli mnie do nauki.Dla nich powinienem być prymusem, szóstkowym
ucznie, bo co ludzie powiedzą. I też chcieli żebym wyrwał się z tego bagna,
którym dla nich był Brooklyn.Ja nie chciałem z tamtąd odchodzić.Chciałem
zarabiać na życie inaczej. Wiecie, że Bronx i Broklyn to stolice rapu w Nowym
Jorku.Rapowałem dla kumpli,a oni mówili że jestem dobry.I tak zaczęły się
marzenia o zostaniu profesjonalnym raperem.Ale dobra, posłuchajcie co wydaryło
się pewnego dnia po powrocie ze szkoły.
Dostałem 3 z
matematyki.Dla mnie to dobra ocena, a mama znowu będzie krzyczeć, ze powinienem
się bardziej postarać.
Wszedłem do
mieszkania.Tata w pracy,mama robiła obiad.
Pierwsze
pytanie,jak każdego dnia:
-Dostałeś
jakieś oceny?
Nie
chciałem,ale i tak by się dowiedziała.
-3 z
matmy.-Zaraz zacznie się awantura.
-Znowu?
Chris, to kolejna zła ocena! Masz szlaban!-Jak zwykle.Czy kiedyś nie będę miał
szlabanu?
-Mamo!Ostatnio
dostałem 4 z chemii.
-I ty z 4
się cieszysz?To powinna być piątka lub szóstka! Eh, co za dziecko.
Poszedłem do
swojego pokoju i zadzwoniłem do Elli.Zawsze pomaga mi gdy się smuce.
-Hej, co
tam?- zaptałem.
-Co się
stało? Znowu awantura w domu?-Kurcze, zawsze poznaje że coś jest nie tak.
-Tak.Uziemiła
mnie.
-Mieliśmy
pójść na kręgle…
-Tak,wiem.Przepraszam.Jakoś
to naprawie.
Z kuchni
zaczął dobiegać jakiś okrzyk.Ni radość, ni… nie wiem co.Musiałem tam pójść.
Mama stała
przytulona do taty.Cieszyła się,bardzo.
-Co się
stało?-zapytałem.
-Tata dostał
duża premie.Teraz możemy się przeprowadzić.Zacząć nowe lepsze życie,.
Wiedziałem,
że mają dużo na koncie, ale że aż tyle,żeby się przeprowadzić.
Nie chciałem
tego, a zraniony wcześniejsza kłotnią o oceny wybuchłem.
-Nie zgadzam
się! Nie wyjeżdżamy.Możecie jechać, ale beze mnie.-Wkurzony poszedłem do
swojego pokoju.
Reszte dnia
spędziłem tam.Nie miałem ochoty się z nimi widzieć.I to był błąd.Wtedy
widziałem ich po raz ostatni…
Nie wyhodząc
z pokoju wiedziałem , że coś jest nie tak.Obudziłem się o 9,a zwykle już o 6
budzi mnie rumor w kuchni.
Gdy
wyszedłem z pokoju, przeraziłem się ponieważ
w domu nic nie było.Dosłownie, NIC! Nawet zdjęcia rodziców ze ślubu.Bez
niego nigdzie by nie wyjehali.Kurcze, chyba słowa „ beze mnie” znaczyły
naprawde że…beze mnie.
Poszedłem do
kuchni.Na podłodze leżała kartka.
„ Chris,
przepraszamy, ale nie mogliśmy inaczej.Przez ostatnie lata zachowywałeś się
jako dorosły, robiłeś wszystko co chciałeś nie mówiąc nam o tym.Traktowałeś nas
jakl smieci, na co nie zasłużyliśmy.Także, pojechaliśmy do Queens,tata kupił
mieskzanie, i zaczynamy tu nowe życie,bez ciebie,dokładnie tak jak chciałeś.Koło
łóżka masz śniadanie i troche pieniędzy.Chciałes żyć jak dorosły to masz.Powodzenia.Ty
maszs swoje życie, a my swoje. Żegnaj.
Rodzice
P.S Niedługo
trzeba zapłacić czynsz.Radze znaleźć jakąś prace,chociaż nie wiem czy
zatrudniają nieletnich.”
Poszedłem do
pokoju i znalazłem 50$ koło łóżka.Była tam też zupa w puszce.
Nie miałem
zamiaru znajdować pracy i płacić tego durnego czynszu.Zresztą, i tak bym
nigdzie nie dostał pracy.Wiele dzieciaków w NY mieszka na ulicy,więc chyba i ja
dam rade.Wyszedłem z domu i wyrzuciłem klucz do studzienki kanalizacyjnej.Czas
na zawsze zerwać z przeszłością.Tylko… zacząłem czuć się dziwnie.Tak bez
rodziców,sam.Ej,tam.Pójde do Elli,chyba jest w domu , skoro mamy weekend.
Ella mieszka
niedaleko.Jednak jej rodzice są jacyś… nie wiem.Nie lubią mnie. Chyba dlatego
że Ella ma same 6, a ja?
Zadzwoniłem
do niej i powiedziałem, niech wyjdzie na skwerek.
-Co
jest?-zapytała.
-Rodzice
mnie zostawili.Przeprowadzili się do Queens,a ja wyrzuciłem klucz od domu i
postanowiłem żyć na ulicy.
-Wow…eee…że
co?=Była zmieszana.
-Rodzice
przeprowadzili się do Queens i mnie zostawili.Chyba dlatego, że byłem dla nich
nie miły.Ale, spoko.Dam rade.Mam 50$,kupie zapas jedzenia i gdzieś się zaszyje.
-Długo tak
nie pożyjesz.Wiesz,ile jest teraz napadów,pobić, i to głównie dla pieniędzy.A
jak nie masz, to biorą co masz albo po tobie.
-Daj
spokój.Dobra,znasz jakieś miejsce w którym moge zamieszkać?
-Skoro,
żyjesz na ulicy,tak? To praktycznie całe miasto to twój dom.A może po prostu
pogadaj z rodzicami?
-Nawet nie
znam adresu.A po drugie nie mam ochoty.Potraktowali mnie jak zwierze.Wykopali z
życia.
-Ale ty
podobnie ich traktowałeś.Dobra,musze wracać do lekcji.Mamy dużo
zadane.Powodzenia.Nie daj się temu miastu.
Było jeszcze
rano, więc poszedłem na spacer po mieście.W zaułkach często można spotkać
jakiegoś bezdomnego.Ciekawe, jak oni to robią,że potrafią żyć na ulicy kilka
lat?
Znalazłem
jakiś zaułek i wiate na samochód, dawno nie używaną.Opuszczoną.Pomyśłałem,że
ona będzie moim domem.
Ale po
chwili zjawił się tam jakiś gościu i zaczął gotować zupe.Zaraz, gotować zupe w
wiacie na samochód?A, podłączył się z grzałką do sąsiedniego
budynku.SApryciarz.Dobra,trzeba szukać dalej.
Miasto które
nigdy nie śpi.Faktycznie tak jest, ale gdy mrok nad chodzi ono zamiera.Tylko
nieliczni mmogą sobie pozwolić imprezy w klubach i podtrzymywać Nowy Jork, aby
nie zasnął. A mrok właśnie nadszedł.Cały dzień błąkałem się po nim,ale i tak
nie znalazłem miejsca do spania.
Akurat byłem
w Central Parku.Usiadłem na ławce,zaczęło padać.W normalnej sytuacji
siedziałbym teraz w domu.Ale mokne,siedze na deszczu i mokne.Jak…bezdomny.Jak
śmieć.Często przechodziłem koło takich ludzi i myślałem „
Śmiecie,brudasy,debile” A teraz sam nim zostałem.Przez jeden dzień byłem
bezdomnym i chyba nim zostane.Nie mogłem znaleźć schronienia.Nałożyłem kaptur i
wszedłem pod ławke.Au,i na dodatek walnąłem się w głowe.Ławka była za niska.
-Co tak
siedzisz? – usłyszałem głos.Siedziałem z głową pochyloną do tyłu i myślałem, że
tylko mi się wydaje.Kto by zagadał do…śmiecia.
-Młody-Ktoś
mnie szturchnął.Otworzyłem oczy i spojrzałem.Stał nade mną jakiś chłopak.Starszy,
chyba dorosły.Miał czapke i płaszcz.Nie marzł jak ja.
-Zgubiłeś
się?- zapytał.Ja dalej siedziałem milcząc.
-Co się
stało?
W końcu
oprzytomniałem.Odpowiedziałem.
-Nie mam
domu.Rodzice mnie zostawili. I..-wtedy zdałem sobie sprawe… że płacze.Nie tylko
deszcze spływał po moich policzkach.To też łzy.Ale ja…nigdy nie
płakałem…dlaczego?Dlaczego teraz płacze?
-Jak to cie
zostawili?-przysiadł się do mnie.
-Nie
ważne.Nie moknij.Zostaw mnie.Chyba na to zasłużyłem-powiedziałem i odwróciłem
głowe.
Uśmiechnął
się.
-Jestem
Nick-podał mi ręke.
-Chris.-Pociągałem
nosem, chyba coś mnie bierze.-A teraz idź do domu.Nie moknij.
-Chris…-zaczął,
ale przerwałem mu.
-No idź!
Zostaw mnie tu! Nie potrzebuje pomocy! Poradze sobie!
Popatrzył na
mnie, i jakby się zasmucił.
-Cześć-powiedział
odchodząć. Ja milczałem.
Rozpadało
się bardziej, i chyba ja zacząłem płakać bardziej.
I nagle zacząłem krzyczeć.Wstałem, darłem się i
kopałem ławke, ąż się rozpadła.Nie pamiętam co się działo.Byłem a amoku.
Kopałem, krzyczałem w niebogłosy i myślałem , żeby tylko wrócić do domu.Ale
jak? Klucz pływa w ściekach.
Nagle…
zatrzymałem się.Poczułem że ktoś na mnie patrzy.Stoi za mną, czułem czyjś wzrok
na plecach. Nie był to Nick.To był ktoś…zły, ten wzrok nie był miły.
Powoli się
odwróciłem.Stało za mną kilku chłopaków z nożami i kijami baseballowymi.Nie
wiedziałem co robić. Znieruchomiałem.Jeden zbliżył się do mnie.
-Masz
jakieeś pieniądze? Lepiej dla ciebie żebyś miał.-powiedział.Cały czas patrzył
na mnie tym złowrogim wzrokiem.
-Sam dasz
czy mamy sobie wziąć?- ciągnął dale chodząc dookoła mnie.Mógł w każdej chwili
zaatakować.Nie reagowałem, chyba…bałem się?
I wtedy padł
pierwszy cios.W plecy.Przewróciłem się.Potem inny kopnął mnie w głowe. I kilka
razy walnął kijem w plecy. Potem chwila przerwy.Czekali aż się podniose.
Wstałem.
-I co, dalej
nie masz pieniądzy,tak?-powiedział i znowu obszedł mnie do okoła. Wreszcie
odzyskałem mowe.Jednak to co powiedziałem, nie zmieniło mojej sytuacji.
-Chłopaki,
naprawde nie mam kasy! Zostawcie mnie!-miałem chęć uciec.Ale otoczyli mnie.Nie
dałbym rady.
Wtedy poczułem noż przy gardle.Zacząłem się
bać.
-Gramy
dalej?-zapytał.
Poddałem
się.Wyciągnąłem te 50$ z kieszeni i podałem im.
-Grzeczny
chłopiec- powiedział.Ale to nie wszystko.
-A telefon
masz?-Inny zaczął wymachiwać mi kijem przed głową.
-Nie-To był
błąd.Chyba wiedzieli, że mam. Ten z nożem rzucił mnie na ziemie, a reszta
zaczęła katować.Nie potrafie tego opisać.To było straszne kilka minut.
Zabrali mi
telefon, kase i odeszli.Ja…leżałem na ziemi.Przez kilka minut.Padał deszcz, to
nasilało ból.Krwawiące rany od noży,poobijane kości i rozwalony nos.Auua! Boli!
I znowu się darłem.Zamknąłem oczy z myślą że to złagodzi ból.Ale teraz znowu
się bałem.Usłyszałem kroki.Wrócili.
Ale ten ktoś
mnie podniósł.Nie protestowałem.Nie mogłem.I nie czułem od niego zła.Ja czułem
się…bezpiecznie.Ale, kto to do cholery jest?
--Kto
ty-zacząłem, ale ten ktoś mi przerwał.
-Cii…-Faktycznie,
lepiej oszczędzać siły na potem. Byłem zmęczony i oblały.Ale…skądś znam ten
głos...
Weszliśmy do
jego mieszkania.Położył mnie na sofie i zdjął kurtke.Teraz go poznałem.To
Nick.Nie sądziłem, że po tym co zrobiłem po mnie wróci.
-Słuchaj,
mało się znamy.Ale co się stało?- zapytał i podał mi koc. Byłem cały
przemoczony.-
-Dzięki… że
mnie uratowałeś.-Nie sądziłem, że kiedyś powiem te słowa-…zaatakowało mnie
kilku ludzi.Zabrali pieniądze i komórke.
-A dlaczego
mokłeś w Central Parkku?
-Rodzice
mnie zostawili, bo im pyskowałem i byłem niemiły.I…sory za to w parku.Nie
chciałem.No i zostawili mnie, a ja wyrzuciłem klucz do mieszkania żeby zerwać z
przeszłością i rozpocząć nowe życie jak oni.Myślałem że życie na ulicy jest
fajne, ale tak nie jest.
-Nie gniewam
się.Dobra, musimy coś zrobić z tymi ranami.Pójde po apteczke.
Nick opatrzył
moje rany i…zacząłem czuć się bezpiecznie u niego w domu. Zrobił mi herbate.Od
razu lepiej się poczułem.Nie ma to jak rozgrzewający napój po takich
przygodach.
Dał mi swoje
ubrania i pościelił na sofie. Było późno.
-Dobra
Chris.Zostaniesz tu na noc, a rano coś wymyślimy.Musimy się kłaść.Jest 23,a ja
mam prace rano.A ty chyba szkołe?
-Nie pójde
do szkoły.
-Twój
wybór…-Wow, chyba nie myślał że taki pilny uczeń ze mnie?
W nocy
padało.Krople stukały o parapet.Ale zasnąłem szybko.Natłok wydarzeń dnia dzisiejszego
szybko dał mi do zrozumien ia,że pora spać.Ale zanim to zrobiłem, to pomyśłaem
o rodzicach.Ciekawe co robią?Troche chyba za nimi teśknie.Ale spoko,dam rade.
Rano słońce
wpadło przez okno.Dało mi to do zrozumienia że będzie dobry dzień.Ale…kurcze,wszystko
mnie bolało.Stanałem na nogi, ale nie ruszyłem ręką.Iggłowa była
posiniaczona.Boli!
-Jak się
spało?
Z Nicka to
chyba ranny ptaszek.
-Dobrze.Dzięki
za nocleg.Chyba będę się zbierać.
-A gdzie
pójdziesz,co? Wiesz gdzie mieszkają twoi rodzice?-Chyba nie myślisz,że tam
wróce?
-Nie wiem.I
nie chce tam wracać.
-A co
będziesz robił przez cały dzień?
-Błakał się
po mieście w poszukiwaniu miejsca do spania, jak wczoraj.
-Nie.Pójdzioesz
ze mną do pracy.Lubisz baseball?
-I to jak.
-Top się
dobrze składa.Jestem trenerem tutejszej drużyny juniorów, i jutro mamy trening.Ile
masz lat?
-15.A co?
-Jeśli
dobrze grasz, to może znajdzie się dla ciebie miejsce.
Dziwnie się
czułem.Znam go jedną noc, a on zachowuje się jakby był moim dobrym
kumplem.Zobaczył to.
-Słuchaj Chris.Wiesz…ja…czuje
się tak jakby za ciebie odpowiedzialny.Uratowałem ci życie,nie masz nikogo,
więc…
-Dobra.Chodźmy-Przerwałem
tą sytuacje.Nie lubie takich.
Poszliśmy na
miejscowe boisko.Nick podszedł do chłopaków z drużyny.
-Ludzie, to
jest Chris.Bedzie dzisiaj z nami grał.Dzielimy się na drużyny i zaczynamy.Mamy
mecz za tydzień, pamiętajcie.
Nick podał
mi kij i stanąłem na bazie.Chłopak z tyłu powiedział:
-Tylko nie
spudłuj.
-Nie mam
takiego zamiaru-odpowiedziałam.Jestem dobry w tą gre.
Piłka leci,leci,leci…Bam!
Wybiłem poza boisko.Mamy HOME RUN! Nick spojrzał na mnie z zachwytem,podszedł i
powiedział:
-Witaj w
drużynie,Chris.
Wow, rodzice
by mi na to nie pozwolili. Według nich miałem tylko się uczyć.
Jeszcze tego
dnia otrzymałem koszulke z moim nazwiskiem: Turner. Fajnie jest mieć koszulke z
własnym nazwiskiem J
Wróciliśmy
do domu.Wczoraj tego nie zauważyłem.Pod ścianą stał Xbox.
-Nick,
pogramy na XBoxie?
-Jasne.Lubisz?
-Bardzo.Grałem
u kolegi, moich rodziców nie stać na takie zabawki.
To był fajny
dzień.Chyba zaczynam go lubieć.Nick jest
fajny, ma XBoxa, jest moim trenerem i … przyjacielem? Nie wiem, chyba to za
krótko żeby mówić o przyjaźni.Dobry kumpel? Nie wiem już…
Wieczorem
wypiliśmy herbate,zjedliśmy pizze i zaczel;iśmy gadać.Nie wiem, co mi przyszło
do głowy, ale zapytałem:
-Nick,
mógłbym jeszcze troche u ciebie pomieszkać?
-Jasne, nie
krępuj się.Fajnie mi się z tobą mieszka.Jesteś fajny,wesoły i wcale nie taki
pyskaty jak mówiłeś.
-Nie znasz
mnie na tyle dobrze.
I tak minął
tydzień.Cały tydzień mieszkałem u Nicka, i chyba nawet przestałem się smucić
tym, co zrobili rodzice.Znalazłem w nim, kumpla i zaprzyjaźniłem się z nim
chyba.
Nadszedł
piątek. Wieczorem poszliśmy z Nickiem na boisko i pograliśmy jedne na jednego.
Tym bardziej,że jutro mecz.To była dobra zabawa i dobry trening.
Musisz
odpocząć-powiedział, gdy wróciliśmy do domu.-Jutro wielki dzień.
-Nom.Troche
się boje.
-Czego?-zapytał.
-Tego że
przegramy.Pewnie nie będziesz chciał mnie znać.
-Oszlałeś?
Jesteśmy kumplami. Zrobie hamburgery i co ty na to żeby jeszcze chwile pograć
na XBoxie?
-Stoi!-Wie
co lubie J
I mamy sobote rano.Wielki dzień.Wstaliśmy
wcześniej.Nick dopilnował żebym był w dobrej kondycji, dlatego wczoraj
obbiegliśmy cały Central Park.Tym razem bez niespodzianek,chociaż troche się
bałem.Ale Nick był ze mną więc byłem bezpieczny.Kurcze, na serio jest dla mnie
jak tata.Chciałbym,że by tak było…
Godzina 15,
dużo ludzi na trybunach.Rodzice nie interesuja się baseballem więc nie
przyjdą.Ale nie przejmuje sie tym.Wygram ten mecz i Nick będzie ze mnie dumny!
Pierwsza
piłka odbita,kolejne też i tak przetrwaliśmy cały mecz.Fajnie, że moim trenerem
jest Nick.To mi dawało siłe,żeby odbijać je coraz dalej.
Gdy odbiłem
ostatnią piłke i dobiegłem do bazy Nick podskoczył i wybiegł na
boisko.Przytulił mnie.
-Jestem z
ciebie dumny.Brawo, dzieciaku-Powiedział to z takim ciepłem.
Nick-zacząłem.Miałem
go o to zapytać wczoraj,ale zdecydowałem że dzisiaj w takiej radości będzie
lepiej.
-Czy mogę z
tobą mieszkać już tak…wiesz… na zawsze?-Spodziewałem się,że powie nie…
-Wiesz,
zawsze chciałem mieć syna.Nie ważne że przyszywany, ale jesteś jak mój
syn.Jasne, że możesz.
Top była
magiczna chwila.Chwila zwrotna w moim życiu.Chwila która je zmieniła.
Obaj się
powyliśmy.Byliśmy szczęśliwi że wygraliśmy mecz i że staliśmy się
prawie-rodziną.
Kilka
miesięcy temu była wigilia.Spędziliśmy ją razem z dziewczyną
Nicka,Victorią.Stała się moją przyszywaną mamą.
Wszyscy
dawaliśmy sobie prezenty.Ja dostałem nowy telefon.Super sprawa.A Nickowi dałem
kolejną porcelanową figurke dalmatyńczyka.Lubi je.Pełno takich w domu,ale nigdy
nie za wiele.
Wigilia była
fajna.Było to 4 miesiące temu.Nick posłał mnie do szkoły na Brooklynie.Ale
innej, skoro chciałem zerwać z przyszłością.I zmienił mi nazwisko,już nie Chris
Turner,tylko Chris Clinton.I gadał przez telefon z rodzicami.Musieli się na to
zgodzić
Jednak ja
nie chciałem z nimi rozmawiać.Mam teraz nową rodzine.Ok, i teraz najlepsze.Po
tej rozmowie oficjalnie mnie adoptował.Rodzice pozbyli się praw rodzicielskich
i Nick z Victorią stali się moimi prawdziwymi rodzicami.Ale super.
Teraz mówie
od niego tato.I mam własny pokój u niego w domu.Zaraz, to już właściwie mój
dom. Mam też fioletową tapete w paski na
ścianie.Rodzice mi nie pozwolili.Oni urządzali mój pokój, nie ja.A meble do
mojego( tego teraz) wybrałem ja.I Nick pozwolił mi na DUŻE łóżko.Super sprawa.
I Nick kupił mi własny mikrofon do
pokoju.Teraz mogę nagrywać mój rap.Rodzice tego nie akceptowali.Uważali, że rap
jest zły.
I tak wspominam
ostatni rok.Siedze w fotelu,pije herbate i głaskam kota.Czekam aż Victoria
wróci z pracy żeby pomóc mi w lekcjach.I czekam aż Nick skończy z tą strategią.Dawno
nie graliśmy na XBoxie.
O, Victoria
wróciła.Dobra,spadam do lekcji.Opowiedziałem wam historie mojego życia.Troche
wzlotów i upadków jak w każdym.Ale na szczęście mamy Happy End
Na początku
tęskniłem za rodzicami,ale teraz mam nową rodzine i bardzo się ciesze że ich
mam.Szanuje ich,kocham i nigdy nie skrzywdze.Wam życze tego samego.Kochającej
rodziny i szczęśliwego życia…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz